Veritatis splendor – o moralności

VERITATIS SPLENDOR – O MORALNOŚCI
Urszula Murawska

Od momentu zapowiedzi publikacji tej encykliki do jej wydania, minęły aż cztery lata. Ten trudny, teologiczny tekst nie został skierowany do wszystkich wiernych, lecz tylko do biskupów. Jednak niestety nie wszędzie został on dobrze odczytany. Trudność w odbiorze tekstu to wynik silnego nacechowania analizy nauką św. Tomasza, która na zachodzie Europy, w latach 90 nie miała już aż tak dużego znaczenia jak w teologii polskiej. Czytelnicy encykliki zareagowali na nią bardzo gwałtownie, pojawiły się liczne komentarze dotyczące zwłaszcza zawartej w niej analizy etyczno–moralnej.
Veritatis Splendor dotyka nauczania moralnego, więc wchodzi w tę sferę ludzkiego życia, która jest najbardziej drażliwa. Człowiek chce mieć własną wizję dobra i życia moralnego. Papież decyduje się jednak przypomnieć, jakie jest stanowisko Kościoła dotyczące moralności. W swoich rozważaniach wychodzi od przykładu biblijnego, jednak nie wybiera najbardziej oczywistego – kazania na górze i ośmiu błogosławieństw, które wskazują drogę do świętości i są niejako moralnym ideałem. Papież koncentruje się na innym fragmencie – analizuje wątek, w którym do Jezusa przychodzi bogaty młodzieniec i pyta, jak ma żyć (Mt 19, 16–22). Nauczycielu co dobrego mam czynić aby uzyskać życie wieczne? – to fundamentalne pytanie każdego człowieka. Zadajemy je sobie w czasie utrapienia, zwątpienia, gdy jest źle, gdy szukamy sensu. Pytamy samych siebie: czy zachowywanie przykazań wystarczy? Czy szacunek wobec drugiego wystarczy? Podobne pytania zadawał sobie młodzieniec, on jednak odważył się spytać Mistrza o radę Papież daje nam wskazówkę, że już sam fakt zadania pytania o dobro, jest zwróceniem się ku Bogu, bowiem tylko On jeden jest Dobrem. Odpowiedź Jezusa jest prosta – Jeżeli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj co posiadasz, i daj ubogim (…). Potem przyjdź i chodź za Mną.

A zatem, temu, kto kocha Boga, wystarczy do szczęścia już sama świadomość tego, że Bóg go kocha. Wtedy wątpliwości ludzkiej natury, znikają. Dobre życie, życie chrześcijańskie to nie tylko zachowywanie prawa.. Owszem, przestrzeganie Bożych przykazań jest niezwykle istotne, ale kolejność działań powinna być inna. Zachowywanie przykazań ma być wynikiem miłości. To miłość bowiem ma pociągać i pokazywać, że prawo jest dobre. Samo literalne wypełnianie nakazów nie wzbudzi w człowieku szacunku do przykazań, ani miłości do drugiego człowieka. Przeciwnie, będzie wywoływało frustrację i niezadowolenie. Pierwsza musi być miłość, bo to z niej wszystko wypływa. (…) miłość bliźniego wypływa z serca, które kocha i które – właśnie dlatego że kocha – gotowe jest w życiu spełniać najwyższe wymagania (VS 15). Przykazania są drogą do doskonałości, są wskazówką i otwierają ku większemu dobru. Odpowiedź na Boże zaproszenie chodź za Mną, oznacza trudną drogę pełną poświęceń i wymagania od siebie. Dlatego biblijny młodzieniec odszedł zasmucony – miał bowiem wiele dóbr ziemskich, miał wiele przywiązań i pragnień – podobnie jak my dzisiaj. Droga Jezusa wiąże się z postawą wewnętrzną, to nie tylko naśladowanie, ale przede wszystkim zgoda na Jego życie w moim cele, nawet jeśli jest to niewygodne. U Boga, z pomocą Ducha Świętego, wszystko jest możliwe.

Owo jeśli chcesz jest nierozłącznie związane z wolnością. W Bożej ekonomii nie ma przymusu. Nie ma moralności bez wolności wyborów, ale też nie ma wolności bez prawdy. Prawda ma pierwszeństwo przed wolnością. Wolność ludzka to nie tylko samostanowienie o sobie i przekonanie o własnych niepodważalnych racjach. Wolność to świadomość własnych ograniczeń. – Prawdą jest Jezus i wypływająca z tego przekonania chęć naśladowania Go, właśnie w wolności. W wolności bowiem urzeczywistnia się miłość. Jeśli człowiek dokona raz świadomie tego wyboru, wszystkie inne jego działania będą podporządkowane temu fundamentalnemu. Wówczas wolność człowieka i prawo Boże będą się wzajemnie przenikać, a nakazy nie będą umniejszać wolności, ale ją gwarantować i sprzyjać jej rozwojowi. A zatem, wolność chrześcijanina to budowanie w sobie obrazu i podobieństwa do Boga. Owszem, człowiek niejednokrotnie upada, ale nie zrezygnuje wówczas z drogi, którą wybrał, bowiem wie, jaki jest cel ostateczny jego działań.

Papież zauważa też rolę sumienia. Jest ono nie tylko umiejętnością wprowadzenia norm moralnych i prawnych w życie i dostosowania ich do konkretnych sytuacji. Normy moralne mogą pomóc jedynie w ocenie sytuacji, jednak to człowiek jest sam odpowiedzialny za podjęte decyzje i nie może zrzucać odpowiedzialności na prawo, które miałoby być wyznacznikiem sposobu postępowania. Sumienie trzeba formować, by potrafiło kreatywnie podejmować decyzje – by umiało nie tyle skrupulatnie przestrzegać norm uniwersalnych, ale by potrafiło twórczo i odpowiedzialnie podjąć zadania osobiste, w taki sposób, by realizować Boże plany. Niezbędne jest więc zwrócenie uwagi na rozum i na dialog z samym sobą, a więc także pośrednio z własnym sumieniem oraz z Bogiem. Tylko sumienie wie, co się dzieje we wnętrzu człowieka. Niestety człowiek ulega pokusie zagłuszenia sumienia. Niejednokrotnie wie, że jakieś działanie jest niemoralne i złe, ale ponieważ wszyscy tak robią, więc i on nie chce odstawać od grupy. Dlatego potrzeba nieustannej formacji sumienia, by było oparte na prawdzie i dobru, aby potrafiło właściwie rozpoznawać czyny, nawet jeśli czasem nieświadomie zbłądzi. Wówczas ów blask prawdy oświecającej rozum i kształtującej wolność będzie jaśniał z pełną mocą w człowieku aż po wszystkie czasy.


 

 

 

 


Dodano: