Red. Iwona Schymalla – czerwiec 2007

Jest jedną z najpopularniejszych prezenterek telewizyjnej Jedynki. Początkowo pracowała w Telewizji Edukacyjnej TVP, później została przeniesiona do działu oprawy TVP1 i pracowała jako prezenterka dnia.

Prowadziła relacje telewizyjne z wizyt papieskich – 1997, 1999, 2002 i 2006 r.

Obecnie prowadzi magazyn poranny “Kawa czy herbata?”, “Lato z Jedynką”, i program religijny “Między ziemią a niebem”. W roku 1998 otrzymała Wiktora Publiczności.

[nggallery id=126]

Treść wykładu – “Moje spotkania z Janem Pawłem II”

(…) Przygotowując się do tego spotkania, pomyślałam sobie, że Państwo też pamiętacie różne ważne daty z historii Polski, z historii życia każdego z nas – myślę tu o pielgrzymkach papieża Jana Pawła II do Polski. Spotykamy się dzisiaj 3 czerwca i tak sobie od razu pomyślałam, że przecież 2 czerwca w 1979 roku zaczęła się pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Polski − niezwykle ważna, bo dała początek wszystkim przemianom demokratycznym w Polsce.

Możemy też wspomnieć pielgrzymkę z 1997 roku, która rozpoczęła się 31 maja 1997 roku i trwała do 10 czerwca. Była pierwszą pielgrzymką – bardzo bogatą pod względem programu. Trwała równo 2 tygodnie i papież odwiedził wtedy bardzo wiele miejsc.

Ale mówię też o 1997 roku, gdyż była to dla mnie pierwsza praca dziennikarska przy wizycie papieża. Musze Państwu powiedzieć, że to było chyba największe wydarzenie medialne w historii polskiej telewizji. Z punktu widzenia organizacji i funkcjonowania telewizji oraz przełamywania pewnych tabu, choćby mówieniu o sprawach wiary w telewizji.

W 1997 roku Jan Paweł II przyjechał do Polski w dosyć trudnym momencie dla polskiego Kościoła. Istniał bardzo ostry spór dotyczący obecności religii w życiu publicznym. Ten spór przenosił się na różne środowiska, na różne grupy, trwał także w telewizji. Pamiętam, kiedy jeden z redaktorów, pracujący w redakcji katolickiej zapytał mnie, czy nie zechciałabym być w studiu papieskim w czasie tej pielgrzymki razem z ojcem Andrzejem Koprowskim, który wtedy był szefem redakcji katolickiej (w tej chwili jest dyrektorem programowym Radia Watykańskiego) ? Zaczęłam pytać – najpierw mojego męża, rodziców. Oczywiście oni się popukali w głowę i zapytali, skąd we mnie w ogóle takie wątpliwości? A skąd one się brały? Bo wielu moich kolegów z telewizji powiedziało: „Słuchaj, to jest koniec Twojej kariery medialnej”. Podaję Państwu ten przykład, żeby pokazać, jaka panowała atmosfera, jakie było nastawienie, jakie reakcje? „Koniec dlatego, że będziesz tylko z tym kojarzona”. I za tym szło wartościowanie, że to źle – nie wiadomo, dlaczego? Ale mówię o tym też dlatego, że to była pierwsza dwutygodniowa relacja – taka eksplozja wiary na ekranie telewizyjnym, jakiej do tej pory nigdy nie było. To było coś nieprawdopodobnego – przełamywaliśmy tabu milczenia na tematy religijne.

Rok 1997 był więc początkiem kształtowania się redakcji katolickiej w telewizji publicznej. Na początku szefem tej redakcji był Ojciec Andrzej Koprowski, potem ks. Krzysztof Ołdakowski, teraz jest ks. Andrzej Majewski. Ta redakcja działa, ma coraz więcej czasu antenowego, coraz więcej jest programów, transmisji, coraz więcej treści. Ale to był proces dziesięcioletni, który zaczął się rzeczywiście w 1997 roku od wspomnianej, słynnej pielgrzymki.

(…) Muszę Państwu powiedzieć, że ludzie zaangażowani przy transmisjach papieskich też troszkę inaczej pracowali. Byli bardziej życzliwi, chętni, nie liczyli czasu, że musi być 10 albo 12 godzin, choć na co dzień bardzo liczą. Tutaj panowała zupełnie inna atmosfera, niepowtarzalna i niezapomniana.

(…) Od 1997 roku moje życie zawodowe było i jest związane z Janem Pawłem II – zawodowo, profesjonalnie, ale przede wszystkim emocjonalnie. To nie sposób, żeby dziennikarz, który zajmuje się taką tematyką, nie przeżywał tego, co robi. Oczywiście w jakichś ryzach trzeba swoje emocje trzymać, żeby nie przenosiły się na ekran tak bardzo otwarcie, ale one przecież są. Myślę, że nie ma w tym nic złego, że komuś się czasami łza w oku zakręci, albo coś go rozbawiło, albo jakiś błąd popełni – Państwo pewnie wybaczacie nam te drobne błędy.
Jeśli chodzi o moje osobiste spotkanie z papieżem – było jedno. W telewizji zajmowałam się problematyką zdrowotną i kiedyś przez rok pilotowałam grupę ludzi, którzy właśnie rzucili palenie. Myśmy pilnowali, żeby ich deklaracje się spełniły.Nagrodą była wizyta w Watykanie. Rzeczywiście, grupka dziesięciu osób pojechała do Watykanu, a ja z nimi, żeby zrobić reportaż. Przed wyjazdem moja koleżanka wręczyła mi kopertę i powiedziała: „Słuchaj, będziesz w Watykanie, to jak spotkasz się z papieżem, to wręczysz mu tę kopertę?”. Myślę sobie, że to strasznie trudna sytuacja, w czasie prywatnej audiencji wręczać kopertę. Wzięłam kopertę, ale jednocześnie pomyślałam: „Na pewno tego nie zrobię”, a ona mówi: „Bardzo Cię o to proszę, nie zapomnij, to jest dla mnie niezwykle ważna sprawa”. W trakcie audiencji każdy z pielgrzymów miał jakiś prezent dla papieża. Za papieżem szedł ksiądz, który je odbierał. Papież wszedł, podchodził do każdej z osób i nic nie mówił do nikogo, tylko błogosławił. Ja stoję z kopertą i myślę sobie: „No, nie mogę, przecież obiecałam, że dam tę kopertę”. Papież do nikogo nic nie mówił, podszedł do mnie, ja podaję mu kopertę. Zapytał: „Ale co to jest?” Zaczęłam kręcić, bo już w ogóle straciłam rezon, chyba powiedziałam, że to prośba od mojej przyjaciółki. Ksiądz odebrał tę kopertę. Potem się okazało, że mojej koleżance, która już była w sile wieku, bardzo zależało na tym, żeby mieć dziecko. Jako pierwszą chyba po mężu, poinformowała mnie później, że właśnie czeka na dziecko i że prośba o to dziecko była w kopercie. Przeżyłam mocno to spotkanie ze względu na to, że papież właśnie do nikogo nic nie powiedział, tylko mnie zapytał, bo bardzo go zaintrygowała ta biała koperta.

Pytania do Pani Redaktor:

Pytanie I: [Dlaczego właśnie Panią ktoś wybrał?]

Trzeba by zapytać o to o. Koprowskiego, dlaczego on się na to zdecydował? Bo chyba on był pomysłodawcą? Myślę, że to był taki rok, kiedy byłam popularna. Pamiętam, że prowadziłam wiele różnych programów, dostałam nagrodę Wiktora dla najpopularniejszej prezenterki. W tym czasie odbywały się długie i burzliwe dyskusje, czy kobieta może być z księdzem w studio? Przez pierwsze dwa dni było bardzo dużo telefonów od oburzonych widzów, że to nie może być tak, żeby kobieta prowadziła razem z księdzem program telewizyjny. Były tego typu opory i myślę, że wybrano mnie wtedy dlatego, że byłam znaną twarzą. Ksiądz Koprowski chciał, żeby to była osoba, którą ludzie lubią, akceptują, znają z „pogodnego dziennikarstwa”.

Pytanie II: [Mówiła Pani, że to mogło mieć jakiś wpływ na dalsze losy zawodowe. I jak to było?]

Wpływ zły – nie. To było dla mnie przełomowe w pracy, gdyż ludzie mnie bardzo polubili już po dwóch tygodniach spotkań na ekranie. Spotykałam się z bardzo przyjemnymi przejawami sympatii, reakcjami, podziękowaniami. Tematyka religijna jest już moim znakiem firmowym.

Pytanie III: [Co Pani z tego wyniosła? …]

Osobiście słuchałam słów papieża, przeżywałam je, analizowałam, niektóre były dla mnie bardo ważne, niektóre zmieniły moje życie, także ja to odbierałam tak samo jak każdy z Państwa. Tu nie było mowy o takim profesjonalizmie, że wybierałam tylko to, co może być chwytliwe dla widza.

Pytanie IV: [Czy można zapytać, które to słowa – bo powiedziała Pani przed chwilą, że zmieniły Pani życie?]

Przypominam sobie zawsze spotkanie papieża w Sopocie i słowa wygłoszone na Westerplatte. Jak my nie będziemy od siebie wymagać, to kto będzie od nas wymagać? Musimy po prostu z szacunku dla siebie samego, dla tych, którzy nas otaczają, dla bliskich, stawiać poprzeczkę wysoko, doskonalić się.

Pytanie V: [Niech Pani wybaczy… w ubiegłym miesiącu mieliśmy spotkanie z redaktorem… mówił, że bycie korespondentem, to też jest jakaś formacja, a jak wygląda to w telewizji ? Pracując w studiu papieskim, czy też jest to jakiegoś rodzaju służba?…]

Tak, myślę, że to jest służba ludziom. Gdyby tego nie traktować w takich kategoriach, to by tego człowiek by nie wytrzymał. To jest bardzo trudne, bardzo stresujące, emocjonujące: wielogodzinna praca i zostawienie na boku rodziny, moich najbliższych… Dwa tygodnie jesteśmy w służbie, jesteśmy po to, żeby być dla naszych widzów, którzy chcą to oglądać. Bez wątpienia jest tak, że jestem trochę innym człowiekiem dzisiaj niż 30 maja 1997 roku.

Pytanie VI: [Gdyby miała Pani wybrać, która spośród pielgrzymek była dla Pani najważniejsza…? Czy ta z 1997 roku?]

Tak, ale najbardziej wzruszająca była ostatnia pielgrzymka papieża. Czułam, że to jest pożegnanie i właściwie od początku, od powitania na lotnisku, czuło się, że to jest ostatni raz. Na przykład modlitwa przy grobie rodziców w Krakowie, w ogóle każdy kadr, który prezentowaliśmy w telewizji, był takim pożegnaniem z papieżem. To było strasznie trudne, tak emocjonalnie trudne. No i oczywiście też słowa, które papież powiedział na końcu: „Żal odjeżdżać” .

Pytanie VII: [ Jak sobie Pani radzi z wzruszeniami, z emocjami?]

Jest to trudne. Kilka razy miałam taką sytuację, ale pomógł mi ojciec Koprowski. To było w czasie mszy świętej z Zakopanego, kiedy górale zaczęli śpiewać na koniec „Co by Ci Pan Jezus błogosławił” i grali na skrzypcach, tak obłędnie… Ja nie mogłam się opanować w studiu, nie było nas jeszcze na wizji, tylko siedzimy z

o. Koprowskim i już zaczynam mu łkać. Chociaż wiem, że za minutę czy dwie wchodzimy na antenę i coś muszę z tym zrobić. Ojciec Koprowski powiedział wtedy: „O mój Boże, żeby tylko papież ze wzruszenia nie umarł!” Mnie to tak rozśmieszyło, że jakoś wróciłam do normy.

Najtrudniejsze były relacje właśnie w tym czasie, kiedy papież odchodził, kiedy wszyscy to przeżywaliśmy. Jak już mówiono nam, że jesteśmy na wizji, to patrzyłam do kamery, na kolegę czy na gości. Natomiast nie mogłam oglądać żadnych materiałów wspomnieniowych i tylko tak się trzymałam. Wydaje mi się, że gdybym popatrzyła na któryś z tych kadrów, to nie byłabym w stanie nad sobą zapanować. Zdarzały się w tych dniach sytuacje, kiedy w studiu płakali nasi goście. U mnie emocje puściły dopiero później. Właściwie przeżywałam ten dzień żałoby tydzień później niż wszyscy.

Pytanie VIII: [ Mówiła Pani, że w 1997 roku różnie bywało… mówię o poprawności politycznej. Czy był to wpływ przedstawicieli władzy czy telewizji – co można, a co nie można powiedzieć, jacy goście powinni być w trakcie programu…?]

Powiem Panu, że w ogóle nie było ingerencji tego typu. Nie było ingerencji, bo myślę, że wielu ludzi nie spodziewało się, że tylu wiernych będzie brało udział w mszach, że to będzie takie wydarzenie. Po dwóch dniach zorientowano się, że to jest coś niezwykłego, coś nietypowego, ważnego. Jak tak sobie sięgnęłam do różnych źródeł, to okazało się, że wcześniej transmitowana w telewizji była tylko msza inaugurująca pontyfikat papieża Jana Pawła II, a potem nie było nic. Były jakieś relacje z pielgrzymek tych wcześniejszych, ale w „Wiadomościach” nie było studia jako takiego, nie było transmisji wszystkich mszy, które papież celebrował. Myślę, że Ci, dla których ważne są słupki i oglądalność, zobaczyli, że wszyscy oglądali tak naprawdę tylko studio papieskie i transmisję, inne programy nie miały szans. To był taki moment, kiedy ci od słupków, od reklam i od zdobywania pieniędzy zorientowali się, że to jest „worek złota”. Także nie było ingerencji. Jeśli chodzi o gości, to byli to goście ustalani z o. Koprowskim, z szefem Redakcji Katolickiej, z dyrektorem Pierwszego Programu, ale tu nie było żadnych nacisków.

Pytanie IX: [ A czy ta sytuacja teraz się zmieniła, ta atmosfera…?]

Teraz się zmieniła. Teraz wielu dziennikarzy bardzo chętnie garnie się do takich tematów, identyfikuje się z tymi tematami. Redakcja katolicka liczy już coraz więcej osób, wielu fajnych młodych dziennikarzy się pojawiło, chociaż moi niektórzy koledzy, nie wiem czy złośliwi, czy życzliwi, witają mnie zawsze słowami: „Dzień dobry, siostro Iwono”.

Pytanie X: [Jak Pani wspomina okres wykładania na Akademii Pedagogicznej?]

Bardzo dobrze wspominam. Zaraz po zakończeniu studiów pracowałam tylko przez rok w instytucie zajmującym się przygotowaniem raportu o młodzieży w różnych wymiarach. Potem udało mi się zostać asystentką w Wyższej Szkole Pedagogiki Specjalnej na Szczęśliwickiej. Miałam ćwiczenia z socjologii ogólnej i nawet wykłady z socjologii ogólnej dla studentów I i II roku i dla studentów studiujących zaocznie. To był fantastyczny okres w moim życiu – nie można było się nie przygotować czy po prostu tak sobie przyjść na zajęcia i jak z rękawa jakieś informacje wysypać. Zawsze było mnóstwo pytań, ferment.

Pytanie XI: [ Relacjonowała Pani także wizytę Benedykta… jakby Pani mogła porównać relacje z pielgrzymek Jana Pawła II i tej Benedykta?]

Było trochę inaczej. Po pierwsze z punktu widzenia samej pracy dziennikarskiej, transmitowania i przekazywania informacji. Było o wiele bardziej chaotycznie i stresująco. Oczywiście był też program, ale nie tak precyzyjny jak kiedyś otrzymywaliśmy z Watykanu. Watykańskie służby prasowe zawsze taki ramowy program dostarczają,a potem to wszystko jest rozpisywane. Jeśli Państwo oglądali tamtą relację, to na pewno widzieliście, że były takie momenty, kiedy przez 20 minut pokazywaliśmy różne obrazki z różnych miejsc, pod te obrazki musieliśmy coś opowiadać, nie zawsze składnie, bo to były zawsze zaskakujące sytuacje. Byliśmy przygotowani na 5 minut, a nagle się robiło 20, bo przejazdy były nieoszacowane czasowo.

Kilka dni temu oglądałam albumy ze zdjęciami Jana Pawła II i Benedykta XVI. To były zdjęcia pokazujące spotkania z ludźmi. I to jest niesamowite: Jan Paweł II na tych zdjęciach przytula dziecko albo dotyka kogoś, czyjeś ręki, albo głaszcze dziecko. To gesty „stuprocentowe” – tak bym je określiła; naprawdę przytulenie, naprawdę pogłaskanie, naprawdę uścisk ręki. Potem zobaczyłam zdjęcia Benedykta XVI z wizyty w Łagiewnikach, w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, gdzie spotykał się z ludźmi niepełnosprawnymi. To już nie było takie bliskie. Jest jednak pewien dystans, którego w przypadku Jana Pawła II nie było. Benedykt XVI to papież teolog, papież naukowiec, papież, który coraz bardziej jest serdeczny i coraz chętniej z ludźmi się spotyka, ale jednak to jest inna temperatura, tak mi się wydaje.

Pytanie XII: [Ja mam takie pytanie – po śmierci Jana Pawła II nasila się dyskusja w mediach i nie tylko, o pokoleniu JP2 ? Czy coś takiego istnieje czy nie istnieje?…]

Mnie się wydaje, że trudno stosować tu kategorię „pokolenie”. Jesteśmy z różnych pokoleń, z różnych roczników i każdy z inną ma drogę życiową. Natomiast to, co nas bez wątpienia łączy, to jest to, że mieliśmy takie szczęście, że pontyfikat Jana Pawła II przypadł na nasze dojrzałe życie i zmienił je albo wpłynął bardzo na jego wzbogacenie. Jesteśmy więc raczej wspólnotą niż pokoleniem.

Pytanie XIII: [ Jak to jest z przedstawicielami Kościoła w mediach? Kiedyś rozmawiałem z jednym z dziennikarzy, który mi powiedział, że poza bp Chrapkiem kiedyś w episkopacie trudno było się porozumieć… Oczywiście uogólniając… Jak to jest z otwarciem się Kościoła na media?]

To się bardzo zmieniło. W programie niedzielnym bardzo często gościmy księży, tych, którzy organizują jakieś wydarzenia, pomagają, ojców z Caritas Polska czy misjonarzy. Jeśli chodzi o biskupów, jest oczywiście trudniej namówić któregoś z nich, żeby wziął udział w programie, ale bp Libera bardzo często bywał gościem, on znakomicie wypada w mediach. Bywa różnie, ale księża są bardzo otwarci na media i coraz większe jest oczekiwanie, żeby dowiedzieć się jednak bezpośrednio od przedstawicieli duchowieństwa, co sądzą o tym czy o tamtym, o takiej kłopotliwej sprawie jak lustracja księży albo o innej kwestii.

Dodano: