Kościół i winy przeszłości

KOŚCIÓŁ I WINY PRZESZŁOŚCI
Emilia Żochowska

Jednym z ważnych elementów obchodu Roku Jubileuszowego było wyznanie win Kościoła. Podczas uroczystej Mszy Świętej, która odbyła się w marcu 2000 roku w Katedrze świętego Piotra, Jan Paweł II prosił Boga o przebaczenie dawnych i obecnych grzechów dzieci Kościoła. Przewidując, że gest ten może spotkać się w świecie z brakiem zrozumienia, kardynał Joseph Ratzinger zaproponował Międzynarodowej Komisji Teologicznej przygotowanie dokumentu, który wyjaśni sens i cel „oczyszczenia pamięci”. Dokument ten nosi tytuł Pamięć i tożsamość. Kościół i winy przeszłości.

Choć od Wielkiego Jubileuszu minęło już kilka lat, sprawa grzechów Kościoła pozostaje bardzo aktualna. Wciąż przecież istnieją winy, za które Papież przeprasza Boga i osoby pokrzywdzone przez ludzi Kościoła. Niedawno Benedykt XVI przeprosił ofiary seksualnego molestowania, którego sprawcami byli księża. Dziś uważamy takie akty za oczywiste i powszechnie oczekiwane, ale jeszcze kilka lat temu, zanim Jan Paweł II dokonał uroczystego aktu przebłagania, przeprosiny Kościoła nie były sprawą tak powszechną. Można powiedzieć, że Jan Paweł II, we współpracy z Międzynarodową Komisją Teologiczną, ustanowił pewien precedens.

Co właściwie zrobił wtedy Papież i na czym polegały jego przeprosiny? Akt nazwany „oczyszczeniem pamięci” obejmował wyznanie win przed Bogiem i przed ludźmi, błaganie Boga o przebaczenie, a także odpuszczenie win tym, którzy zgrzeszyli przeciwko Kościołowi. Kościół rozumiany jest tutaj nie tylko jako instytucja, do której należą biskupi, księża i wierni, ani też wyłącznie jako duchowa wspólnota wierzących w Chrystusa, ale jako wspólnota ochrzczonych, czyli konkretnych osób, złączonych wiarą i ożywianych Duchem Świętym.

Oczywiście można tutaj spytać, czy my, chrześcijanie żyjący dzisiaj, możemy odpowiadać za grzechy naszych przodków w wierze. Przecież odpowiedzialność zbiorowa to niesprawiedliwa zasada. Ocenianie czynów chrześcijan żyjących tysiąc lat temu według dzisiejszych standardów moralności także może być ryzykowne. To, co dawniej uważano za normalne, na przykład narzucanie poddanym wiary króla, dziś byłoby uznane za zbrodnię.

Możemy odruchowo wzbraniać się przed uznaniem, że ponosimy choćby część odpowiedzialności za grzechy przeszłości. Jednak w odwrotnej sytuacji, kiedy chodzi o poczucie krzywdy, związane na przykład z cierpieniami Polaków podczas wojny, czy o prześladowania chrześcijan, znacznie łatwiej nam utożsamiać się z naszymi przodkami. Jeżeli uznajemy, że chrześcijanie – ofiary zbrodni to „nasi”, trzeba też uznać, że chrześcijanie – zbrodniarze mają z nami niestety wiele wspólnego.

 

Wyznając winy Kościoła papież wyraźnie stwierdził, że chrześcijanie żyjący współcześnie nie są osobiście odpowiedzialni za grzechy swoich przodków. Na czym więc polega ta odpowiedzialność? Dokument Pamięć i tożsamość mówi, że chodzi tu o poczucie wspólnoty z tymi, którzy „noszą imię chrześcijanina”. Choć zwyczaje i wrażliwość moralna zmieniają się w ciągu dziejów, pewne składniki naszej tożsamości są niezmienne. Z Kościołem jest podobnie jak z dorosłym człowiekiem, który mało przypomina niemowlaka na starym zdjęciu, ale on sam i jego bliscy mogą go rozpoznać. Choć tak bardzo się zmienił, to jednak pozostał ten sam.

 

„Imię chrześcijanina” jest właśnie tym, co się nie zmienia. Podczas prześladowań za cezara Hadriana jako uzasadnienie wyroku wystarczało czasem samo „nomen Christiani”, czyli fakt, że ktoś przyznał się do bycia chrześcijaninem. Jeżeli naśladujemy i czcimy męczenników, którzy ginęli dla imienia chrześcijanina, musimy także wyznać żal z powodu win tych, którzy swoimi grzechami zbezcześcili to imię, które przecież uważamy za własne.

 

Aby dobrze zrozumieć sens oczyszczenia pamięci trzeba też pamiętać, że przepraszamy przede wszystkim Boga, bo tylko On może zgładzić nasze winy. Ostatecznym celem pokuty i wyznania grzechów jest przecież uwielbienie Boga, który jest samą Prawdą. Szczere przyznanie się do grzechu jest świadectwem zaufania Prawdzie.

 

Jak każdy akt pokuty w Kościele, także ten dokonuje się przed ludźmi i wymaga, abyśmy prosili o przebaczenie naszych braci, którzy zostali zranieni. Często jednak spowiedź czyniona przez chrześcijan nie spotyka się ze zrozumieniem. Wciąż słyszy się, że papież przeprosił „za mało” albo nie tego, kogo trzeba. Dlatego warto pamiętać, że nasza skrucha ma być bezinteresowna i skierowana przede wszystkim do Ojca, który przebacza nam nasze winy tak, jako i my przebaczamy naszym winowajcom.

Emilia Żochowska – doktorantka w Centrum Studiów Średniowiecznych w University of Southern Denmark, redaktorka pisma „Christianitas”, mieszka w Kopenhadze.

 

 

 

 


Dodano: