Alma mater

ALMA MATER
Angelika Metzger

Z początkiem października rozpoczął się nowy rok akademicki. Nie dało się nie zauważyć pojawiających się w ostatnim tygodniu artykułów prasowych poświęconych obecnym problemom życia akademickiego – kreślących obraz współczesnego studenta.

Należałoby tu wyrazić głęboki szacunek dla każdego młodego człowieka podejmującego tak ważny i trudny etap swego życia, jakim są studia. Niemniej, coraz częściej, przyglądając się życiu akademickiemu można odnieść wrażenie, że to, co dziś nazywamy studiami, jest niczym innym, jak tylko zwykłym „przemysłem uniwersyteckim”, jakimś zindustrializowanym procesem. Powstaje pytanie – czemu służy ten wyścig szczurów? Nawet sami studenci, biorący w nim udział, nie są już w stanie na to odpowiedzieć. Mówią po prostu: Takie jest życie. Wielu potrafi poprowadzić ścieżkę swych studiów w sposób tak bystry i wyrafinowany, że niejeden przedsiębiorca mógłby się wiele od nich nauczyć – z pożytkiem dla swojej firmy. Tak też wygląda mały (studencki) biznes. Jaki jest cel? Uzyskanie „papierka” i wpisu w CV – często nic więcej. Jest zastanawiające, czy wykładowcy, często o jedno lub dwa pokolenia starsi, nadążają za ich tempem? Może czasem spoglądają w ich stronę z zazdrością, pamiętając, że kiedyś oni nie byli tacy… zaradni. To wszystko – ambicja, tzw. życiowa zaradność – mogłoby budzić szacunek. Tylko czy jedynie o to chodzi w studiowaniu?

Jan Paweł II w przemówieniu wygłoszonym z okazji 600-lecia Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego powiedział: „Człowiek przekracza granice poszczególnych dyscyplin wiedzy, tak aby ukierunkować je ku prawdzie i ku ostatecznemu spełnieniu swego człowieczeństwa, (…) by spełniał funkcję sumienia krytycznego.” Wydaje się, że to jest zadaniem dla ludzi uniwersytetu. Służba prawdzie.

Przyglądając się historii powstawania uniwersytetów można dojść do wniosku, jakiej karykatury studiów dziś jesteśmy świadkami. Od samego początku istnienia ośrodków akademickich najważniejszą praktyką było gromadzenie się wokół mistrza, czerpanie z jego mądrości i wiedzy. Wywiązywała się wówczas swoista relacja między nauczycielem a uczniem, oparta na autorytecie tego pierwszego oraz talencie i pracowitości tego drugiego. W następstwie powstawała wspólnota ludzi mających podobne pragnienie wiedzy i prawdy – późniejsza wspólnota akademicka. Wspólnota ta prowadziła życie pod jednym dachem, razem spożywano posiłki, razem wykonywano prace. Przebywano ze sobą ze sobą. Studenci i profesorowie. Dlatego właśnie uniwersytet określany jest mianem „alma mater”! Bo w nim następowały narodziny i wzrost jakby nowego człowieka, niby tego samego, a jednak wzbogaconego o mądrość – owoc wiedzy i osobowości. Czas nie grał tu roli, najważniejsze było szukanie odpowiedzi na najbardziej egzystencjalne pytania nurtujące człowieka – na poszukiwanie prawdy. Bardzo podobnie do samych studiów odnosił się Karol Wojtyła, co zresztą kilkakrotnie podkreślał za swego pontyfikatu (m.in. Konstytucja Apostolska o Uniwersytetach katolickich Ex corde Ecclesiae, wspomnienia podczas spotkań w Krakowie). Studia były dla niego dobrowolnym byciem we wspólnocie osób, podobnie jak on, poszukujących. Opierały się na relacji mistrz-uczeń. Nie ograniczały się do zdobycia wykształcenia specjalisty. Były dociekaniem, odkrywaniem prawdy o człowieku i świecie. Nawet za cenę wchodzenia w obszar obcej dziedziny nauki. Ta interdyscyplinarność była trudna, stąd w sercu Papieża pozostała tak długo wdzięczność dla jego mistrzów, profesorów, którzy porywali go swoją osobą. Pigoń, Wyka, Michalski. Spotkania z nimi rodziły nie tylko osobę Wojtyły, ale również tych, dla których on później stał się autorytetem: studentów, młodych intelektualistów. (zob. Jan Paweł II, Kraków 1991).

Pozostaje pytaniem otwartym, czy we współczesnym świecie możliwa jest taka wspólnota. Poszczególne szkoły udowadniają konsekwentnie, że tak. Najczęściej są to uczelnie, które nie boją się stawiać przed studentem trudnych wyzwań, nawet za cenę spowolnienia toku studiów. Do takich wzorców chciałoby nawiązać również Centrum Myśli Jana Pawła II, organizując co roku seminaria Logos Zaangażowany. Cieszy więc fakt, że takich instytucji i form jest coraz więcej.

Pozostaje więc teraz – tylko z pozoru łatwe zadanie – zatrzymać młodego człowieka.

Bo nawet przemijanie ma sens.

 

 

Angelika Metzger – prawnik, pracownik działu badawczo-edukacyjnego Centrum Myśli Jana Pawła II.

 

 

 

 


Dodano: