Mężczyzną i kobietą stworzył ich

Dlaczego Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę? Gdy już wstydzimy się zadawać dziecinne pytania, a jeszcze nie znamy na nie odpowiedzi i gdy fascynuje nas podział ludzi na dwie poszukujące się połówki, a jednocześnie frustruje niezrozumienie przedstawicieli płci przeciwnej, chcemy znajdować odpowiedzi poważne, głębokie i bliskie naszym doświadczeniom.


 

Takich odpowiedzi udziela nam Jan Paweł II w swojej rewolucyjnej teologii ciała. Dlaczego rewolucyjnej? Czy odwraca dotychczasowy porządek rzeczy? Czy zrywa ze stanem obecnym? I tak, i nie. Radykalnie zrywa z tym, co dotychczas tu i ówdzie zaślepiało ludzkość w jej spojrzeniu na ciało, płeć, seks, kobiecość, męskość, miłość cielesną. Tym samym rewolucyjnie przywraca nam wzrok, radykalnie odkrywa naszym oczom głębokie spojrzenie na ludzką cielesność, jaką ta była pierwotnie „zaprogramowana” przez jej Stwórcę. I choć w ten „program” wpisaliśmy swoje niemałe usterki, zasadniczo funkcjonuje on nadal. O co w nim chodzi?

Idąc za zachętą JPII, trzeba sięgnąć do Początku… Doświadczenie Adama i Ewy wcale nie jest nam obce. Jest bliżej niż myślimy. Bo gdy samotny Adam cieszy się obecnością Najwyższego, poznaje rośliny i zwierzęta Ogrodu Eden, odkrywa siebie, a mimo to czegoś lub raczej kogoś mu brakuje…, to czy nie przypomina kogoś z nas, kto mimo radości podziwiania wieczornego zachodu słońca, jest smutny, gdy nie może tego dzielić z ukochaną osobą? Albo czy nie przypomina kibica samotnie oglądającego mecz w telewizji, który cieszy się z gola swojej drużyny, ale smuci, bo nie ma komu „przybić piątki”? Na taki smutek pierwotnej samotności Adama zwraca uwagę Jan Paweł II na początku swoich środowych katechez o teologii ciała wygłoszonych w latach 1979-1984, a wydanych pod zbiorczym tytułem Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Odkupienie ciała a sakramentalność małżeństwa (Libreria Editrice Vaticana, Citta del Vaticano 1986).

Nic więc dziwnego, że dopiero pojawienie się Ewy wywoła entuzjastyczny okrzyk radości Adama. Nareszcie Bóg stworzył istotę mężczyźnie równą, choć od niego różną i właśnie dlatego przeznaczoną do wzajemnego uzupełniania się, czyli do komplementarności. „Ta to mnie dopiero zrozumie” – mógł pomyśleć Adam – „To z nią będę tak blisko, jak tylko sam Bóg być ze Sobą blisko może”. I kto by pomyślał, że w tych radosnych okolicznościach „mała wpadka” Ewy i Adama zepsuje całkowicie tę piękną sielankę dwojga zakochanych?

Ale czy rzeczywiście zepsuje ją całkowicie? Podobno nie, o czym przekonuje nas JPII… A dowodem na to jest choćby nasze poczucie wstydu (znikające tylko w obliczu miłości): zasłaniając nasze genitalia, chronimy przed pożądliwymi spojrzeniami to, co służyć ma budowaniu świętej wspólnoty kochających się osób (i może nadal służyć, mimo Upadku w Ogrodzie). Bronimy tym samym naszej godności osobowej, przypominając wszystkim wokół, że jesteśmy stworzeni do miłości, do osobowego szacunku, a nie seksualnego wykorzystania i upodlenia. Mówimy językiem naszych zachowań: „Traktujcie nas całościowo, osobowo, bo nasze ciała są wyrazem naszego ducha. Nie są tylko jego dodatkiem”. Mówimy też sobie samym: „Prezentuj się godnie, bo całym sobą masz oddać się drugiej osobie – Bogu i współmałżonkowi. Dbaj o swoje ciało i ducha zarazem, bo jesteś ucieleśnionym duchem czy uduchowionym ciałem, więc cokolwiek robisz z ciałem ma znaczenie dla ducha i odwrotnie”.

A „dodatkową”, absolutnie fascynującą nobilitacją naszych ciał zajął się już „osobiście” sam Bóg, gdy Wcielił się pewnej pięknej nocy, a innej pięknej nocy w tym Ciele Zmartwychwstał. Oddając siebie Ojcu w tym Ciele nas Odkupił i zdecydował, że w zasadzie to Ciało warto nam zostawić na pamiątkę… Czy mamy jeszcze jakieś inne życzenia odnośnie do naszych ciał? Jeśli tak, to bardzo proszę: podobno nasze ciała pójdą w Jego ślady. Wszystkich pragnących przebóstwienia własnych ciał i chętnych do świadomego życia na obraz i podobieństwo szaleńczo miłującej się Boskiej Trójcy odsyłam do lektury JP II teologii ciała (obejmującej wspomniane katechezy środowe oraz wcześniejszą książkę Miłość i odpowiedzialność, red. T. Styczeń et al., TN KUL, Lublin 1982). Podobno nie znajdziemy szczęścia inaczej jak tylko wychodząc z siebie w ekstazie i dając siebie w darze (por. Gaudium et spes, 24), więc lepiej wiedzieć, jak to zrobić dobrze i uczyć się tego od ekspertów!

Posłuchajmy:

„…miłość jest najpełniejszą realizacją tych możliwości, które tkwią w człowieku. Potencjalność (…) właściwa osobie najpełniej aktualizuje się przez miłość (…). Osoba znajduje w miłości największą pełnię swego bytowania, obiektywnego istnienia. Miłość to jest takie działanie, taki akt, który najpełniej rozwija istnienie osoby”. (Miłość i odpowiedzialność, s. 77).

„Płeć jednakże jest czymś więcej niż tajemniczą siłą ludzkiej somatyki, działającą jakby na prawach instynktu. Na poziomie człowieka i we wzajemnej relacji osób oznacza ona wciąż na nowo przekraczanie granicy samotności człowieka, wyrażonej w osobowej konstytucji ciała stanowiącej o pierwotnym jego sensie. Przekraczanie to ma w sobie zawsze coś z przejmowania za swoją samotności ciała drugiego ‘ja’”. (Mężczyzną i niewiastą stworzył ich (dalej: MN), s. 43)

„…małżeństwo wówczas tylko odpowiada powołaniu chrześcijan, jeżeli odzwierciedla się w nim owa miłość, jaką Chrystus – Oblubieniec, obdarza Kościół – swą Oblubienicę, i jaką Kościół (na podobieństwo żony ‘poddanej’, a więc w pełni oddanej) stara się odwzajemniać Chrystusowi”. (MN, s. 348)

„W ten sposób mężczyzna odnajduje w tym pierwszym uszczęśliwiającym spotkaniu kobietę, a ona jego. W ten sposób on ją, wewnętrznie przyjmuje; przyjmuje tak jak ona ‘dla niej samej’ jest chciana przez Stwórcę, jak jest ukonstytuowana w tajemnicy Bożego obrazu przez swoją kobiecość i wzajemnie ona jego tak samo przyjmuje, jak on ‘dla niego samego’ jest chciany przez Stwórcę i ukonstytuowany przez swoją męskość”. (MN, s. 63)

,,To męskie obdarowywanie, odpowiedź na dar kobiety, jest dla samego mężczyzny obdarowujące, w nim bowiem ujawnia się jakby osobowa istota jego męskości, sięgająca poprzez całą oczywistość ciała i płci do tej samej głębi ‘posiadania siebie samego’, przez którą człowiek jest zdolny zarówno dawać siebie, jak też przyjmować dar drugiego”. (MN, s. 72)

„…obrazem i podobieństwem Boga stał się człowiek nie tylko przez samo człowieczeństwo, ale także poprzez komunię osób, którą stanowią od początku mężczyzna i niewiasta. Funkcją obrazu jest odzwierciedlać tego, czyim jest obrazem – odzwierciedlać swój pierwowzór. Człowiek staje się odzwierciedleniem Boga nie tyle w akcie samotności, ile w akcie komunii. Jest wszakże ‘od początku’ nie tylko obrazem, w którym odzwierciedla się samotność panującej nad światem Osoby, ale niezgłębiona, istotowo Boska komunia Osób”. (MN, s. 39-40)

Czy jeszcze ktoś ma wątpliwości, dlaczego Papieska kolekcja katechez nazwana została przez Georga Weigla „teologiczną bombą zegarową”(1)? Jest jednym wielkim przypomnieniem pierwotnego znaczenia ciała jako wyrazu osoby i zarazem jest ożywieniem naszej nadziei na realizację naszego osobistego przebóstwienia. A skoro Deus Caritas est, o czym zapewnia nas Benedykt XVI, można domniemywać, że „teologiczna bomba zegarowa” odlicza ostatnie sekundy przed wybuchem. Tu i ówdzie dają się słyszeć inspirujące zwiastuny eksplozji, jak choćby te:

„Najważniejszymi słowami w Ostatniej Wieczerzy są: To jest moje Ciało, które daję wam. Eucharystia, jak seks, skupia się na darze, jakim jest ciało. Czy dostrzegłeś kiedyś, że Pierwszy List św. Pawła do Koryntian zawiera się między dwoma tematami – seksualność i Eucharystia? Tak się dzieje, ponieważ św. Paweł wiedział, że potrzebujemy rozumienia każdego z tych tematów w świetle drugiego”.(2)

„Seks jest mocą sakramentalną, nie tylko ludzkim działaniem. Jest mocą powodującą życie samego Boga w nas, wciągającą nas w miłosną grę Trójcy Świętej. A orgazm jako szczytowy punkt miłości seksualnej jest także jednym z najbardziej boskich momentów miłości. (…) Renesansowi malarze często podkreślali na swoich obrazach genitalia zarówno Jezusa jako niemowlęcia, jak i Jezusa Zmartwychwstałego. Był to ich sposób mówienia: ‘Patrzcie! On naprawdę miał wszystko, czego trzeba, aby dać ludziom życie.’ (…) W Trójcy nikt nie zatrzymuje niczego dla siebie. (…) Jezus oddaje nam Siebie w dokładnie taki sam sposób. A zatem ta gra miłosna powinna być trwałym stanem każdego chrześcijanina. Ale co to oznacza? Tylko tyle, że ekstaza, oddanie siebie, które osiąga szczyt w orgazmie, ma być odgrywane we wszystkich okolicznościach naszego życia – nie tylko w intymnych chwilach miłosnych zbliżeń. Te intymne chwile stanowią model tego, jak wszyscy powinniśmy kochać wszystkich przez cały czas”.(3) (tłum. A.G.)

„Podkreślenie, że właśnie w seksualnej komunii osób realizuje się osobowy charakter bytu ludzkiego, swoista apoteoza kopulacji wprost stawia więź cielesną na miejscu, którego wciąż boi się jej przyznać socjologiczna myśl świecka”.(4)

Filozofowie dostrzec mogą w teologii ciała Jana Pawła II zniesienie fałszywych dychotomii nowożytności. Psychologowie znajdą być może podstawy do skutecznej terapii nieszczęśliwie rozdartych osobowości. Socjologowie odnajdą niezwykłą afirmację wspólnoty i więzi międzyludzkiej. Antropologowie różnych maści uzyskają dociekania nad istotą człowieka wyrastające z powszechnych doświadczeń bólu samotności i pragnienia komunii osób wyrażonej za pomocą ciała. Przedstawiciele nauk ścisłych zainspirować się mogą do poszukiwań podobieństw i różnic między światem ludzi, zwierząt, roślin, skał i sił fizycznych. Artyści…? Ci odnajdą się może w języku Tryptyku rzymskiego:

 „«Mężczyzną i niewiastą stworzył ich».

Został im przez Boga zadany dar.

Wzięli w siebie —  na ludzką miarę —  to wzajemne obdarowanie,

które jest w Nim.

Oboje nadzy…

Nie odczuwali wstydu, jak długo trwał dar —

Wstyd przyjdzie wraz z grzechem,

a teraz trwa uniesienie. Żyją świadomi daru,

choć może nawet nie umieją tego nazwać.

Ale tym żyją. Są czyści.

Casta placent superis; pura cum veste venite,

et manibus puris sumite fontis aquam —

słowa te czytałem codziennie przez osiem lat,

wchodząc w bramę wadowickiego gimnazjum.

Prasakrament —  samo bycie widzialnym znakiem

odwiecznej Miłości”.

 

Dr Aneta Gawkowska
Katedra Socjologii Obyczajów i Prawa
Instytut Stosowanych Nauk Społecznych
Uniwersytet Warszawski

 

 ————–
1.Jest to słynne już określenie Georga Weigla z jego książki Świadek nadziei. Biografia papieża Jana Pawła II, przeł. M. Romanek et al., (wydanie nowe), Kraków: Znak, 2005, s. 433.
2. Timothy Radcliffe OP, O miłości ludzkiej i Eucharystii, tłum. M. Sander OP, B. Jonak OP,  Teofil 1 (23) 2006 „Kobieta i mężczyzna”, s. 155-162: 156.
3.Mary Rousseau, Charles Gallagher, Sex Is Holy, Rockport, MA: Element, 1991, s. 44.
4. Jacek Maria Kurczewski i in., Praktyki cielesne, Trio, Warszawa 2006, s. 63.


Artykuł pochodzi ze strony www.teologiaciala.pl poświęconej seminarium naukowemu prof. Jarosława Kupczaka (OP).

 

Aby lepiej przybliżyć te Miłosne refleksje Jana Pawła II w Centrum Myśli rusza seminarium akademickie z Teologii Ciała. W ramach projektu Logos Zaangażowany zajęcia poprowadzi dr Aneta Gawkowska, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak twierdzi, z całą pewnością temat wart jest wielu stron wirtualnych, wielu książek realnych, wielu spotkań  intelektualnych i najwięcej życiowych świadectw jego aktualności!

Zajęcia odbywać się będą w II semestrze r.a. 2010/2011. Chętnych zapraszamy do zgłaszania się drogą e-mailową.  Kontakt – ametzger@centrumjp2.pl 

 

Dodano: