Wyżyny człowieczeństwa

WYŻYNY CZŁOWIECZEŃSTWA
Renata Kreczmańska
 

„Człowiek nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego”, czytamy w Konstytucji duszpasterskiej Soboru Watykańskiego II (KDK 24). W dzisiejszej dobie, tak mocno nasyconej konsumcjonizmem, zajadłą rywalizacją, pogonią za pozyskiwaniem i posiadaniem, logika daru, zdaje się być niemal totalnie zagubiona. Dlatego też, ażeby człowiek, w przybierającym coraz większe rozmiary postępie cywilizacyjnym, któremu niestety towarzyszy bolesne doświadczenie swoistego egzystencjalnego zagubienia w świecie, doświadczanie bezsensu i pustki, całkowicie nie zatracił siebie, potrzeba przypominania i zapraszania do tego, co może rzeczywiście wynieść na wyżyny człowieczeństwa.

Zakorzenienie
Człowiek został przez Boga obdarowany istnieniem, będącym partycypacją w boskiej naturze, w wewnętrznym życiu Trójcy Świętej, co symbolicznie Autor biblijny oddał w obrazie wdmuchnięcia w człowieka «tchnienia życia» (zob. Księga Rodzaju 2,7). Równocześnie, jako «obraz» Boży, został człowiek powołany i wezwany do tego, aby ów dar uczynił zasadą swego postępowania. Dar, jaki Bóg zaszczepił w człowieku, jest równocześnie naszym uświęceniem, dlatego jesteśmy wezwani do świętości, którą Bóg nieustannie udziela swemu Kościołowi. Ponieważ równocześnie istotą owego daru jest Miłość, przez którą Bóg sam staje się Darem, dlatego powołanie człowieka polega na uczestnictwie i zjednoczeniu się z tą Miłością, która w szczególny sposób objawiła się w Tajemnicy Paschalnej.

Autoteleologia osoby
Jan Paweł II często przypominał, iż osoba ludzka, jest wezwana do miłowania taką miłością, która realizuje się i spełnia przez dar z siebie. Osoba nie może być w pełni sobą, jeśli nie staje się podmiotem bezinteresownego daru. Taka właśnie postawa realizuje świętość otrzymaną od Boga i nadaje sens życiu ludzkiemu. Wzorem bezinteresownego wydawania się sobie nawzajem jest Trójca Święta, gdzie Ojciec oddaje się Synowi, Ten składa siebie w darze dla Ojca i ze względu na Niego, czego owocem jest Osoba Ducha Świętego. „Podobnie i człowiek nie inaczej spełnia siebie samego jak przez «bezinteresowny dar». Ów dar stanowi pełną aktualizację celowości, która jest właściwa człowiekowi – osobie. Jego autoteleologia polega więc nie na tym, by być «dla siebie», zamykać się w sobie w sposób egoistyczny – ale aby być  «dla innych», być darem. Chrystus jest niedościgłym, a równocześnie wciąż najwyższym wzorem takiego człowieczeństwa. Człowiek urzeczywistnia siebie, spełnia siebie, przekraczając siebie. W tym potwierdza się jego osobowa tożsamość, a zarazem boski rys człowieczeństwa” – z mocą głosił w Warszawie Papież, podczas pielgrzymki do Ojczyzny w 1991 r.

Warunkiem bezinteresowność
Autentyzm dawania siebie w darze domaga się, by jego motywem było pragnienie ubogacenia drugiego tylko i wyłącznie dla niego samego, z racji jego istnienia i nieodłącznie związanej z nim tożsamości, bez domieszki utylitaryzmu i własnego interesu ofiarodawcy. Nadto, aby dar został prawdziwie darem, winien być wyrazem sprawiania dla drugiego autentycznego dobra dla niego. Zatem, przedmiotowo może obejmować jedynie taką rzeczywistość, która sama będąc dobrą, pomoże być wykorzystywana do integralnie rozumianego rozwoju darbiorcy. To jest bowiem wyraz autentycznej miłości.

Owoce składania siebie w darze
Tym, co może najskuteczniej zachęcić, także niewierzących, do przyjmowania postawy składania siebie samego w darze dla innych, są niewątpliwie wielorakie skutki, jakie taka właśnie postawa rodzi. Naturalnym owocem obdarowania jest wzajemne ubogacenie osób, zarówno z racji przyjęcia daru, nawet jeśli to jest dar w postaci rzeczy, ale nade wszystko z racji wyzwolenia postawy ofiarowania siebie. Prowadzi to do zawiązania i stałego budowania komunii osób, która jest bytowaniem we wzajemnym «dla». Konstytuowanie owej komunii wyznacza sens obdarowania.

Innym następstwem omawianej rzeczywistości jest uszczęśliwienie płynące z odkrycia sensu swojego bytowania, leżące najgłębiej w składaniu siebie w darze dla drugiego ze względu i dla niego samego, a więc w zdolności oblubieńczej, uzewnętrznionej różnymi aktami bezinteresownej miłości. Jest to wręcz autoteleologia człowieka, o której mówił Papież. Szczęśliwość rodzi się jako owoc działania z miłości, jest w niej zakorzeniona. Wolność od przymusu własnej korzyści, skutkująca bezinteresowny dar, zawsze pozostawia pokój i poczucie sensu swojej egzystencji, a to niewątpliwie uszczęśliwia.

Dodano: