Wymiar historyczny

WYMIAR HISTORYCZNY – TŁO WYDARZENIA

„Il Papa è stato colpito! Colpito! Colpito! Te słowa zostały przekazane droga radiową do polikliniki Gemelli po strzałach oddanych przez zamachowca do Ojca Świętego Jana Pawła II 13 maja 1981 roku o godzinie 17.19. Nie oznaczało to absolutnie „postrzelony”; w zdenerwowaniu podano wiadomość, że Papież został „ugodzony”. Mogło to oznaczać na przykład , że Ojciec Święty został „uderzony” na skutek wypadku albo „rażony” przez atak serca, względnie wylew. Dlatego też nie od razu przewieziono Ojca Swiętego na chirurgię, która znajdowała się na 9. Piętrze, tylko na oddział intensywnej terapii na parterze. Na miejscu okazało się jednak, że są to niezwykle groźne rany postrzałowe. Na oddziale chirurgii zespół lekarzy czekał jednakże w gotowości na rozpoczęcie wyznaczonej wcześniej operacji, ale oczywiście nie Ojca Świętego! Do planowego zabiegu był przygotowany inny pacjent. Zespół lekarski natychmiast rozpoczął operację u Ojca Świętego, bowiem on nie mógł czekać, każda minuta decydowała o życiu. (…)

Jeep, jadąc zygzakami, by uniknąć ewentualnych dalszych kul, skręcił z Placu św. Piotra przez Bramę Dzwonów do Watykanu, gdzie Papieża przeniesiono natychmiast do będącej zawsze w pogotowiu karetki. Do polikliniki Gemelli Ojciec Święty przewieziony został nadzwyczaj szybko. Z opisów ks. prałata Stanisława Dziwisza oraz drugiego sekretarza, o. Johna Magee, wynika, że nie trwało to nawet 10 minut, mimo szczytu rzymskiego ruchu ulicznego. Trasę tę w różnych porach dnia pokonuje się nie szybciej niż w ciągu 19-24 minut (…). Z relacji naocznych świadków wiem, że choć karetka wioząca rannego Ojca Świętego dojechała w rekordowym tempie, niekiedy jadąc także pod prąd, nie obyło się bez niemiłych przygód; z niewiadomych [Rzyczyn najpierw przestał działać tzw. kogut ze świetlnym sygnałem, a potem klakson. A przecież była to zupełnie nowa karetka! Dosłownie dzień wcześniej Ojciec Święty poświęcił ją w Watykanie…  [fragment: Gabriel Turowski, Zamach czyli zło w dobro się obróciło, Biały Kruk, Kraków 2010.]

 
Była godzina 17.17. Przy drugim okrążeniu Placu św. Piotra rozległy się strzały wymierzone w Jana Pawła 11. Mahmed Ali Agca, zawodowy zabójca, strzelił z pistoletu, raniąc Ojca świętego w brzuch, prawy łokieć i w palec wskazujący. Kula przeszyła ciało i upadła między Papieżem a mną. Słyszałem dwa strzały. Kule zraniły dwie inne osoby. Mnie oszczędziły, chociaż siła naboju była taka, że mogła przeszyć kilka osób. 
Zapytałem Ojca Świętego:  – Gdzie? 
Odpowiedział: -W brzuch. 
– Boli? 
Odpowiedział: – Boli.
 I w tym momencie zaczął się osuwać. Stojąc za nim, mogłem go podtrzymać. Tracił siły. To był dramatyczny moment. Dziś mogę powiedzieć, że w tamtej chwili jakaś moc niewidzialna wkroczyła, aby ratować zagrożone śmiertelnie życie Ojca Świętego. Nie było czasu na myślenie, nie było też w pobliżu lekarza. Jedna błędna decyzja mogła okazać się katastrofalną w skutkach. Nie próbowaliśmy udzielać pierwszej pomocy, nie zastanawialiśmy się nad przewiezieniem rannego do mieszkania. Liczyła się każda minuta. Natychmiast więc przewieźliśmy go do karetki, znalazł się też osobisty lekarz Ojca Świętego, dr Renato Buzzonetti, i w ogromnym pędzie udaliśmy się do Polikliniki Gemelli. W drodze Ojciec Święty miał jeszcze świadomość, którą utracił przy wejściu do Polikliniki. Dopóki mógł, modlił się półgłosem. [fragment: Stanisław Dziwisz, Dotknąłem tej tajemnicy, Wydawnictwo św. Stanisława, Kraków 2001.]
 
Dodano: