W cierpieniu siła

W CIERPIENIU SIŁA
Urszula Murawska

Mija 25 lat od momentu ogłoszenia przez Jana Pawła II listu apostolskiego „Salvifici Dolores – o chrześcijańskim sensie cierpienia”. Celem listu jest m.in. wyjaśnienie, co jest koniecznym warunkiem, by cierpienie, którego człowiek doświadcza, było rozumiane jako źródło siły, a nie tylko przyczyna bólu i smutku. Warto zastanowić się nad znaczeniem cierpienia.

 

Czy cierpienie jest tylko fizyczne?
W myśleniu wielu ludzi cierpienie sprowadza się głównie do wymiaru cielesnego i związanego z tym bólu fizycznego. Trudno myśleć inaczej, ponieważ jest to poziom najbardziej zauważalny. Ale czy jedyny?
Każdego dnia jakiś Polak dowiaduje się, że jest nieuleczalnie chory, często jest to dziecko. Tak trudno pogodzić się z informacjami podawanymi przez media – ktoś zginął w wypadku, ktoś utracił cały dorobek swojego życia w wyniku katastrofy, nad kimś znęcano się przez całe życie, ktoś głoduje, ktoś popełnił morderstwo, gdzieś trwa wojna i giną ludzie. Tocząca się w naszym kraju dyskusja bioetyczna dotycząca zapłodnienia in vitro odnosi się w istocie także do cierpienia, bowiem dotyka kwestii bezdzietności. Są to problemy bardzo realne i konkretne. Wiążą się nie tylko z bólem fizycznym, ale także z tym duchowym, o którym często człowiek zapomina. Problemy te dotykają bowiem sfery samotności, opuszczenia, śmierci, tęsknoty. W kontekście wszystkich trosk człowieka, w obliczu ciągłego strachu o bliskich i siebie samego, nie dziwi pytanie o sens cierpienia.

Dlaczego cierpimy?
Jan Paweł II podkreśla, że tylko człowiek jest istotą, która cierpiąc, wie że doświadcza tego właśnie stanu. Człowiek zadaje pytanie „dlaczego?”. Poszukując przyczyny cierpienia, rzadko jednak stawia  to pytanie samemu sobie. W swoim rozgoryczeniu kieruje to pytanie i pretensję z nim związaną wyłącznie ku Bogu, a nie doczekawszy się odpowiedzi, odrzuca Go i zrywa z Nim wszelką relację. Tymczasem to właśnie świat i działania człowieka, są w wielu wypadkach źródłem późniejszego doświadczania przez niego bólu.
Zatrzymajmy się przy biblijnej historii Hioba. Dzieje jego życia wiążą się także z doświadczaniem cierpienia, które jest zupełnie niezawinione. Było on bowiem człowiekiem sprawiedliwym, wypełniającym wszystkie nakazy prawa. Bez wyraźnej przyczyny, Bóg sprowadza na niego trudności – Hiob traci majątek, rodzinę, zostaje sam, choruje, wszyscy się od niego odwracają. Jemu także jest trudno zrozumieć, dlaczego cierpi cóż takiego zrobił źle. Ma jednak zaufanie do Boga i wie, że on go nie pozostawi samego. Nauka płynąca z tej opowieści podkreśla, że nie wystarczy poprzestać w życiu tylko na rozróżnieniu, że za dobre uczynki otrzymujemy nagrodę, a za złe karę. Prawo Boże jest inne. Jan Paweł II podkreśla, że nie jest prawdą, że każde cierpienie jest następstwem winy i posiada charakter kary (SD 11). Cierpienie może mieć, tak jak w przypadku Hioba, także charakter próby.
Niejednokrotnie służy ono wywyższeniu dobra, co swój najpełniejszy wyraz znalazło w osobie Jezusa Chrystusa, który doświadczając także ludzkiego cierpienia wyniósł je do boskiej godności. Chrystus, żyjąc wśród ludzi, doświadczał także samotności, odrzucenia, bezdomności, wrogości. Poprzez fakt Zmartwychwstania, nawet śmierć, która wydaje się być ogromnym smutkiem dla tych, którzy pozostają na ziemi, staje się  radością – pozwala przejść do życia wiecznego, pozbawionego bólu i cierpienia.


Cierpienie jest dobre?

Jeśli rozumiemy cierpienie w aspekcie eschatologicznym, trudno nie zgodzić się z powyższym stwierdzeniem. Cierpienie zostało odkupione w Krzyżu, a w ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa – podkreśla Jan Paweł II. Tylko wiara pozwala zaakceptować cierpienie, odkryć je, nadać mu nowe znaczenie. Do takiego rozumienia tego, co pozornie złe, należy dojrzeć. Bez otworzenia się na łaskę Bożą, taka akceptacja jest trudna. Ból jest zbyt duży. A przecież, dotykając cierpienia uczestniczymy w chwale Królestwa Bożego, bowiem wraz z Chrystusem jesteśmy na krzyżu, wraz z Maryją stoimy pod krzyżem. Postawa wobec cierpienia jest wyrazem naszej moralnej wielkości i wbrew temu, co możemy odczuwać w ludzki sposób, jest siłą. To szczególna moc przybliżająca do Boga. To świadectwo dla innych. Bezinteresownie ofiarowane w intencji bliźnich, może pomagać w ich zbawieniu.

Cierpienie wiąże się więc z trudnymi doświadczeniami natury fizycznej i duchowej. Nie można być na nie niewrażliwym ani obojętnym. Na szacunek zasługuje zachowanie szczególnie tych, którzy chcą zaangażować się w pomoc potrzebującym. Na jeszcze większy tych, którzy godzą się na cierpienie własne, by w ten sposób służyć innym. Pamiętajmy, że do czynów heroicznych nikt nie jest zobowiązany w sumieniu, więc czasem wystarczającą pomocą dla ludzi cierpiących jest nasze dobre słowo, uśmiech i modlitwa.

Autor to doktorantka teologii moralnej na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Pracuje w Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie.

 

 

 

 


Dodano: