Stare i nowe twarze kapitalizmu

TEMAT NUMERU

Kapitalizm zmienia się na naszych oczach. Czy zmiany idą w dobrym kierunku?

Staram się odnieść do pytania o naturę dzisiejszego kapitalizmu. Wielu sądzi, że wyszliśmy już poza kapitalizm w kierunku swoistego neofeudalizmu, w którym opłata za najem (czynsz) i dług odgrywają ogromną rolę, w powiązaniu z dostępem do informacji. Ostatecznie uważam, że nie jesteśmy „poza” kapitalizmem, że to pewna mutacja w obrębie kapitalizmu. Staram się też przekonywać, że wiąże się to z faktem, iż kapitalizm bardziej niż kiedykolwiek wcześniej obnaża swoją istotę.

Jezus i szkoła z Cambridge

Czynię to przy pomocy pytania o naturę pieniądza. Istnieją zasadniczo dwie teorie pieniądza. Dominująca teoria widzi w pieniądzu po prostu reprezentację transakcji, dlatego byłby on bardzo mocno związany z wytworami i towarami. Jest też „heretycka” teoria pieniądza, przy której obstawali George Barkley w XVIII wieku i sir James Stewart, a którą reaktywowała grupa zwolenników keynesizmu z Cambridge (keynesizm – teoria stworzona przez Johna Maynarda Keynesa zakładająca interwencjonizm państwa w procesy makroekonomiczne w celu stabilizowania gospodarki – przyp. red.). Dlatego można po dziś dzień usłyszeć o teorii pieniądza „szkoły z Cambridge”. Niewielu o tym wie. To forma ezoterycznego, radykalnego keynesizmu. Co jednak ciekawe, tę samą teorię pieniądza przyjmował Max Weber i wielu innych myślicieli kontynentalnych.

Wedle tej „drugiej” teorii pieniądza pieniądz to jednostka obrachunkowa, wirtualna wartość stosowana tylko w zapisach księgowych. Chodzi w niej w gruncie rzeczy o relacje zwierzchności i podporządkowania między ludźmi. Innymi słowy, w tym ujęciu, pieniądz jest zasadniczo relacją zadłużenia. To znaczy, że natura pieniądza jest znacznie bardziej polityczna. Celem jest przypisanie jednym ludziom mniejszych liczb niż innym w ramach swoistej ekonomicznej gry.

Do głównych przesłanek, dla których wnosić można o słuszności teorii pieniądza szkoły z Cambridge, należą badania historyczne. Da się udowodnić, co jest może nieco sprzeczne z intuicją, że pojęcie pieniądza jest starsze od pojęcia monety. Pieniądz istniał, zanim pojawiły się monety. Taki pieniądz rozumiano jako kredyt, dług, powiązanie, a więc to, co jednostka była dłużna władcy w postaci daniny. To sposób, w jaki władza polityczna nierzadko funkcjonuje: poprzez utrzymywanie ludzi w relacji permanentnego zadłużenia. Monety były wynalazkiem późniejszym niż pieniądz. Kiedy już się pojawiły, były równie mocno powiązane w zakresie relacji poddanych z suwerenem, z podatkami, co z samą wygodą wymiany dóbr z innymi ludźmi. Zresztą wielu ludzi w średniowieczu w ogóle nie używało monet. Nie jest też przypadkowe, że na monetach wybijano wizerunek króla. Na naszych pieniądzach w Wielkiej Brytanii wciąż tak jest, ponieważ pieniądze należą do Cezara. „Oddajcie cesarzowi, co cesarskie”. Jezus podziela teorię pieniądza szkoły z Cambridge, jeśli mogę sobie pozwolić na takie nieco dowcipne ujęcie sprawy. Moglibyśmy więc powiedzieć, że nawet monety są związane z relacjami opartymi na płaceniu trybutu.

W toku historii pieniądz zaczyna być w coraz większym stopniu środkiem wymiany gospodarczej i reprezentacją handlu, a wedle teorii szkoły z Cambridge coraz silniej wypiera transakcje barterowe. Jednocześnie na poziomie politycznym nasilają się starania, by zaprowadzić sprawiedliwość przy społecznym podziale dóbr, w miarę jak oddalamy się od owych jawnie brutalnych relacji hierarchicznych powiązanych z pierwotnym pojęciem pieniądza.

W tym właśnie punkcie dochodzimy do pytania o naturę kapitalizmu. W moich badaniach staram się w zasadzie przeprowadzić krytykę kapitalizmu, która byłaby różna od tej sformułowanej przez Karola Marksa. Nie twierdzę, że jego krytyka jest błędna, ale należy ją uzupełnić o inny aspekt krytyczny. Ujmując rzecz jak najprościej, krytyka ze strony Marksa jest prowadzona w kategoriach kapitalizmu jako, przede wszystkim, systemu produkcji, w którym wyzyskuje się robotników, a być może również konsumentów. Jednak na ogół pomija on, lub uznaje za mniej istotny, kapitalizm finansowy. Z tym wiąże się fakt, że Marks ma w gruncie rzeczy bardzo typowy, konserwatywny i klasyczny pogląd na pieniądz: że mianowicie pieniądz reprezentuje stosunki produkcji i wymiany handlowej. Tymczasem jeśli spojrzeć na aspekt finansowy jako bardziej pierwotny w obrębie kapitalizmu, można go bez trudu powiązać z poglądem szkoły z Cambridge na pieniądz. Innymi słowy, jest on kwestią stosunków kredytu i zadłużenia. Wówczas dostrzegamy też, że na gruncie kapitalizmu istnieje trwałe napięcie pomiędzy finansami i produkcją.

To zatem jedna z przyczyn, dla których w naszych czasach mamy do czynienia z populizmem. Na lewicy zwykle postrzega się populizm jako „fałszywą świadomość”. Można go jednak pojmować inaczej, twierdząc, że jest on buntem zarówno robotników, jak i drobnych wytwórców przeciwko dominacji finansjery. Chociaż więc kapitalizm obejmuje zarówno aspekt finansowy, jak i produkcyjny, istnieje w nim również nieusuwalne napięcie pomiędzy nimi. Podobnie jak istnieje nieusuwalne napięcie między kapitalistami i robotnikami.

Gospodarka piramidy finansowej

Jeśli zatem przyjąć pogląd, że podstawowym motorem kapitalizmu jest system finansowy i że kształtuje się on w Anglii w XVIII wieku wraz ze swego rodzaju finansową rewolucją, to przyjmuje się pozornie osobliwe stanowisko, że w kapitalizmie tkwi coś niejako neoprymitywnego, że wraca on w jakiś sposób do tego typu pierwotnego prymatu stosunków kredytu i zadłużenia. Sądzę, że pozostaje to również w zgodzie z faktem, że w Anglii kapitalizm kształtuje się w ramach arystokratyczno-burżuazyjnego splotu. Dlatego marksiści, zwłaszcza angielscy, jak Perry Anderson, mają z tym problem. Zwykli oni twierdzić, że w Wielkiej Brytanii rewolucja mieszczańska była jakoś niedoskonała, bo ostało się zbyt wielu arystokratów. Posuwają się nawet do twierdzenia, że w pierwszej kolejności potrzeba pełnoprawnej mieszczańskiej rewolucji, nim dojdziemy do komunizmu.

Moim zdaniem to zwykły stek bzdur. Jeśli kapitalizm faktycznie ukształtował się w Anglii, gdzie owe stosunki między burżuazją a arystokracją są znacznie bardziej rozmyte, to może problem polega na tym, że marksiści nie w pełni rozumieją, w jaki sposób kapitalizm powstaje. Kapitalizm ma bardzo wiele wspólnego właśnie z tworzeniem pieniądza fiducjarnego, emitowanego przez bank centralny, niemającego pokrycia w kruszcu. To, co zachodzi w Anglii, polega na tym, że banki zaczynają pożyczać pieniądze, których w istocie nie posiadają, mając nadzieję, że ludzie je potem zainwestują. Przypomina to wielką piramidę finansową.

Doszło też do bardzo skomplikowanego splotu wojny, zadłużenia Banku Anglii, mniejszych banków, rządu, powiązanych ostatecznie z ekspansją i imperializmem. I to właśnie napędziło ogromny wzrost zamożności. Socjaliści, tacy jak działacz brytyjskiej nowej lewicy Edward Palmer Thompson, stają przed pokusą, by spoglądać na to, co dzieje się na niższym poziomie. Tymczasem wszystkie te procesy zachodzą w kręgach klasy wyższej.

Od samego początku powrót do dominującej pozycji stosunków kredytu-zadłużenia łączy ziemię z pieniądzem, ponieważ prowadzi do przejmowania obszarów ziemi. W ten sposób kapitalizm konkretyzował się poprzez gromadzenie ziemi, a jednocześnie uabstrakcyjniał wartość, coraz silniej wiążąc ją ze sferą finansową.

Początkowo proces ten zachodzi w kręgach arystokracji. Kiedy jednak ustalony zostaje prymat zysku i prymat pożyczania innym na procent, stają się one podstawowym motorem również dla ludzi zajmujących się produkcją, ponieważ musieli oni skądś pożyczać pieniądze. Także dla nich, mimo że w przypadku produkcji mamy do czynienia z czymś, co Karl Polanyi, krytyk teorii samoregulacji wolnego rynku, nazwał „gospodarką osadzoną”, naturalnie dbającą o więcej niż tylko przynoszenie zysku.

Chodzi mi o to, że ogół tego, o czym mówią marksiści: czerpanie nadwyżki środków wypracowanej przez robotników, następnie zaś żerowanie na nadmiernych pragnieniach konsumentów – należy tu wspomnieć o Jeanie-François Lyotardzie – wszystko to jest prawdą. Jednak przyczyną, dla której tak się dzieje, jest dominacja sfery finansów nad sferą produkcji. W tym sensie pierwotnie nie chodzi o walkę klas. Dojdzie jednak do niej na jakimś etapie w sytuacji, w której główną motywację stanowi dążenie do abstrakcyjnego bogactwa.

Zasada dominacji i zależności

Obserwujemy dziś, że pieniądz staje się coraz bardziej abstrakcyjny, coraz bardziej ulotny. Wskutek tego, gdy mówimy o czyimś bogactwie lub biedzie, chodzi dziś bardziej o to, kto jest zadłużony, a kto ma saldo dodatnie, niż o reprezentowanie towarów czy rzeczywistych dóbr. W tym sensie zatem kapitalizm ostatecznie sprowadza wszystko do poziomu pierwotnego postrzegania pieniądza.

Żyjemy w brutalnej epoce postetyki. Mamy do czynienia ze zgoła nieoczywistym połączeniem: wszystko staje się coraz bardziej abstrakcyjne i ulotne, a jednocześnie jest to maską dla totalnej i brutalnej dominacji.

Widzą państwo jednak, że jeśli mój sposób postrzegania tych spraw jest poprawny, staje się zrozumiałe, że kapitalizm rozwija się coraz bardziej w kierunku skupiania się na ściąganiu czynszów, utrzymywania ludzi w stanie permanentnego zadłużenia. Ma natomiast coraz mniej wspólnego z produktywnością czy nawet zyskiem. Stopa zwrotu wciąż spada, ponieważ – wedle tej linii argumentacji – kapitalizm jest tylko mimochodem zainteresowany produktywnością i rozwojem. To zwykły przypadek, że przez jakiś czas czerpał z tego zyski.

Jego autentyczną motywacją jest nie tyle mnożenie zysków, ile zapewnienie, że klasa kapitalistów zachowa pozycję dominującą. Jest to jedna z przyczyn, dla których doszło do mutacji kapitalizmu w faszyzm we Włoszech w latach 20. XX wieku. Wydaje się to zgodne z tym, co dzieje się obecnie. Dlatego mamy do czynienia nie z postkapitalizmem, a z kapitalizmem bliższym samej swojej istoty.

Główną bolączką kapitalizmu jest lichwa. Zamiast więc mówić w duchu materialistycznego marksizmu, będę bliższy etycznym poglądom katolicyzmu czy islamu: zasadniczym problemem kapitalizmu jest bezwzględne panowanie lichwy i sposób, w jaki wyłamuje się to z rzeczywistości symbolicznej. W rzeczywistości symbolicznej materia i sens idą ze sobą w parze. Natomiast w całkowicie lichwiarskim równaniu, jak to ujął Marks, „wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu”. Rzeczywiste wartości, w tym wartości etyczne, zostają sprowadzone do wartości pieniężnej.

To wszystko brzmi bardzo ponuro. Zwłaszcza w przypadku teorii Maksa Webera, teorii pieniądza jako relacji władzy, mamy poczucie, że jest to wizja bardzo nihilistyczna i nietzscheańska. Przechodzę już jednak do kolejnych, znacznie bardziej pozytywnych wniosków.

Czym jest gospodarka daru

Pierwszy jest taki, że istnieje pewien problem z samą analizą przedstawioną przez szkołę z Cambridge. Choć mają oni radykalny pogląd na charakter pieniądza, wciąż skłonni są przyjmować, że w pierwotnych społeczeństwach istniały relacje prymitywnego barteru, które zostały wyparte przez stosunki pieniężne. Wydaje się więc, że całkowicie pomijany jest ogół zgromadzonego materiału etnograficznego z obserwacji tradycyjnych społeczności rdzennych ludów. Innymi słowy, nie bierze się pod uwagę faktu, że gospodarki pierwotne są gospodarkami „daru”, nie są więc gospodarkami wymiany materialnej – barteru.

Uważam, że to pozwala nam na stwierdzenie dwóch rzeczy. Po pierwsze, stosunki socjoekonomiczne związane z darem, chociaż miewały czasem charakter hierarchiczny, to nie były tylko relacjami dominacji. Obejmowały w istocie wspólne wartości, dary zaś miały symboliczny charakter. Interesujący jest także fakt, że przyjęcie perspektywy daru prowadzi nas do przekroczenia alternatywy: „Czy pieniądz jest wymianą, czy jest on jednostką obrachunkową kredytu i długu”. Dar bowiem często obejmował wymianę muszelek i innych przedmiotów symbolicznych, które, jak twierdzi Laurence S. Moss, ekonomista zajmujący się ekonomią przedsiębiorczości, stanowią rodzaj prymitywnego pieniądza. Dar uwzględnia również relacje kredytu i zadłużenia, ponieważ kiedy otrzymujesz dar, winien jesteś się zrewanżować i ciągnie się to w nieskończoność. To jakby zaprosić kogoś na kolację i potem ta sytuacja wzajemnych zaproszeń trwa w nieskończoność, całymi latami. Jeśli zaczniemy postrzegać to wszystko z punktu widzenia wymiany darów, może udać nam się przezwyciężyć ten dualizm.

Każde społeczeństwo jest społeczeństwem wymiany darów. Społeczeństwo jako takie ufundowane jest na zobowiązaniu do dawania, odbierania i ponownego dawania. Z tej perspektywy współczesne społeczeństwo kapitalistyczne jest niejako parodią społeczeństwa daru. Powinniśmy tu zwrócić uwagę na fakt, że dar wiąże się z  „pozytywną lichwą”. Owszem, jesteśmy dłużni komuś odwzajemnienie prezentu, ale to utrzymuje pozytywną więź między nami. Podobnie jak stale dajemy małżonkowi prezenty na urodziny, Boże Narodzenie, walentynki itd., ale nikt nie myśli o tym jako o obciążeniu, zobowiązaniu, zapobiegającym rozpadowi małżeństwa, tylko zdecydowanie bardziej jako o pozytywnym zwyczaju, który nas łączy. Łaciński termin oznaczający lichwę – usura – miał początkowo pozytywny wydźwięk. Zaczął być kojarzony z czymś nieprzyjemnym, gdy była mowa o pożyczaniu komuś z zamiarem podporządkowania go sobie, potwierdzenia relacji władzy nad nim.

Jeśli żyjemy dziś w sytuacji, którą określam mianem neoprymitywnej, gdzie pieniądz stał się całkowicie abstrakcyjny i właśnie z tego powodu chodzi w nim o osobiste relacje dominacji, a wszyscy jesteśmy wiecznie zadłużeni, to pytanie brzmi: czy da się jakość zamienić tę negatywną lichwę na jej pozytywną postać? Ewidentnie system ekonomiczny, w jakim żyjemy, nie życzy sobie, by to się stało. Dlatego nie podobają mu się rzeczy takie jak powstawanie walut lokalnych, które umożliwiają utrzymanie tych relacji w bardziej ograniczonych kręgach. Przykładowo gdyby postrzegać swój kredyt hipoteczny jako rodzaj inwestycji w bank, gdyby rozumieć wszystkie pożyczki jako relacje partnerskie, pojawiłby się mechanizm, dzięki któremu każdy dług mógłby potencjalnie stać się na koniec uznaniem. Instytucja, która udziela pożyczki, musi bowiem wziąć równą odpowiedzialność za to, co pożyczyła. Musi widzieć w udzielanej pożyczce jakiś rodzaj inwestycji. Innymi słowy, musi wspólnie ponosić ryzyko, zamiast je alienować.

Muszę przyznać, że taka wizja jest całkowicie zgodna z tym, co Tomasz z Akwinu rozumiał jako prawomocność pożyczki inwestycyjnej, w odróżnieniu od nieprawomocności lichwy w klasycznym rozumieniu. I zgadza się to, jak sądzę, z poglądami szeregu myślicieli katolickich, jak Leonardo Bruni, Stefano Zamagni, oraz myślicieli świeckich, jak Alain Caillé z Francji. Z całą pewnością nie jest z mojej strony dziwactwem czy formą ekstrawagancji poruszanie tych kwestii. Moim zdaniem wyzwaniem dzisiejszym jest próba podważenia i odwrócenia owych relacji zadłużenia w pozytywną wzajemną wymianę darów.

prof. John Milbank
Anglikański teolog, emerytowany profesor Wydziału Teologii i Religioznawstwa Uniwersytetu Nottingham. Twórca ruchu radykalnej ortodoksji. Autor książki „Przekroczyć rozum sekularny. Teologia i teoria społeczna”.

Opublikowano 19.11.2025

ZOBACZ RÓWNIEŻ

PIąty odcinek specjalny podcastu „Słuchając drogi” już dostępny! To seria rozmów przygotowanych w ramach Festiwalu Nowe Epifanie.
Pierwsze spektakle Festiwalu Nowe Epifanie, warsztaty z higieny cyfrowej w ramach nowego projektu „Ciszej…” i wiele więcej. Co wybieracie z naszych lutowych propozycji?
Rozpoczynamy nabór do Chóru Centrum Myśli Jana Pawła II. Tym razem szczególnie zapraszamy głosy męskie.
Czwarty odcinek specjalny podcastu „Słuchając drogi” już dostępny! To seria rozmów przygotowanych w ramach Festiwalu Nowe Epifanie.

Klikając „Zgadzam się” udzielasz zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych dotyczących Twojej aktywności na naszej witrynie w celach analitycznych, zapewnienia prawidłowego działania funkcjonalności z serwisów społecznościowych oraz serwerów treści. Szczegółowy opis celów i zakresu przetwarzanych danych znajdziesz tutaj.