Logo Centrum Myśli Jana Pawła II

Prawa człowieka – między Ewangelią a Oświeceniem

Z mec. Tomaszem Snarskim, adwokatem, doktorem nauk prawnych, filozofem, wykładowcą na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego rozmawia Marcin Nowak.

Marcin Nowak: Gdy umawialiśmy się na rozmowę, zapytał pan, o jakich prawach człowieka będę chciał rozmawiać – czy o prawach oświeceniowych, czy o prawach człowieka wyrastających z Ewangelii. Jaka jest relacja pomiędzy tymi dwoma ujęciami praw człowieka?

Tomasz Snarski: Problem polega na tym, że dzisiaj prawie każdy posługuje się pojęciem praw człowieka, odmieniamy je przez wszystkie przypadki w dyskusjach politycznych, społecznych i naukowych, a pod tym terminem kryją się bardzo różne znaczenia. Stąd też zapytałem, o jakich prawach człowieka chcemy rozmawiać. Sądzę, że niestety w wielu współczesnych dyskusjach o prawach człowieka nie pokazujemy jasno naszych stanowisk, co przyczynia się do niepotrzebnych sporów. A w zależności od kontekstu i tradycji, do jakiej się odwołujemy, możemy mówić o prawach człowieka jako o skodyfikowanych, konkretnych systemach ochrony, jak europejski system ochrony praw człowieka, możemy też odwoływać się do pewnych poglądów, idei moralnych – czy to z tradycji oświeceniowej, czy wynikających z koncepcji współczesnych, czy wcześniejszych, które możemy zidentyfikować i w starożytności, i w średniowieczu, a które mówiły o pewnych minimalnych moralnych prawach każdej jednostki.

Współcześnie widzę dwie kluczowe argumentacje dotyczące praw człowieka. Pierwsza grupa to prawa człowieka rozumiane politycznie, komunitarnie – uprawnienia jednostki skodyfikowane, przyjmowane prawnie, co do których jako społeczeństwo możemy się umówić. Mówiąc hipotetycznie, ich katalog i zakres można by przegłosowywać, co oznacza, że do pomyślenia jest bardzo szerokie spektrum praw człowieka. Być może nawet takich, które nie są tymi prawami według drugiej koncepcji, o której teraz powiem.

Ta druga koncepcja jest głęboko osadzona w indywidualizmie, godności, filozofii osoby. To koncepcja moralna praw człowieka, mówiąca, że prawa te są nieodłącznie związane z naturą człowieka. One ani nie są nadawane, ani wywalczane, ani przegłosowywane – są związane z istotą człowieka i zawsze będą obowiązywały, niezależnie od tego, czy je skodyfikujemy, uchwalimy, czy nie.

To jest ontyczno-aksjologiczne założenie, można powiedzieć Wojtyłowe – zakłada się, że to, kim człowiek jest, i to, że jest dobry, wypływa z jego istoty. Zgodnie z tym podejściem tylko takie uprawnienia jednostki, które mają umocowanie właśnie w tym ontyczno-aksjologicznym uwikłaniu, są prawami człowieka.

W tym miejscu wchodzimy już w cały obszar sporów. Ale tym, co może łączyć większość osób, które działają na rzecz praw człowieka, jest przekonanie, pięknie wyrażone przez Wiktora Osiatyńskiego w książce Prawa człowieka i ich granice, że musimy dążyć do dbałości o to, by każdy człowiek żyjący na tym świecie, tu i teraz, miał to minimum praw zagwarantowanych z racji tylko tego, że jest człowiekiem.

Jubileusz powinności

Zajmuje się pan na polu naukowym między innymi gdańską koncepcją praw człowieka. Czym jest Karta Powinności Człowieka i jakie są jej główne założenia?

Rozwój praw człowieka nie jest dany raz na zawsze. One są niestety coraz częściej w regresie, także w Unii Europejskiej, także w przestrzeni europejskiej in toto. Pojawiają się zjawiska kwestionujące prawa człowieka, jak rozwój praw wielokulturowych prowadzący czasem do dyskryminacji kobiet i mniejszości czy kwestie związane z terroryzmem. O prawa człowieka trzeba dbać zawsze, a ich rozwój zależy od wielu czynników – nie tylko od standardów prawnych. One bowiem mogą ulegać zmianom, prawo stanowione może być elastycznie zmieniane przez władzę polityczną. I dlatego niezmiernie ważna staje się dyskusja o prawach człowieka prowadzona przez intelektualistów, filozofów, prawników, ludzi wiary.

Owocem takiego namysłu, dla mnie jako gdańszczanina szczególnie ważnym, jest właśnie Karta Powinności Człowieka – deklaracja podpisana w 2000 r. w Gdańsku z okazji jubileuszu chrześcijaństwa, ale też w nawiązaniu do rocznic prawnoczłowieczych i do ruchu gdańskiej Solidarności. W jej treści w bardzo krótki, lakoniczny sposób postanowiono przypomnieć i zaapelować o przestrzeganie powinności człowieka – pewnych dobrowolnie przyjętych postaw moralnych, mających sprzyjać życiu, godności, prawdzie, ochronie planety, rodziny i słabszych.

Gdańska koncepcja praw człowieka operuje pojęciem powinności i zakłada pewną dojrzałość moralną, rozwinięte sumienie. Co w sytuacji, gdy te kompetencje moralne nie są tak rozwinięte, żebyśmy byli w stanie to zabezpieczenie praw człowieka czy ten aspekt moralny jakoś unieść?

To szerszy problem: czy mamy absolutne wartości moralne, czy one są zawsze zrelatywizowane? Czy możemy w postmodernistycznej perspektywie szukać jakichś wspólnych minimalnych wartości, czy też nie ma ich wcale? Gdybym miał szukać ratunku, powiedziałbym, że jest nim powinność troski o własne sumienie, zapisana też w gdańskiej koncepcji. Jeśli w dobrej woli będziemy poszukiwać wspólnych standardów etycznych, da się je zidentyfikować na najprostszym poziomie.

I nie jest to kwestia światopoglądowo-religijna. Osoby, które nie identyfikują się z żadną religią, na zwykłym spotkaniu potrafią w prosty sposób znaleźć wspólny język z drugim człowiekiem i odwrotnie, osoby religijne, gdy odejdą od prostych uzasadnień w dialogicznej relacji człowiek – człowiek, także otwierają się bardzo na inne perspektywy.

Obawiałbym się sytuacji, w której doprowadzimy do braku szacunku dla praw człowieka poprzez ich totalne upolitycznienie lub instrumentalizację pojęcia – używanie go w sytuacjach, kiedy ta kategoria nie jest konieczna. Merytoryczne podejście zawsze może zwyciężyć, choć nigdy do końca nie rozstrzygniemy, czy możemy uzgodnić jeden wspólny katalog praw człowieka dla całej ludzkości. Zawsze będzie jakieś zróżnicowanie, które jednak będzie dążyło do wspólnych rozstrzygnięć.

Prawa człowieka a miłość

W jednym z pana tekstów pojawia się odwołanie do stwierdzenia Marka Piechowiaka „Nie można budować ani pełnej teorii praw człowieka, ani systemu ich ochrony, nie uwzględniwszy perspektywy miłości”. Dlaczego miłość jest tak ważna?

Przyzwyczailiśmy się do myślenia o prawie w kategoriach sprawiedliwości rozumianej bardzo formalnie. To dobrze, ale taki formalizm może się źle skończyć. Jeżeli odrzucimy w Europie świat wartości i powiemy, że każda dowolna treść może być treścią prawa, to zanegujemy także prawa człowieka w ich istocie. Prawo to coś więcej niż tylko zapisana kartka papieru, to zjawisko ze świata kultury i wartości.

Można przyjąć, że taką ulubioną cnotą dla prawników jest sprawiedliwość. Ale czy sprawiedliwość to czyste, spójne i jednoznaczne pojęcie? Mamy przecież podejście klasyczne: „każdemu to, co się mu należy”, ale są też warianty konkurencyjne, np. czysto retrybutywne „oko za oko” albo takie, które uwzględniają łagodność i słuszność.

Dlaczego w tej sytuacji nie pomyśleć o relacji między prawem a miłością albo miłosierdziem? Ktoś powie: nie, to są zupełnie odrębne światy – prawo jest systemem spójnym, logicznym, można je poddać interpretacji, miłość to świat ludzkiej woli, emocji, uczuć. Jeśli jednak stracimy z pola widzenia miłość w rozumieniu chrześcijańskiej absolutnej miłości agape – uznania godności każdego, równości, relacji, wzajemnego spotkania – to prawo będzie szkieletem bez krwi, ciała i ducha.

Pojawiające się pomysły, by nie zapominać o perspektywie miłości, są bardzo potrzebne. Prawo ma służyć człowiekowi, a nie odwrotnie. Zakazy i nakazy to minimum, ale dlaczego nie dążyć do maksimum? Jeśli chcemy umacniać prawa człowieka, musimy wskazać na moralność dążeń, nasz optymalny cel. Na razie nie jesteśmy w stanie tego zrealizować, ale dążymy do tego poprzez system prawny, edukację, wychowanie moralne, uwrażliwianie, kształtowanie postaw, integrację i międzykulturowe spotkanie.

Perspektywa miłości pokazuje, że samo prawo stanowione nie wystarczy. Ono jest konieczne dla funkcjonowania współczesnych demokracji, ale nie jest jedyne i wystarczające dla zapewnienia najlepszego poziomu ochrony. Jeśli porzucimy perspektywę miłości, może nic złego się nie wydarzy, dopóki nie ma radykalnych wyzwań. Ale jeśli załamie się świat, będzie dominować przemoc, a szacunek dla prawa przestanie mieć znaczenie, to prawa człowieka mogą doznać radykalnego uszczerbku. Wtedy ratunkiem będzie właśnie perspektywa miłości.

Rezonuje we mnie to, jak wielką wagę powinniśmy przypisywać temu humanistycznemu, relacyjnemu i zakorzenionemu w świecie wartości wymiarowi prawa. Czy możemy uznać, że więź i solidarność z innymi ludźmi są kluczem do przestrzegania praw człowieka w codziennym życiu?

Myślę, że tak. Najważniejsze, byśmy szukali perspektywy spotkania. To głęboko personalistyczne, bliskie ujęciu Jana Pawła II, że człowiek jest drogą Kościoła – ja i ten, obok którego stoję. Paradoksalnie moje samoograniczenie ze względu na drugiego człowieka przyczynia się także do respektowania moich praw, bo ten inny też tak zrobi – o tym także wspomina gdańska koncepcja praw człowieka. Perspektywa egocentryczna, pozbawiona relacyjności, prowadzi do przemocy i wywalczania jedynie coraz więcej przestrzeni władzy (dominacji, uprawnień) dla siebie.

Wiele spraw w zakresie praw człowieka będzie dyskusyjnych w przyszłości, ale naszym zadaniem jest, by nie były one tylko moralną wizją utopijną ani tylko kodyfikacją prawną. Musimy dbać o standardy osiągnięte po II wojnie światowej, o rozwijanie mechanizmów współpracy na poziomie międzynarodowym, europejskim, krajowym. Ale nie wolno zaniedbywać moralnej wrażliwości i pedagogiki praw człowieka w społeczeństwie.

Posłuchaj

Opublikowano 05.06.2024

ZOBACZ RÓWNIEŻ

10 lipca rozpoczyna się III Letni Przegląd Filmowy Pod Wspólnym Niebem, który tym razem skupia się na produkcjach z Ukrainy, Białorusi, Gruzji, Indii i Wietnamu. Do końca miesiąca trwa także rekrutacja dla uczniów do programu stypendialnego m.st. Warszawy im. Jana Pawła II.
Rejestracja wykładu
Zachęcamy do obejrzenia rejestracji wykładu „Współczesne nieszczęścia demokracji” na kanale YouTube Centrum Myśli Jana Pawła II.
czego wynika przebodźcowanie? Jaką rolę odgrywa zmęczenie w naszych relacjach?Jak wyjść z kołowrotka codzienności? Na czym polega terapia ericksonowska? I gdzie w tym wszystkim jest nadzieja?
„Obserwatorium idei: inspiracje” to projekt zainicjowany w 2023 roku, w ramach którego organizujemy spotkania z najwybitniejszymi intelektualistami i naukowcami z Polski i zagranicy.

Klikając „Zgadzam się” udzielasz zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych dotyczących Twojej aktywności na naszej witrynie w celach analitycznych, zapewnienia prawidłowego działania funkcjonalności z serwisów społecznościowych oraz serwerów treści. Szczegółowy opis celów i zakresu przetwarzanych danych znajdziesz tutaj.