Pieta

Duch się przesunął nagle, a ciało jeszcze zostało

na dawnym swoim miejscu. Dlatego ogarnął mnie ból.

I trwać on będzie tak długo, aż nie dojrzeje ciało,

w duchu znajdzie pokarm dla siebie, a nie jak dotąd głód.

To są chwile, gdy miłość boli: tygodnie, miesiące, lata.

Język i podniebienie jak korzeń suchego drzewa,

wargi odarte ze szminki. Prawda długo gruntuje błąd.

Jednak suszę całego świata

nie ja odczuwam, lecz On.

Karol Wojtyła, Profile Cyrenejczyka (Magdalena)

 

„Pieta” reż. Zenon Fajfer
wyst.: Beata i Tomasz Schimscheiner

 

Zneutralizowany i wyestetyzowany wizerunek cierpienia znieczula albo budzi sprzeciw. Taki bunt potrafi zadawać trudne pytanie o sens istnienia. Głosem w dyskusji jest „Pieta” autorstwa i w reżyserii Zenona Fajfera.

Spektakl odwołuje się do popularnego kulturowego toposu, utrwalającego stoicki stosunek do cierpienia – jednak jawnie z nim dyskutuje. Przyjmuje perspektywę zbuntowanej Matki Bożej wobec porządku, który odebrał jej syna. Nie ma w jej sprzeciwie piękna oswajanej tragedii, jest dotkliwe fizycznie cierpienie człowieka, który nie rozumie…

Esencjonalnie ujmuje to Paweł Głowacki: Maria Beaty Schimscheiner jest grudą szarego bólu, o którym w Ewangelii nie ma ani litery.

Jednak ból Marii – ikony matki – zawsze zwróci uwagę. Czy na to samo może liczyć zwykły kloszard, inny bohater spektaklu Fajfera grany przez Tomasza Schimscheinera, czy jego bunt tak samo poruszy…?

Dodano: