Jako mężczyzna, psychoterapeuta i coach, pracujący głównie z mężczyznami od lat obserwuję powtarzający się wzorzec: głęboki, wewnętrzny konflikt, z jakim mierzy się wielu współczesnych mężczyzn.
To rozdarcie między tym, kim „powinien” być w świetle kulturowych oczekiwań, a tym, kim jest naprawdę – ze swoim lękiem, wrażliwością niepewnością i potrzebą bliskości. To jest paradoks siły: próbujemy być twardzielami, ale właśnie ta maska twardziela rujnuje naszą psychikę i zdrowie, czyniąc nas w istocie słabymi. Słabość trudno w sobie zaakceptować, a starania do bycia postrzeganym jako ktoś silny łączą się z ogromnymi kosztami. Dążąc do siły, oddalamy się od jej przeciwności – słabości. A to równowaga pozwala im obu istnieć. Bez akceptowania swoich słabości, mężczyzna nie będzie naprawdę silny. Rozumienie własnej wrażliwości i świata wewnętrznych przeżyć zbliża do głębszej samoświadomości i może pomóc w poprawie jakości życia i satysfakcji z niego.
Wpływ na to mają między innymi wzorce męskości, które mogą przyczynić się do niskiego poziomu zadowolenia z życia. Nadal upatrujemy męskość w zdobywaniu, sukcesach oraz rozwiązywaniu problemów. Wrażliwość u mężczyzny wciąż postrzegana jest bardziej jako odstępstwo od normy niż coś pozostającego w zgodzie z jego naturalną życiową energią. Konsekwencją jest odcinanie się od emocji. Ten mechanizm ma głębokie korzenie, uwarunkowane wychowaniem, przejmowaniem wzorców i kulturowym podziałem ról, w którym to kobieta przejęła sferę emocji, a facet miał być od działania i dostarczania. Wpływa na to także ewolucyjna, wrodzona skłonność do tego typu reakcji. Mężczyzna miał polować i dostarczać zdobycz do domu, do czego potrzebna była umiejętność odcięcia się od emocji.
Jednak to wcale nie oznacza, że emocji nie ma. A współczesna rzeczywistość stawia przed mężczyznami zupełnie inne wyzwania. Procesy fizjologiczne w ciele człowieka nie zatrzymują się, bo tego wymagają wzorce kulturowe czy inne uwarunkowania. Tak samo jest z procesami psychicznymi: zachodzą, mniej świadome bądź bardziej.
W pułapce sukcesu
Klucz do zrozumienia tego, z czym zmagają się mężczyźni w gabinecie psychoterapeuty lub coacha, leży w sposobie, jakim starają się budować poczucie wartości. Niestety zbyt często skręca to w stronę zmaterializowania tego głębokiego poczucia, niedającego się w żaden sposób przeliczyć. W idealnym modelu nasza wartość powinna wynikać z tego, co rzeczywiście myślimy o sobie, w jaki sposób czujemy się ze sobą, w relacjach z innymi, bliskości, miłości, skuteczności i zdolności do przeżywania uczuć, ale realia są odmienne. Mężczyźni określają się przez osiągnięcia, majątek i karierę, ponieważ to w pewnym sensie można zmierzyć, zobaczyć, policzyć. Działania i rozwiązywanie problemów stają się celem samym w sobie i nadzieją na dobre samopoczucie oraz życiowe spełnienie. Wzorce, które przyjmujemy od najmłodszych lat, uczą mężczyzn, że zwycięstwo gwarantuje szacunek.
W efekcie męska samoocena jest krucha, bo poczucie własnej wartości jest zbudowane na zewnętrznych czynnikach. Jeśli sukcesów akurat nie ma, rośnie poczucie wstydu i lęku, a samoocena spada. Facet potrzebuje coraz więcej sukcesów, żeby utrzymać swoją wartość. Mężczyźni podejmują się kolejnych wyzwań, licząc na to, że większe sukcesy zapewnią im satysfakcję i sens, ale tak się nie dzieje. Zamiast cieszyć, stają się przedsionkiem kolejnych oczekiwań, podwyższania poprzeczki i w konsekwencji narastającej frustracji. Po jakimś czasie udziału w tym maratonie przychodzi zmęczenie, brak radości z życia, rozdrażnienie i poczucie braku sensu.
Wyczerpani pogonią, stajemy się „osiągaczami i zbieraczami” – kolekcjonującymi dobra, tytuły i symbole statusu, zabieganymi, przeciążonymi i bez kontaktu z głębokimi, własnymi potrzebami, wynikającymi chociażby z uświadomionych życiowych wartości.
Akceptowalna emocja
Bliskość dla mężczyzny to przede wszystkim to działanie, a nie bycie. W relacjach mężczyźni angażują się w ruch,w pilnowanie grafików i kontrolę. W tym schemacie urlop staje się kolejnym zadaniem, które trzeba wypełnić wzorcowo, atrakcyjnie, bez marnowania czasu. Pełni to różne funkcje. Jedną z nich jest próba wypełniania deficytów, związanych z poczuciem wartości. Dajemy ponad miarę, starając się dać bliskim to, czego sami nie dostaliśmy, albo czego dostaliśmy zdecydowanie za mało.
Niezrozumienie swoich potrzeb i unikanie bliskości prowadzi do narastającego napięcia, które wyraża się w irytacji, zmęczeniu relacją lub pasywno-agresywnymi zachowaniami. Mężczyzna zaczyna np. złościć się na restauracje, parawany na wakacjach, deszcz czy politykę. Złość jest emocją akceptowalną u mężczyzny, bo wpisuje się we wzorzec wojownika. To właśnie złość (lub jej tłumienie) jest dla wielu mężczyzn jedynym sposobem, by postawić granicę, zawalczyć o ważne sprawy. Jest to jednak uczucie trudne, łatwo przeradzające się w agresję. Jeśli młody mężczyzna słyszał, „że ma być grzeczny”, to złość nie będzie jego sprzymierzeńcem, tylko przeszkodą.
Cena niewyrażonych emocji
Gdy pojawiają się smutek, bezsilność i lęk, domagają się, by wyjść na zewnątrz. Rzadko jednak tak się dzieje. Męskie wzorce wymuszają radzenie sobie z lękiem samodzielnie. Zamiast konfrontacji, zajmowania się uczuciami, włączamy szereg mechanizmów obronnych, które skutecznie odcinają od odczuwania, przekierowując uwagę na plany, działania, myślenie, rozwiązywanie problemów i kontrolę.
Mężczyźnie uciekają przed emocjami w używki i ekstremalne doznania, seks, maratony, triathlony. Wszystko, co skutecznie pozwala nie kontaktować się z potrzebami wsparcia i bliskości, akceptacji lęku i bezsilności. Jak bliskie są mężczyznom perfekcjonizm i pracoholizm. Perfekcjonizm skutecznie zabiera czas, a wynika z przekonania, że nie zasługujemy na to, żeby być akceptowanymi i kochanymi takimi, jacy jesteśmy. Może przybierać formy pracoholizmu i innych czynności wykonywanych kompulsywnie. Ucieczką może być też kontrola i agresja: zamiast zajmować się sobą, mężczyzna może skutecznie tworzyć tematy zastępcze, kontrolując innych, projektując na nich własne niechciane cechy i próbując ich zmieniać pod przykrywką troski, a nawet miłości. Jakby na to nie spojrzeć, jest to również agresywne zachowanie, nawet jeśli zasłaniamy to przeświadczeniem, że „przecież ja chcę, żeby było dobrze”.
Tłumienie emocji nie sprawia, że przestają istnieć. W miarę upływu czasu, problemów przybywa, a maska twardziela rujnuje zdrowie. Tłumienie emocji, trudności w relacjach i długotrwały stres to przepis na szereg dolegliwości fizycznych (osłabienie odporności, choroby serca, migreny, spadek libido) oraz psychicznych, w tym zaburzenia lękowe i depresyjne, a nawet zaburzenia osobowości. Lęk przed trudnymi emocjami i wstyd z powodu porażek powodują wrogość i zachowania agresywne – a nawet autoagresywne. Konsekwencją jest też niewyrażana złość, która może być solidnym gruntem do uzależnień, które niestety tylko z pozoru są skutecznym wentylem dla napięcia.
Bliskość, która przeraża
Wzorce męskości są jednak tak silne, że nawet tak groźna lista konsekwencji nie przekonuje nas do szukania wsparcia. Mężczyzna, który nie potrafi sięgnąć po wsparcie, będzie przeżywał ogromny wstyd z powodu silnych wahań nastrojów lub stanów depresyjnych, z poczuciem, że poniósł porażkę. W kontekście relacji emocjonalny dystans jest zabójczy. Męskie style nawiązywania relacji są raczej ostrożne, bez odsłaniania się, bo emocje rozumiane są jako słabość, więc będą czymś, czego mężczyźni nie będą ujawniać. Jak tu więc dzielić się i współodczuwać? Czyli korzystać z najstarszych znanych form „terapii”? Nie wiadomo, ponieważ nie zostało to pokazane. Nie za bardzo jest od kogo się nauczyć, skoro ojciec, szukając ukojenia dla siebie, oddawał się nadmiernie pracy lub innym sposobom na nieodczuwanie.
Bliskość, a zwłaszcza intymność emocjonalna, wymaga rezygnacji z masek i pozorów. To natomiast rodzi lęk przed odrzuceniem i skompromitowaniem się. Dlatego, pomimo ogromnego pragnienia bliskości, mężczyzna woli wycofać się lub trzymać dystans, niż przełamać wzorce i zaryzykować. Słowa „brakuje mi ciebie”, „tęsknię”, „chcę cię zobaczyć” nie brzmią „męsko”, jeśli są kierowane do innych niż najbliżsi. A przecież często są jak najbardziej prawdziwe.
Prawdziwa siła
Co możemy zrobić, aby przełamać to błędne koło? Można spróbować nazwać lęk i sięgnąć po wsparcie. Jedną ze skutecznych strategii jest urzeczywistnianie lęku, nazwanie go i rozmawianie o nim. Dzielenie się tym stanem emocjonalnym pozwala uzyskać wsparcie oraz wzmacnia poczucie, że „inni też tak mają”. Ważna jest też akceptacja siebie jako podstawa bliskości. Pomaga ona radzić sobie z lękiem przed bliskością, którego źródłem często są wczesne wzorce i doświadczenia. Im bardziej facet jest gotowy akceptować siebie (wraz ze swoimi słabościami), tym bardziej będzie gotowy nawiązać bliską relację.
Warto jest zrozumieć, że prawdziwa siła nie polega na wyeliminowaniu bezsilności, lęku i smutku, ale na umiejętności radzenia sobie z nimi. Bezsilność, złość, smutek czy zwątpienie są tak samo ważne dla zdrowej psychiki, jak radość, pewność, poczucie spełnienia czy satysfakcji. Tłumienie ich nie działa. Smutek jest wskazówką, która pomaga nam radzić sobie z uczuciem straty, i jest oznaką radzenia sobie, a nie porażki. Prośba o pomoc i wsparcie to jedna z najskuteczniejszych strategii radzenia sobie z trudnościami. I nie ujmuje ona męskości. Wyjście poza stary wzorzec wymaga odwagi i zaryzykowania narażenia się na zranienia sferze emocjonalnej. Prawdziwa siła płynie z przeżywania doświadczeń i uznania swojej słabości w towarzystwie drugiego człowieka. Odwaga wymaga stabilnego poczucia własnej wartości, a to nie jest możliwe bez głębokiego poznania siebie.
Udział w męskich kręgach czy grupach terapeutycznych to nie jest szukanie szybkich rozwiązań, ale proces wychodzenia z emocjonalnego odosobnienia. Mężczyźni potrzebują mieć świadomość, że mogą zmagać się z trudnymi uczuciami w towarzystwie kogoś bliskiego, a tacy stają się dla siebie uczestnicy podczas procesu. To jest to korygujące wzmocnienie. Bycie widzianym i przyjętym w uczuciach lęku, smutku, złości i bezsilności to są dla nas przeżycia nowe, które są siłą napędzającą do zmiany. Przed mężczyznami stoją rozbieżne oczekiwania: okazania siły i sprawczości, a z drugiej wrażliwości i empatii. Zajmujemy się budowaniem zintegrowanego obrazu męskości, silnej i wrażliwej jednocześnie. To jest praca, która wymaga trudu i zaangażowania, ale nagroda to rekompensuje – lepsza jakość życia emocjonalnego i relacji, szczególnie tej z samym sobą. Prawdziwe i szczere relacje z innymi to niezbędny element wystarczająco szczęśliwego życia.
Witold Janowski
Psychoterapeuta i coach. Współautor projektu ManKind – grupy terapeutyczno-rozwojowej dla mężczyzn we Wrocławiu. Kontakt: www.witekjanowski.pl
Pobierz magazyn