Mój sąsiedzie

Młode spojrzenie

Portret Zofii Becker – studentki polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, stypendystki m.st. Warszawy im. Jana Pawła II; zainteresowanej literaturą romantyzmu i XX wieku.

W każdym razie w sam raz dla mnie byłaby filozofia sceptyczna.
Nie przypisująca żadnych wyższych zalet człowiekowi
Ani stworzonemu przez ludzkość Bogu.
Wtedy byłbym w zgodzie z moją naturą.
A ja powtarzam „Wierzę w Boga” i wiem,
że nie ma na to żadnych usprawiedliwień.
C. Miłosz, Wbrew naturze

Nie mam wiele do powiedzenia na Jego temat. Kiedy ktoś pyta mnie o sprawy wiary, lubię uciekać w dysputy teoretyczne albo wymawiać się po Różewiczowsku: „nieważne, co ja myślę o Bogu, ważne, co Bóg myśli o mnie”. W naszej rozkrzyczanej epoce po stronie chrześcijańskiej coraz więcej mówi się o potrzebie milczenia. O duchowości, która rodzi się ze słuchania. Cichości serca i głuchocie selektywnej, czyli zamknięciu uszu na treści szkodliwe dla duszy. Odradza się zgubna często tęsknota za życiem pustelniczym, za ukojeniem torturowanych zmysłów w samotności i modlitwie. Ta tęsknota w skrajnej formie przywołuje żywoty anachoretów, nieraz sprzeczne z fundamentami chrześcijaństwa (miłością bliźniego i miłością do siebie samego). Mam pewną nieufność do życia klasztornego, odwracania oczu od świata, rezygnacji z radości i trudów życia w jego pełni. Bo czy nie ma wielkiej pokusy – której i ja ulegam – w tym, by odmówić udziału w życiu? Ta odmowa może przyjąć wiele, często szlachetniejszych niż samo życie, przebrań.

Są tacy, którzy tęsknią za pokutniczym prorokiem, i z głowami obsypanymi popiołem plotą wiele o końcu czasów, z równą rzewnością wspominając ciężary przeszłości, jak i przywołując katastrofalną przyszłość. Ale „Kto żalem pragnął wydźwignąć, / Co znikło w przeszłości łonie, / Kto żądzą pragnął doścignąć, / Co ma przyszłość w tajnym łonie; / Kto poznał swój błąd niewcześnie, / O gorszej myśli poprawie, / Mruży oczy, by żyć we śnie / Z tym, czego szukał na jawie”. Wrzask Izajasza na ambonie – gdy Chrystus od dwóch tysięcy lat odciąga swoje powtórne przyjście, bo wciąż mu żal tego świata – jest w samej istocie antychrześcijański.

Stąd – zamiast zwykłej tyrady – kilka wycieczek w miejsca, gdzie skończyły się słowa.

*

Friedrich Hölderlin otrzymał dogłębne, protestanckie wykształcenie. Dzieciństwo i lata młodzieńcze spędził w atmosferze wzorowej surowości i nienawiści do zewnętrznego piękna. Dla wrażliwego chłopca ze Szwabii edukacja była koszmarem. Zamiast rozmów z Bogiem w ciepłym powiewie wiatru, wśród dziecięcych zabaw, przyszły wilgotne mury, ciemność rozganiana łojowymi świecami i psucie oczu nad łaciną. Jednak Hölderlin już jako nastolatek przemycał w swoich (nieco patetycznych) listach niebezpieczne idee. Były to czasy, kiedy triumf święcił klasycyzm weimarski. Panteizm Spinozy i klasycyzm Winckelmanna padły na podatny grunt. Hölderlin staje się piewcą nowej religii – odradzających się bogów, obecnych w powietrzu i substancji światła. Jego wspaniała elegia Chleb i wino to wyraz oczekiwania, aż wśród otępiałej i słabej ludzkości znów zrodzą się bohaterowie. A naszym jedynym obowiązkiem, póki czekamy, jest zrobić tyle, ile zrobić zdołamy. Wiara odradza się jako objawienie, przekazywane z ust do ust, bo „takie dobro raduje i upaja dopiero, / Gdy się je dzieli z innymi; słowo krzepnie w uśpieniu”. Jednak początkowo nikt nie zauważa powracających bogów. A kiedy dzięki ich łasce serce się ośmiela, człowiek traci orientację, miotając się i marnotrawiąc dobro, które otrzymał. „Taki jest człowiek: ślepy. Nie zauważa dobra; / Nie widzi, że z darami przychodzi do niego sam Bóg. / Musi się wprzód namęczyć”.

Dopiero mój partner zwrócił mi uwagę na gorycz ostatniej zwrotki, jakby kpiącej z poprzednich:

Ale my, przyjaciele, przychodzimy za późno.

Bogowie niby wciąż żyją, ale gdzie indziej: tam, w górze;

Działają w innym świecie i tak nas chcą

oszczędzić,

Że zgoła nie zauważają, czy w ogóle żyjemy.

Nieczęsto kruche naczynie zdolne jest ich

pomieścić;

Człowiek tylko chwilami znosi pełnię boskości,

A resztę życia śni o niej. Niemniej błądzenie,

jak sen,

Pomaga; noc i niedola hartuje nas i wzmacnia,

Nim w kolebce ze spiżu dorosną bohaterowie

O sercach, co siłą, jak dawniej,

dorównają Niebianom.

Bliski i trudno uchwytny jest Bóg – pisał Hölderlin, który chciał być tak blisko, tak uchwycić, że dokonał żywota w wieży u stolarza Zimmera, opuszczony przez rodzinę, zapomniany przez przyjaciół. Zupełnie sam.

Chciałam pisać o niewystarczalności słów wobec Absolutu, ale prędko zdałam sobie sprawę z absurdalności, zbyteczności tego przedsięwzięcia. Po Hölderlinie przyszedł Rilke, po Rilkem Celan i Różewicz. Poszłam we Wrocławiu do Muzeum Pana Tadeusza, gdzie można obejrzeć wystawę poświęconą Tadeuszowi Różewiczowi. Kolejnym zagadnieniom twórczości i fragmentom dzieł towarzyszyły rzeczy poety. Nie zapamiętałam ani jednego wiersza, tylko fotografię hałdy zwłok, odebraną zabitemu w walce niemieckiemu żołnierzowi. Choćby Różewicz nic o Bogu nie napisał (a przecież był jednym z naszych najważniejszych pisarzy nie-wiary, ciągle studiującym Pismo, „by wiedzieć, w co nie wierzy”), wystarczyłoby to zdjęcie, które trzymał przy sobie do końca życia. Gustaw Herling-Grudziński uważał, że żyjemy „w fazie zgubionej kartki” – epoce, kiedy Golem, uosabiający bezkształtne zniszczenie, egzystencję bez esencji, buntuje się przeciwko swemu panu. Wolność, którą zyskuje, to „wolność obojętności, wolność najniższego rzędu”, podsycająca „pasję ślepego zniszczenia”.

*

Łatwiej wierzyć, kiedy Bóg spełnia nasze prośby, a efekty możemy postrzegać zmysłowo. Święty Paweł w Liście do Rzymian pisał: „To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy”. Powtarza myśl z Księgi Mądrości: człowiek żyje otoczony rzeczami świadczącymi o istnieniu i naturze Boga. Ci, którzy urzeczeni pięknem świata i jego żywiołów, uczynili sobie z nich bogów, wprawdzie błądzą, lecz ich błądzenie wynika z pragnienia Boga. „Obracają się wśród Jego dzieł, badają, i ulegają pozorom, bo piękne to, na co patrzą”. Ale jednak ich wina jest niezaprzeczalna: „jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc ogarnąć wszechświat – jakże nie mogli rychlej znaleźć jego Pana?”. To znaczy, że nikt nie może wymówić się od wiary brakiem poznania. Co to oznacza dla nas, w świecie rozwarstwionym, zanieczyszczonym, morderczym? Świecie, w którym poznanie – przeładowanie informacyjne oraz pogarda dla niewiedzy – obróciło się przeciwko nam?

Oczywiście, wiara w cuda niesie za sobą pewną gorycz. Bo dlaczego oni, a nie ja?

Odnoszę przy tym wrażenie, że nasze relacje z Bogiem stają się coraz bardziej sąsiedzkie. Prowadzimy nasze życia nie zakorzenieni w Nim, ale jakby równolegle. Prosimy bez przekonania i nie żywimy wielkich pretensji. Jesteśmy, jak pisał Rainer Maria Rilke, oddzieleni od Niego ścianą zbudowaną z Jego obrazów. Szukamy, pukając w nią, możliwości porozumienia. Często od niechcenia, niedbale. Zadowalając się Jego milczeniem i biorąc je za odpowiedź. Daleko nam do natrętnej wdowy z Ewangelii. Ale kiedy rozumiemy tę prawdę – pamiętamy o milczącej Obecności obok nas – odruch, by zapukać i przełamać Jego samotność, złapać Jego szukającą dłoń, staje się naturalny.

Nasza samotność została zbudowana z malowanych cudzą ręką obrazów, a nas przekonano, że nie powinniśmy pukać.

*

Końcem sierpnia wybraliśmy się z partnerem do Włoch. W Arezzo, w kaplicy kościoła franciszkanów, można obejrzeć freski Piera della Franceski, ilustrujące dzieje Krzyża przekazane w apokryficznej Złotej legendzie.

Piero della Francesca jest dla mnie od czasów licealnych oparciem, przypominającym o istnieniu niewzruszonej wiary w godność ludzką. Miał trzydzieści trzy lata, kiedy Włochy nawiedziła dżuma. Jednak nie poświęcił Apokalipsie ani jednego dzieła. Chętnie malował Madonny z Dzieciątkiem, otoczone aniołami o arystokratycznej urodzie. Nigdy nie uległ pokusie naturalizmu w przedstawianiu cierpienia. Jego męczennicy mają senne oczy i zamknięte usta. Pozostawił nam bardzo tajemnicze Biczowanie. Trzech mężczyzn w sutych, aksamitnych szatach rozmawia na pałacowym dziedzińcu, kiedy w sali za nimi żołnierz unosi bat. Chrystus odwraca twarz w jego stronę i kuli ramiona – obraz jest tak maleńki, że trudno odczytać szczegóły. Bat wisi w powietrzu. Jego alabastrowa skóra przez ostatnią sekundę pozostaje doskonała, zanim nabity ćwiekami rzemień zamieni ją w krwawy ochłap.

Nie wiem, co Piero myślał o Bogu; z jego idealnie wyrysowanych kolumn i pięknych świętych domyślam się, że tylko to, co najlepsze. Ale mam też w pamięci obraz zalanego krwią żołnierza z kaplicy w Arezzo, z nożem wbitym w gardło aż po rękojeść.

Wątpię, by tworząc swoje freski, myślał o nieśmiertelnej chwale, aby pracował w gorączkowym pośpiechu, próbując zatriumfować nad nieuniknionym. Czy bał się? Na pewno. A może najbardziej lękał się tego, że wraz z nim przeminie ta niezwykła „światłoczuła klisza”, którą jest nasza pamięć, na której zapisują się wszyscy, których kochaliśmy, a wyrzut tego, czego kochać nie mogliśmy, słabnie wobec ich piękna. Lubił malować. Wiedział, że jesteśmy tu tylko na chwilę. W gruncie rzeczy to bardzo mało. Kiedy nasila się przerażenie, patrzę na nadludzki wysiłek, który podjął Piero della Francesca, wielki spokój bijący z jego dzieł. Każdego dnia przerastają mnie własne pragnienia, ciągnące w przeciwne strony, jakby mnie kto rozrywał końmi. Najbardziej chciałabym stworzyć coś, co sprostałoby pięknu świata, ale coraz częściej myślę, że nie tworzy się tego swoimi rękami ani ustami, tylko przychodzi ciche i bezbronne, i nigdy nie na naszą własność.

*

Dla mnie wiara jest bezwartościowa, jeśli nie pozwala spojrzeć w twarz cierpieniu. Pozostaję pod silnym wpływem Simone Weil, wybitnie kontrowersyjnej filozofki, którą często próbuję porzucić, zaniepokojona jej radykalizmem i szaloną miłością do ludzi. Znała się na cierpieniu jak mało kto. Chorowała – ciężko, a swoją złą kondycję zaostrzała pracą ponad siły, często niepotrzebną, ale według niej niezbędną do zrozumienia najmniej uprzywilejowanych członków społeczeństwa. Twierdziła, że miłość do Boga jest czysta, kiedy radość i cierpienie budzą w nas równą wdzięczność. Ale rozumiała też, że nieszczęście – zwłaszcza takie, którego końca nie możemy wypatrzeć – nie zostawia między sobą a nieskończoną duszą żadnego miejsca dla Boga. Doświadczając cierpienia, musimy czuć się oddzieleni od Niego. Musi się też przeciwko temu nieustannie buntować.

Największym zagrożeniem dla wiary jest nieczułość – dlatego w Apokalipsie nakazano nam być zimnymi lub gorącymi, byle nie letnimi. Dlatego Paweł mówi „gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce!” (Ef 4, 26). Ten fragment zawsze wydawał mi się szczególnie zagadkowy, ponieważ apostoł kilka wersetów dalej nakazuje Efezjanom, by zamiast przejmować się urazami, byli serdeczni, uprzejmi i wybaczający. Rozumiem to tak: jeśli z obojętności zwrócimy się ku relatywizmowi moralnemu lub popełnimy grzech zaniechania, jeśli obojętność doprowadzi nas do niedbałości, to lepiej nigdy nie koić swego gniewu. Na tym polega „niedawanie miejsca diabłu”. Bądźcie gwałtowni, bądźcie gniewni w swojej miłości do świata, bądźcie radykalni. Obojętność to naturalny instynkt duszy próbującej ochronić się przed cierpieniem. A naszym najprostszym obowiązkiem jest spojrzeć cierpieniu prosto w twarz. Czy możemy mu sprostać?

Weil odrzucała prawie cały Stary Testament, poza niektórymi psalmami i Księgą Hioba, uważając ją za jeden z największych skarbów naszej cywilizacji. Według niej tylko ten, kto – jak Hiob – pogrążony w nieszczęściu, wciąż stara się kochać Boga, czuje w pełni gorycz nieszczęścia. Bo gdyby wyrzekł się miłości do Niego, nie cierpiałby tak. Ale kto wpadł w nieszczęście, zanim nie zaczął nawet Go kochać, zostaje zniszczony.

Jestem daleka od robienia ze współczesnego chrześcijaństwa męczeństwa, tak jak jestem daleka od jakiegokolwiek stronnictwa męczeństwo gloryfikującego. Dawniej człowiek miał poczucie, że głębokie nieszczęście w samym rdzeniu jego istnienia wynika z natury ludzkiego bytu, rozdzielonego grzechem od Boga. Grzech jednak mógł być zmazany. Wiedzieliśmy, że kiedyś byliśmy dobrzy, i mieliśmy nadzieję na powrót do tego stanu. Odrzucając ideę grzechu – czy to przez ateizm, czy język terapeutyczny – wyrzekamy się nadziei na doskonałość, popychającej ludzkość do najwznioślejszych czynów. A nieopuszczające nas poczucie nieszczęścia musimy jakoś zagłuszyć. Piszę to wszystko, by napomnieć moją niespokojną duszę, która jest jak burza w szklance wody. Moja wiara jest rozdarta między ciągłymi prośbami a świadomością, że wyposażono mnie we wszystko, czego mi potrzeba. Ale „jestem grzesznikiem, a to znaczy, że nie mam nic prócz modlitwy”, która często jest niczym więcej jak prośbą o uchronienie od „dnia oschłości i niemocy. / Kiedy ani lot jaskółki, ani piwonie, żonkile i irysy na rynku kwiatowym nie będą dla mnie znakiem Twojej chwały”

Zofia Becker
Studentka polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, stypendystka m.st. Warszawy im. Jana Pawła II.
Interesuje się literaturą romantyzmu i XX wieku.


Portret Zofii Becker – studentki polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, stypendystki m.st. Warszawy im. Jana Pawła II; zainteresowanej literaturą romantyzmu i XX wieku.

Pobierz

Opublikowano 19.03.2026

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Wystartowała pierwsza edycja kampanii „Piękno tej ziemi” – wyjątkowego projektu społeczno-duchowego inspirowanego nauczaniem Jana Pawła II o dziedzictwie naturalnym.
13 kwietnia 1986 r. nastąpiło przełamanie wielowiekowego dystansu między Kościołem katolickim a judaizmem w XX wieku.
POBIERZ
„Gdzie się podziały dzieci?” to nowy numer naszego magazynu „Myśl w Centrum”. Zapraszamy do lektury!
Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych przesyłam nasze najserdeczniejsze życzenia, do przygotowania których zainspirował nas Jan Paweł II.

Klikając „Zgadzam się” udzielasz zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych dotyczących Twojej aktywności na naszej witrynie w celach analitycznych, zapewnienia prawidłowego działania funkcjonalności z serwisów społecznościowych oraz serwerów treści. Szczegółowy opis celów i zakresu przetwarzanych danych znajdziesz tutaj.