Szkoła pokoju

,,Na Wspólnej znajdziemy to miejsce, gdzie miłość, wiara, nadzieja na przyszłość’’. Tak od lat rozpoczyna się jeden z polskich seriali obyczajowych. Wersety tej piosenki urzeczywistniają się w każdy wtorek w ramach spotkań Szkoły Pokoju.

Ulica Wspólna 61, wtorkowe popołudnie. Siedzę z herbatą na kanapie. Obok mnie młody chłopiec lubiący grać w piłkę na pozycji środkowego pomocnika trzyma podręcznik od historii. Zanim wkroczymy w świat Rzeczypospolitej Obojga Narodów, dowiaduję się, że woli Barcelonę niż Real i że można jednocześnie lubić Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. Sięgam po podręcznik. Staram się wyjaśnić, na czym polegała demokracja szlachecka, czym była pańszczyzna. Nie jestem nauczycielem historii, trudno mi ocenić, czy mam smykałkę dydaktyka, ale w oczach mojego młodszego kolegi widzę niezrozumienie, jak taki ustrój mógł funkcjonować. Nie jestem jednak przygnębiony, że debiut pedagogiczny nie jest jednoznacznym sukcesem. Dla kilkunastoletniego Irakijczyka opowieści o magnatach, gołocie, chłopach to rzeczywista czarna magia. Yosif naprawdę nieźle mówi po polsku, ale przyswojenie takich niuansów przez kogoś, dla kogo polski nie jest językiem ojczystym, to naprawdę nieliche zadanie. Ta wspólna nauka historii uzmysławia mi, jak wielką drogę uchodźcy muszą przebyć nie tylko w wymiarze geograficznym, ale także kulturowym.

Przełamywanie barier

Spotkanie z Yosifem odbywało się w ramach działalności Szkoły Pokoju. Są to ośrodki, których celem jest pomoc dziecku w radzeniu sobie z wymaganiami stawianymi przez szkoły oraz towarzyszenie rodzinom w wypełnianiu jej zadań, proponując model edukacyjny otwarty na innych. W bezpłatnych zajęciach prowadzonych przez wolontariuszy uczestniczą dzieci i młodzież różnych narodowości. Staramy się ich wspierać w procesie integracji ze społeczeństwem. Spotkania mają nie tylko poszerzać wiedzę przewidzianą przez polski program nauczania, ale przede wszystkim uwrażliwiać na drugiego człowieka w jego zmaganiach z trudami codzienności. Doświadczenie takiego bezpiecznego miejsca pozwala wspierać ich rozwój, umożliwia poznanie mocnych i słabych stron, a także daje przestrzeń do uczenia się odpowiedzialności za siebie oraz innych.

Kiedy próbujemy z Yosifem rozgryźć strukturę społeczeństwa stanowego, w tym samym pomieszczeniu dwoje studentów medycyny rozmawia z jego siostrą, która marzy o pójściu w ich ślady. Ma na imię Heba. Dobrze mówi po polsku i chce leczyć ludzi. Adepci medycyny pomagają jej w nauce, a oprócz tego doradzają, jakie są renomowane licea, ilu potrzeba punktów, żeby mogła uczyć się w wymarzonej klasie biologiczno-chemicznej. Jak się okazuje, przyzwoitych szkół średnich w stolicy jest naprawdę sporo. Między litanią pojęć z zakresu chemii (laik jak ja cieszy się, że terminy przez nich wypowiadane potrafi zidentyfikować jako wyrazy w języku polskim) życzliwa serdeczna pogawędka o codzienności.

Dla uczestniczących w Szkole Pokoju dzieci, ale także dla pracujących z nimi opiekunów, głównym wyzwaniem jest problem posługiwania się przez najmłodszych językiem polskim. To bolączka, z którą obie strony mierzą się w procesie komunikacji na każdych zajęciach. Poznanie podstawowych zwrotów, to jedno, ale zagłębianie się w detale dotyczące nauk przyrodniczych wymaga specjalistycznego słownictwa, podobnie przyswajanie materiału z innych przedmiotów szkolnych. Powtarzanie materiału przewidzianego przez programy szkolne jest wielokrotnie wydłużone właśnie przez tę barierę językową. Ponadto, istotnym kłopotem ze względu na nieznajomość języka jest trudność w dialogu z rodzicami podopiecznych. Często bowiem znają oni zarówno polską mowę, jak i angielską porównywalnie lub gorzej niż ich dzieci. Prowadzi to niekiedy wręcz do absurdalnych sytuacji: to najmłodsi w różnych okolicznościach pełnią funkcję tłumaczy dla swoich opiekunów.

Drogi integracji

Podczas gdy Yosif i Heba pilnie przyswajają trudną, podręcznikową wiedzę, w pomieszczeniu obok młodsze dzieci bawią się pod czujną pieczą opiekunów. Część mierzy się ze sobą w gry planszowe, część koloruje obrazki lub rysuje laurki. Jest czas, aby opowiedzieć, co u nich w domu, co się dzieje w szkole. Nauka przez zabawę. Niby gra, ale wykorzystywana, żeby dawać dzieciom sygnały, jak należy się zachować, co powiedzieć w danej sytuacji. Dużo śmiechu, intensywna praca mięśni jarzmowych, a jednocześnie przestrzeń do budowania autentycznych, serdecznych i przyjacielskich relacji. Dzieci pochodzą z różnych państw, to jednak nie stanowi dla nich problemu, żeby wspólnie spędzać czas. Do niedawna równolegle ze spotkaniami dzieci spotykały się mamy uczestników Szkoły Pokoju, by lepiej się poznać. Być może ta forma integracji rodziców niedługo będzie wznowiona.

Jest też grupa osób w kuchni. To kilkoro nastolatków z Ukrainy. Od czasu wojny mieszkają w rożnych ośrodkach na terenie stolicy. Wcześniej byli zaangażowani w wydawanie kanapek i herbaty dla ubogich i bezdomnych w punkcie Wspólnoty Sant’Egidio, który mieścił się na Tamce przy kościele świętej Tereski od Dzieciątka Jezus. To właśnie Wspólnota Sant’Egidio – chrześcijański ruch powstały w 1968 roku w Rzymie z inicjatywy Andrei Riccardiego – prowadzi Szkoły Pokoju. Jego charakterystycznym rysem jest wyczulenie na osoby z peryferii. Stałym działaniem wspólnoty jest cotygodniowe wydawanie posiłku w czwartkowy wieczór na tak zwanej Patelni dla bezdomnych oraz ubogich. Inicjatywą, która najbardziej przebija się do świadomości mieszkańców Warszawy, są jednak organizowane Święta z Ubogimi, obiad wydawany 25 grudnia od 2009 roku. To wydarzenie pozwala najbiedniejszym mieszkańcom stolicy spędzić ten wyjątkowy dzień w ciepłej, rodzinnej atmosferze.

Mało rzeczy tak integruje jak wspólny posiłek, dlatego jest on też ukoronowaniem każdego wtorkowego spotkania w Szkole Pokoju. Młodzież w kuchni nie traci czasu. Przygotowują posiłek dla młodszych koleżanek i kolegów z Iraku, Egiptu, Afganistanu oraz Polski. Kiedy jest gotowy, przy stole siadają wszyscy razem. Opiekunowie, młodzież, która była odpowiedzialna za przygotowanie tego podwieczorka, oraz uczestnicy Szkoły Pokoju. Wspólnie jedzą, rozmawiają, umawiają się na przyszły tydzień i dzielą swoimi pomysłami.

Ta wtorkowa historia to tylko jeden element z układanki tworzonej przez wspólnotę Sant’Egidio. Kawałeczek układanki obrazujący pracę wykonywaną systematycznie, aby ci, którzy zdecydowali się żyć w Polsce (albo nie mieli specjalnie innego wyboru), odnaleźli w kraju nad Wisłą bezpieczeństwo, przyjaźń i szacunek.

Mikołaj Musiał
Absolwent WPiA Uniwersytetu Warszawskiego. Autor tekstów i podcastów Instytutu Tertio Millenio.

Opublikowano 24.01.2025

ZOBACZ RÓWNIEŻ

PIąty odcinek specjalny podcastu „Słuchając drogi” już dostępny! To seria rozmów przygotowanych w ramach Festiwalu Nowe Epifanie.
Pierwsze spektakle Festiwalu Nowe Epifanie, warsztaty z higieny cyfrowej w ramach nowego projektu „Ciszej…” i wiele więcej. Co wybieracie z naszych lutowych propozycji?
Rozpoczynamy nabór do Chóru Centrum Myśli Jana Pawła II. Tym razem szczególnie zapraszamy głosy męskie.
Czwarty odcinek specjalny podcastu „Słuchając drogi” już dostępny! To seria rozmów przygotowanych w ramach Festiwalu Nowe Epifanie.

Klikając „Zgadzam się” udzielasz zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych dotyczących Twojej aktywności na naszej witrynie w celach analitycznych, zapewnienia prawidłowego działania funkcjonalności z serwisów społecznościowych oraz serwerów treści. Szczegółowy opis celów i zakresu przetwarzanych danych znajdziesz tutaj.