Pod wspólnym dachem

Rozmowa z Aleksandrą Grzymałą-Kazłowską, Magdą Zaborowską-Gumieniak i Sylwią Żmijewska-Kwiręg.

Zacznijmy od spojrzenia z lotu ptaka. Jeżeli przyjmiemy dane Polskiego Instytutu Ekonomicznego za miarodajne, okaże się, że liczba cudzoziemców przebywających w Polsce w 2024 roku wynosi około 2,5 miliona. Czy możemy powiedzieć coś konkretnego o tak dużej grupie ludzi?

Aleksandra Grzymała-Kazłowska: Polska, która przez długi czas była krajem emigracyjnym, staje się krajem imigracyjnym. Jako badacze migracji od około dekady dostrzegamy to przejście oraz kształtowanie się profilu Polski jako kraju imigracyjnego.

Proces ten stał się szczególnie widoczny w kontekście wydarzeń na Ukrainie, które rozpoczęły się w 2014 roku. Migranci z Ukrainy, którzy wcześniej przyjeżdżali do Polski, traktowali swoją obecność tutaj raczej jako tymczasową. Od 2014 roku część z nich zaczęła postrzegać Polskę w bardziej długoterminowych lub osiedleńczych kategoriach. Eskalacja konfliktu dodatkowo wzmocniła te procesy. W ostatnim dziesięcioleciu coraz bardziej widoczne stały się również migracje z Białorusi oraz innych krajów. Wśród nich warto wymienić migracje związane z wydarzeniami takimi jak arabska wiosna, wojna w Syrii czy inne konflikty zbrojne.

Dane z początku 2024 roku wskazują, że liczba osób posiadających pozwolenie na pobyt w Polsce wynosiła 1,877 miliona. Są to osoby z różnego rodzaju pozwoleniami na pobyt – zarówno krótkoterminowy, jak i długoterminowy. Wśród nich zdecydowanie dominowali obywatele Ukrainy, których było około 1,5 miliona. W kolejnych grupach liczebnością wyróżniali się Białorusini (118 tysięcy), Gruzini (27 tysięcy), a dalej obywatele Rosji, Indii, Niemiec, Wietnamu, Turcji, Mołdawii i Uzbekistanu.

Te dane obejmują osoby posiadające różnego rodzaju pozwolenia pobytowe, ale nie odzwierciedlają w pełni rzeczywistej liczby cudzoziemców w Polsce, ponieważ nie uwzględniają ruchów krótkoterminowych, wiz ani zezwoleń, które nie wiążą się jeszcze ze statusem pobytowym uwzględnianym w statystykach. W ostatnich latach obserwowaliśmy również znaczący wzrost migracji edukacyjnych i pracowniczych, a także pojawienie się nowych kierunków migracyjnych. W związku z tym szacunki mówiące o około 2,5 miliona cudzoziemców w Polsce wydają się realistyczne.

Czy wiemy coś profilu społeczno-demograficznym migrantów?

AG-K: Zależy on w dużej mierze od kategorii migracji. W przypadku migrantów zarobkowych często dominują mężczyźni w młodym lub średnim wieku. Natomiast w migracjach uchodźczych struktura może wyglądać zupełnie inaczej. Przykładem są uchodźcy wojenni z Ukrainy, gdzie zdecydowaną większość stanowią kobiety i dzieci.

Pani używa tych pojęć w sposób opisowy, ale w debacie publicznej terminy te często nabierają wartościującego charakteru. Przeciwstawia się w niej grupy osób migrujących, określając jednych uchodźcami, a innych – często z dodatkiem „ekonomicznymi” – migrantami. Czy z punktu widzenia procesu integracji to rozróżnienie ma istotne znaczenie?

Magda Zaborowska-Gumieniak: Znaczenie języka w procesach integracyjnych jest ogromne. To, jakiego języka używamy, jak nazywamy zjawiska, osoby czy grupy, ma konsekwencje. Niesie ryzyko stereotypizacji i stygmatyzacji. Na przykład jeśli w rozmowach o migracji mówimy wyłącznie o emigracji lub tylko o imigracji, tracimy z pola widzenia pełen obraz tego procesu.

Aby lepiej zrozumieć zjawisko migracji, musimy podejść do niego w sposób całościowy. Ignorowanie wzajemnych powiązań między emigracją a imigracją, pomijanie historii, takich jak migracje Polaków w czasie II wojny światowej czy masowa emigracja po stanie wojennym w latach 80. sprawiają, że nie widzimy pełnej perspektywy.

Skupianie się wyłącznie na grupach przyjeżdżających do Polski to za mało, by zrozumieć złożoność migracji. Mój dziadek zawsze mówił: „Ziemia jest okrągła, a migracja jest faktem”. Każdy z nas może znaleźć się w drodze. Migracja jest zjawiskiem uniwersalnym i powszechnym.

Sylwia Żmijewska-Kwiręg: Chciałabym dodać jeszcze jedną perspektywę. Jako organizacja, która pracuje z uczniami, uczennicami, nauczycielami i nauczycielkami, widzimy, że w pewnym sensie oswoiliśmy się już z obecnością migrantów i uchodźców z Ukrainy. Niestety jednocześnie odpuściliśmy sobie obowiązek poszukiwania systemowych rozwiązań, chociażby w obszarze edukacji. Skutkuje to czasem sięganiem po błędne metody pracy z uczniami. Na przykład wrzucamy ich do szufladki „osób ze specjalnymi potrzebami”, co często nie odzwierciedla ich rzeczywistej sytuacji, a jedynie upraszcza problem.

Zanika także potrzeba rozwijania kompetencji umożliwiających pracę w środowisku wielokulturowym. Tymczasem szerokie spojrzenie na migracje to również uznanie, że wielokulturowość jest faktem. Dziś szkoły są znacznie bardziej wielokulturowe niż trzy lata temu – i nie jest to stan przejściowy. To rzeczywistość, która będzie się zmieniać wraz z trendami migracyjnymi, o których mówiła pani profesor, w zależności od tego, jakiego rodzaju migracje będą dominować. Dlatego właśnie tak ważne jest szerokie spojrzenie na migracje. To nie tylko stwierdzenie faktu, ale także fundament do tworzenia trwałych, systemowych rozwiązań.

Jakie są realne szanse migrantów i możliwe scenariusze odnalezienia się w nowej rzeczywistości? Czy możemy wskazać pewne schematy dróg integracji w Polsce?

SŻ-K: Jako organizacja pozarządowa, działająca od 30 lat, od dawna zajmujemy się tematem migracji. Ministerstwo Edukacji nie znalazło szybkich rozwiązań w zakresie wsparcia szkół w tym procesie, więc staraliśmy się z naszej strony wspierać nauczycieli, nauczycielki oraz dyrektorów szkół. Nasze doświadczenie pokazało, że uczeń ukraiński zwykle dość szybko trafiał do szkoły. W Polsce większość ludzi – może nawet wszyscy – wykazywała entuzjazm, by przyjąć ich jak najlepiej. W szkołach obierano różne strategie. Pierwszą barierą wciąż pozostaje język. Niemniej jednak komunikacja jakoś przebiegała – ludzie korzystali z translatorów, wypracowano ścieżki kontaktu z rodzicami, a także procedury wprowadzania uczniów do szkoły – ponieważ wciąż brakowało rozwiązań systemowych.

Mimo to szkoły wypracowywały swoje własne strategie, takie jak ścieżki integracyjne z uczniem „cieniem”, który towarzyszył dzieciom. Często w tych szkołach byli już uczniowie ukraińscy z wcześniejszej fali migracji, którzy pomagali wprowadzać nowych uczniów. Wszystko to było bardzo intuicyjne, spontaniczne i nie zawsze sprawdzaliśmy, jak skuteczne były te działania. Pojawił się także element budowania współpracy i komunikacji z rodzicami, który okazał się bardzo ważny. Szkoła ukraińska i szkoła polska różniły się kulturowo, szczególnie jeśli chodzi o rolę nauczyciela w Ukrainie.

Jedne szkoły radziły sobie z tym lepiej, inne gorzej, ale życzliwość sprawiała, że proces po prostu działał. Były jednak pewne wyzwania: czasem dzieci pojawiały się w szkole, spędzały tydzień, po czym znikały. Część dzieci po prostu nie pojawiała się w szkole. Te dzieci po prostu znikały z naszej orbity, więc nie było możliwości wprowadzenia jakiejkolwiek ścieżki integracji. Nawet ministerstwo nie miało danych dotyczących liczby uczniów, którzy zniknęli z systemu.

AG-K: Oczywiście wymiar związany z edukacją jest niezwykle ważny, ale to nie jest jedyny aspekt, któremu powinniśmy się przyglądać z dużą uwagą. Lubię odwoływać się do znanego modelu Eigera i Strange’a z 2008 roku; na podstawie badań empirycznych wśród uchodźców w Wielkiej Brytanii zaprezentowali oni dziesięciowymiarowy model integracji. Wymienili w nim dziesięć domen integracji, w tym cztery podstawowe: mieszkanie, praca, edukacja i zdrowie. Następnie zwrócili uwagę na wymiar społeczny integracji, który obejmuje trzy aspekty: relacje wewnątrzgrupowe, więzi z własną grupą, relacje ze społeczeństwem przyjmującym oraz dostęp do instytucji i związki z nimi. Dodatkowo wyróżnili także elementy, które ułatwiają integrację, takie jak język i wiedza kulturowa. Na samym dole tego modelu, który ma kształt piramidy, umieścili prawo i obywatelstwo jako fundament integracyjny. Wszystkie te aspekty są istotne, aby integracja mogła zaistnieć, a co więcej, wzajemnie na siebie wpływają.

Lubię też odwoływać się do mojej koncepcji zakotwiczenia, którą traktuję jako alternatywne podejście do zagadnienia integracji. Osoby przyjeżdżające powinny „zakotwiczyć się” w trzech warstwach. Pierwsza warstwa to ta zewnętrzna, obejmująca kwestie takie jak mieszkanie, praca, status prawny. Druga to warstwa, środkowa, dotycząca relacji społecznych i odnalezienia się w kontaktach z innymi ludźmi. Wreszcie najbardziej wewnętrzna warstwa, to poczucie przynależności, stabilności oraz budowanie sieci bezpieczeństwa.

SŻ-K: To jest bardzo bliskie temu, jak my jako organizacja zaczęliśmy pracować w obszarze edukacji uczniów ukraińskich i polskich w jednej wielokulturowej szkole. Tam również mówimy o trzech obszarach, bez których w zasadzie bardzo trudno mówić o gotowości uczniów – zarówno polskich, jak i ukraińskich – do budowania wspólnoty. Pierwszy obszar to zaspokajanie potrzeb emocjonalnych, które są ściśle związane z zapewnieniem poczucia bezpieczeństwa, ale także z przepracowaniem trudnych doświadczeń, szczególnie w kontekście uchodźców. Drugi element to zaspokojenie potrzeb społecznych, a trzeci dotyczy obszaru edukacji. Co ważne, podkreślamy, że to są potrzeby nie tylko osób z doświadczeniem uchodźczym lub imigracyjnym, ale również potrzeby polskich uczniów, które również się zmieniają w tej nowej sytuacji. Uczniowie ukraińscy doświadczyli ogromnych zmian, ale warto pamiętać, że uczniowie polscy także przeszli przez tę zmianę, co wiązało się z pojawieniem się nowych potrzeb. Dlatego ten model staramy się nakładać na kulturę pracy szkoły, traktując to jako bardziej zaawansowaną ścieżkę myślenia o integracji w szkole wielokulturowej.

Jakie jest pań zdanie – z której z tych warstw wynika największe wyzwanie do przepracowania w Polsce?

MZ-G: Trudno wyobrazić sobie dobrze zintegrowaną osobę, która na przykład zmaga się z głęboką depresją, czuje się izolowana lub nie ma zapewnionych podstawowych potrzeb bytowych. Myślę, że kluczowa jest synergia między tymi wszystkimi sferami. Jeśli mówimy o integracji, to nie możemy traktować jej fragmentarycznie. Zła praktyka wielu krajów polegała na traktowaniu migrantów jedynie jako taniej siły roboczej. Jeśli będziemy patrzeć na tych ludzi w ten sposób, to nie osiągniemy niczego. Jednak jeśli ujżymy w nich pełnoprawnych ludzi, którzy mają swoją historię, kompetencje, zasób kulturowy, wiarę i przekonania, które mogą nas wzbogacić, to stworzymy społeczeństwo, które będzie się lepiej rozwijać. To da nam szersze perspektywy na przyszłość.

SŻ-K: Jeśli chodzi o wyzwania w obszarze edukacyjnym, to są trzy główne, z których dwa mają charakter systemowy, a jedno związane jest z konkretną szkołą. Pierwsze wyzwanie systemowe to fakt, że oddziały przygotowawcze dla uczniów z Ukrainy prowadzone na masową skalę po prostu się nie sprawdzają. Nie sprzyjają one integracji, a nawet nie sprzyjają edukacji, ponieważ uczniowie w tych oddziałach są na bardzo różnych poziomach zaawansowania, a jednocześnie w jednej klasie mogą znajdować się osoby, które w ogóle nie mówią po polsku. Dodatkowo, w tej samej klasie mogą być osoby w różnym wieku.

Drugie wyzwanie to ciągły brak nauczycieli języka polskiego jako obcego. Mimo że rozporządzenie przewiduje taką możliwość, szkoły w pełni nie są w stanie z niej skorzystać. Zajęcia z języka polskiego jako obcego często nie są atrakcyjne dla uczniów. Często odbywają się w takich godzinach, że uczniowie ukraińscy mają alternatywę: zajęcia dodatkowe, szkołę ukraińską lub język polski jako drugi. W efekcie nie korzystają z tej możliwości w takim stopniu, w jakim by mogli.

Trzecie wyzwanie, już na poziomie szkoły, dotyczy diagnozy możliwości uczniów. Często intuicyjnie zakłada się, że jeśli uczniowie rozmawiają po polsku na przerwie, to już znają ten język. Jednak w edukacji ważne jest rozróżnienie między językiem komunikacyjnym a językiem edukacyjnym. Uczniowie ukraińscy często opanowali język komunikacji, ale wciąż mają trudności z językiem edukacyjnym, czyli rozumieniem treści edukacyjnych. To stanowi duże wyzwanie.

AG-K: Język polski jest jednym z najtrudniejszych języków do nauki, szczególnie dla osób, które nie pochodzą z krajów słowiańskich. Niestety, wsparcie językowe, jakie migranci otrzymują, jest niewielkie. Chodzi tu o dostęp do tłumaczeń, a także o to, by osoby obsługujące różne instytucje publiczne potrafiły posługiwać się językami obcymi, w których migranci mogliby się porozumiewać.

Niedawno brałam udział w badaniu przeprowadzonym przez Komitet Badań nad Migracjami na zlecenie MSWiA, które miało na celu przygotowanie merytorycznej podstawy do nowej strategii integracyjnej. Przeprowadziliśmy ankiety oraz badania fokusowe z przedstawicielami instytucji rządowych, samorządowych oraz organizacji pozarządowych. W tej części dotyczącej integracji udało nam się zebrać 340 ankiet. Jednym z pytań było: jakie wyzwania uczestnicy badania uważają za największe w procesie dobrej integracji imigrantów? Co ciekawe, najczęściej wskazywaną odpowiedzią była niechęć polskiego społeczeństwa do imigrantów. Prawie połowa osób biorących udział w ankiecie wskazała na ten problem, a badani śledzą ten proces z bliska. Kolejnym ważnym wskazaniem był brak wsparcia dla pracowników instytucji publicznych. Zwrócono również uwagę na bariery w uznawaniu wykształcenia, niewystarczający dostęp do bezpłatnej nauki języka polskiego. dostępność do rynku pracy. Ogromnym wyzwaniem jest także kwestia mieszkaniowa, szczególnie dla migrantów spoza krajów europejskich.

Nie mniej ważne są kwestie prawne, w tym skomplikowanie procedur i ich przedłużający się czas trwania. Bardzo istotnym zagadnieniem jest również dostęp do opieki zdrowotnej. Chociaż formalnie dostęp do niej istnieje, napotykamy na liczne bariery związane z brakiem wiedzy pracowników instytucji o tym, co przysługuje imigrantom.

Wszystkie te obszary są niezwykle istotne, a przystosowanie społeczeństwa przyjmującego jest czymś, o czym powinniśmy pamiętać. Powinniśmy się zastanowić, jak każdy z nas może przyczynić się do tego, by procesy integracyjne przebiegały lepiej i sprawniej.

Jedną z klasycznych narracji, która jest silnie obecna w debacie o migracjach w Polsce i w całej Europie, jest przekonanie, że to migranci powinni chcieć się integrować. Jakie są kluczowe czynniki, które pozwalają na otwartość na integrację z obu stron?

MZ-G: Kluczowa jest motywacja tych osób. Zupełnie inaczej będzie integrować się osoba, która świadomie wybrała kraj, do którego przyjeżdża, ma zaplanowaną pracę, uczyła się trochę języka tego kraju, a inaczej osoba, która już lata czeka na decyzję, czy będzie mogła zostać w Polsce, czy nie. Taka osoba zastanawia się, czy jest tu mile widziana, czy będzie mogła pracować, czy pracodawca będzie chciał ją zatrudnić, skoro jej sytuacja pobytowa jest niestabilna.

Przez kilka lat pracowałam jako asystentka rodzin i wychowawca w ośrodku dla uchodźców na Targówku, gdzie spotykałam kobiety, które w Polsce są samotnymi matkami. Wiele z tych kobiet podjęło pracę, mimo że wcześniej nigdy nie pracowały. Część z nich nie ukończyła szkół wyższych, miały jedynie wykształcenie podstawowe i dopiero przyjeżdżając do Polski, będąc bez mężów, te osoby stawały przed wyzwaniami, które nam mogą wydawać się oczywiste – że podejmujemy decyzję o tym, jaką pracę podjąć. Dla nich to była zupełnie nowa rzeczywistość. Spotykały się także z nowymi technologiami, jak chociażby korzystanie z komputera, skanera, przygotowywanie dokumentacji. Barier i ścieżek, przez które musiały przejść, było tyle, ile osób – bo wszystko zależało od kontekstu, w jakim się znalazły. Status prawny to jedno, ale także droga, którą przebyły, powody, które je tu przyciągnęły, i te, które wypchnęły je z kraju pochodzenia. Ważny był również ich osobisty charakter, temperament, zdolność do nauki języków, a także stan emocjonalny i psychiczny.

SŻ-K: W maju i czerwcu 2024 roku przeprowadziliśmy badanie, oparte zarówno na rozmowach, jak i obserwacji uczestniczącej, które pozwoliło nam wychwycić czynniki sprzyjające integracji uczniów polskich i ukraińskich. Okazało się, że jednym z kluczowych czynników była decyzja o tym, czy pozostajemy w Polsce. Zredukowanie poczucia tymczasowości i niepewności związanej z tym pytaniem sprawiało, że zarówno uczniom ukraińskim, jak i polskim, łatwiej było budować relacje. Przypominam sobie sytuację mojej córki, która w ósmej klasie bardzo przeżywała, gdy jej koleżanka z Ukrainy, Nadia, nagle wyjechała. Moja córka naprawdę odczuwała tę stratę, bo już nawiązała emocjonalną więź, wyobrażając sobie wspólne plany. Myślę, że obie strony, zarówno uczniowie polscy, jak i ukraińscy, chronią się przed takimi emocjonalnymi stratami.

AG-K: Procesy integracyjne często wymagają spełnienia podstawowych potrzeb osób migrujących. Potrzebują one odpowiedniego miejsca zamieszkania oraz stabilnego, nawet jeśli czasowego, statusu prawnego. Ważne jest, by istniało poczucie przewidywalności. Ponadto, kluczowy jest, moim zdaniem, aspekt społeczny. Jako socjolog, ciągle podkreślam znaczenie spotkań z przedstawicielami społeczeństwa przyjmującego, budowania pozytywnych relacji, co ma ogromne znaczenie dla motywacji do postrzegania danego kraju jako miejsca, w którym chciałoby się zostać i w którym widzi się szansę na odbudowę swojego życia.

Przez lata środowiska naukowe, pozarządowe i społeczne domagały się powstania strategii migracyjnej i jej przyjęcia przez polskie państwo. I oto mamy tę strategię migracyjną. Chciałbym zapytać, czy jej powstanie was cieszy i czy można wiązać z nią nadzieję na lepsze, mądrzejsze podejście do integracji?

MZ-G: To nie miało tak wyglądać. Na wiosnę uczestniczyliśmy wraz z innymi organizacjami w spotkaniu przy Forum Migracyjnym, gdzie plany były takie, że najpierw powstanie badanie – to na szczęście udało się zrealizować. Na podstawie tego badania miały powstać grupy robocze zajmujące się różnymi obszarami, a efektem prac tych grup roboczych miał być dokument, który potem miał zostać poddany konsultacjom. Okazało się, że w rzeczywistości najpierw mieliśmy wystąpienie premiera, a dzień później dostaliśmy wyniki badań, które miały stanowić podstawę tej strategii, a jeszcze dzień później dokument, który miał trafić na konsultacje. Czy te konsultacje się odbędą, czy nie, to się jeszcze okaże.

Komitet Badań nad Migracjami Polskiej Akademii Nauk bardzo skrytykował ten dokument również pod względem merytorycznym. Czy pani profesor mogła powiedzieć kilka słów na ten temat?

AG-K: Jako członkowie Komitetu Badań nad Migracjami doceniamy, że ten dokument w ogóle powstał oraz że pojawiła się wola, aby zacząć rozmawiać w sposób kompleksowy o sytuacji migracyjnej. Rzeczywiście jednak tempo pracy nad tym dokumentem, sposób pracy oraz sposób komunikacji nas zaskoczyły. To, na co przede wszystkim zwróciliśmy uwagę, to akcentowanie zagrożeń – szczególnie militarnych, ekonomicznych i społecznych – związanych z migracjami, przy jednoczesnym niedocenianiu pozytywów, jakie migracje mogą przynieść. To jest bardzo niebezpieczne, ponieważ może stanowić dodatkowe podłoże do zwiększania niepokojów społecznych i radykalizacji.

Dyskusyjna jest także wizja społeczeństwa zawarta w dokumencie, ponieważ pojawiają się tam założenia dotyczące homogeniczności polskiego społeczeństwa i przekonanie, że należy ją utrzymywać. My, jako badacze migracji, ale także wszyscy, którzy obserwują to w codziennym życiu, widzimy, że nasze społeczeństwo się zmienia, stajemy się społeczeństwem coraz bardziej zróżnicowanym.

Inną kwestią, na którą zwróciliśmy uwagę, jest brak szerokich konsultacji społecznych oraz brak wskazania dalszych kroków związanych z implementacją dokumentu. Nie ma też wystarczającego nacisku na diagnozowanie różnych zjawisk związanych z migracjami. Wciąż nie dysponujemy dobrymi danymi na temat migracji. Badania migracji w Polsce są trudne, zwłaszcza jeżeli chodzi o dane ilościowe, ponieważ statystyki są rozproszone, a tam, gdzie istnieją, są często niekompletne. To jest obszar, który zdecydowanie wymaga poprawy. MZ-G: Z mojej perspektywy najtrudniejsze jest to, że temat migracji, podobnie jak w 2015 roku, znów stał się tematem politycznym, a nie społecznym. Dyskusje te koncentrują się na kwestii azylu, który dotyczy naprawdę niewielkiej liczby osób – z 2,5 miliona osób, które do Polski przybyły w ubiegłym roku, złożono jedynie 9,5 tysiąca wniosków o ochronę międzynarodową, co stanowi znikomy procent. I wciąż obecna jest silna retoryka strachu. Ta retoryka strachu nie służy ani nam, ani nie posłuży kolejnym pokoleniom osób mieszkających w Polsce, ani na pewno nie wpływa pozytywnie na osoby z doświadczeniem migracji, które już tutaj są. Dlaczego nie rozmawiamy w kontekście migracji o tym, jak dużą część wpływów podatkowych do budżetu państwa generują osoby z doświadczeniem migracji, choćby osoby z Ukrainy, które w zeszłym roku miały swój wkład? Dlaczego nie rozmawiamy o osobach, które mają wkład w kształtowanie naszej kultury, nauki i gospodarki? Dlaczego nie rozmawiamy o tym, tylko skupiamy się na strachu? To jest błędne założenie, które rzutuje na całą narrację wokół strategii migracyjnej.

Rozmawiał: Ignacy Dudkiewicz


Aleksandra Grzymała-Kazłowska doktor habilitowana, profesor na Wydziale Socjologii, badaczka w Ośrodku Badań nad Migracjami, specjalizuje się w badaniu procesów adaptacji i integracji migrantów, wizerunków kulturowych relacji i postaw etnicznych oraz współczesnych przemian tożsamości i etniczności, była ekspertką doradzającą Rzecznikowi Praw Człowieka; członkini Komitetu Badań nad
Migracjami PAN, badaczka stowarzyszona w Instytucie Badań nad Superróżnorodnością Uniwersytetu Birmingham.

Magda Zaborowska-Gumieniak – pedagożka i animatorka kultury, absolwentka Wydziału Pedagogicznego i Instytutu Kultury Polskiej UW, zajmuje się edukacją poza formalną i międzykulturową, od 2010 roku związana z Fundacją dla Wolności, założycielka Przystanku „Świetlica”, ma wieloletnie doświadczenie w pracy pedagogicznej i środowiskowej z rodzinami i dziećmi uchodźczymi.

Sylwia Żmijewska-Kwiręg – dyrektor programowa Centrum Edukacji Obywatelskiej, nauczycielka
wiedzy o społeczeństwie, twórczyni programów nauczania i podręczników, współautorka programów kompleksowego wspomagania szkół oraz materiałów dydaktycznych i eksperckich publikacji, certyfikowana trenerka, tutorka i mentorka programów CEO i innych organizacji pozarządowych.

Obejrzyj

Opublikowano 24.01.2025

ZOBACZ RÓWNIEŻ

PIąty odcinek specjalny podcastu „Słuchając drogi” już dostępny! To seria rozmów przygotowanych w ramach Festiwalu Nowe Epifanie.
Pierwsze spektakle Festiwalu Nowe Epifanie, warsztaty z higieny cyfrowej w ramach nowego projektu „Ciszej…” i wiele więcej. Co wybieracie z naszych lutowych propozycji?
Rozpoczynamy nabór do Chóru Centrum Myśli Jana Pawła II. Tym razem szczególnie zapraszamy głosy męskie.
Czwarty odcinek specjalny podcastu „Słuchając drogi” już dostępny! To seria rozmów przygotowanych w ramach Festiwalu Nowe Epifanie.

Klikając „Zgadzam się” udzielasz zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych dotyczących Twojej aktywności na naszej witrynie w celach analitycznych, zapewnienia prawidłowego działania funkcjonalności z serwisów społecznościowych oraz serwerów treści. Szczegółowy opis celów i zakresu przetwarzanych danych znajdziesz tutaj.