Czasami w życiu stajemy przed dylematem: komu powinniśmy pomóc w danej sytuacji? Tym, których spotkało nagłe nieszczęście, czy raczej tym, którzy cierpią od lat? Czy powinniśmy wspierać osoby blisko nas, czy może odległość nie ma większego znaczenia?
W zachodnim kręgu kulturowym odpowiedź na pytanie, kto jest moim bliźnim, nieuchronnie odsyła nas do ewangelicznej przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Opowiada ona o człowieku, który wpadł w ręce zbójców, został ograbiony, ciężko pobity i porzucony przy drodze. Mimo że drogą przechodzili kapłan i lewita, obaj nie zareagowali na jego cierpienie. Dopiero Samarytanin, wzruszony losem rannego, opatrzył jego rany, przewiózł go do gospody i zatroszczył się o niego. W kontekście tej przypowieści odpowiedź na pytanie, kto okazał się bliźnim wobec cierpiącego, jest jasna i bezdyskusyjna.
Na tym właśnie polega siła tej przypowieści – w prosty i obrazowy sposób wyjaśnia coś, co mogłoby wydawać się skomplikowane. Pytanie o to, kto jest naszym bliźnim, można rozważać jako problem moralny lub filozoficzny, snując różnorodne dywagacje. Jednak przypowieść ucina te spekulacje. Po jej wysłuchaniu każdy zrozumie, kto naprawdę okazał się bliźnim wobec pokrzywdzonego.
Przyjrzyjmy się bliżej relacji między Samarytaninem a pokrzywdzonym. Dlaczego Samarytanin udzielił pomocy? Po pierwsze, zauważył cierpiącego człowieka w swoim otoczeniu. Po drugie, wzruszył się jego losem. Ważny jest także fakt, że dysponował środkami finansowymi, które pozwoliły mu udzielić dalszej pomocy, choć – warto to podkreślić – najpierw po prostu zatroszczył się o podstawowe potrzeby rannego, opatrując jego rany. Obcy człowiek stał się mu bliski z powodu swojej krzywdy.
W tej historii dostrzegamy dynamikę relacji z bliźnim. Bliźni nie jest kimś, kogo można zdefiniować w sposób ogólny – to nie jest po prostu każdy człowiek ani ktoś z rodziny czy narodu. Bliźnim staje się każdy, kto w danym momencie jest blisko nas, potrzebuje pomocy, a my mamy możliwość jej udzielenia.
Karl Jaspers, niemiecki filozof i psychiatra, próbując wyjaśnić, kim jest bliźni w nauczaniu Jezusa, podkreślał właśnie znaczenie fizycznej bliskości oraz realnej możliwości udzielenia pomocy.
Spotkanie i relacja
Z kolei Martin Buber, jeden z twórców filozofii dialogu, wskazywał, że rozpoznanie w drugim bliźniego opiera się na włączeniu go do wspólnej sfery etycznej powinności. Ktoś staje się naszym bliźnim nie z powodu wspólnego pochodzenia, kultury czy intelektualnej zgody, ale dzięki dialogicznej relacji, jaka między nami powstaje. Drugi człowiek, który staje przed nami w swojej odmienności, wzywa nas, byśmy stali się za niego odpowiedzialni w sposób bezinteresowny.
W ten sposób buduje się relacja, która wykracza poza okoliczności konkretnego zdarzenia, jak w przypadku napadnięcia przez zbójców. Moment spotkania z drugim człowiekiem – jeszcze zanim wydarzy się dramat – jest kluczowy. To w tym spotkaniu, przezwyciężając inność i obcość, budujemy relację, która pozwala postrzegać drugiego jako bliźniego.
Karol Wojtyła, jako etyk i przedstawiciel personalizmu, podejmował próbę odpowiedzi na fundamentalne pytania: kim jest człowiek, co stanowi jego istotę i jak doświadcza samego siebie. Jego myśl zawiera interesujące spojrzenie na problematykę bliźniego, łącząc perspektywę ewangeliczną i egzystencjalną z perspektywą etyczną i filozoficzną. W refleksji Wojtyły nad pojęciem bliźniego odnajdujemy zarówno element przeżycia, jak i intelektualnego odniesienia.
Przeniesienie „ja”
Z jednej strony w myśli Wojtyły „drugi” człowiek znajduje się poza bezpośrednim polem naszego doświadczenia. Nie możemy w pełni przeżywać ani doświadczać tego, co przeżywa on sam. Nasza samoświadomość jest „nieprzenośna” i pozostaje związana z naszym konkretnym „ja”. Jednocześnie Wojtyła podkreśla, że fakt, iż nie możemy bezpośrednio doświadczyć drugiego „ja”, nie oznacza, że nie możemy uznać go za takie samo „ja”, ukonstytuowane w podobny sposób jak nasze. Drugi człowiek, jako odrębne „ja”, uczestniczy w uniwersalnym człowieczeństwie – to jest fundament, na którym buduje się relacja z bliźnim.
Z drugiej strony Wojtyła zauważa, że człowieczeństwo nie jest jedynie abstrakcyjnym pojęciem określającym istotę człowieka. U niego człowieczeństwo zostaje zakotwiczone w osobistym przeżyciu, w którym dokonuje się swoiste przeniesienie tego, co dane nam jako własne „ja”, na drugiego człowieka. To przeniesienie sprawia, że drugi staje się dla nas „bliźnim” – kimś, kogo postrzegamy jako człowieka podobnego do nas samych.
Drugi człowiek staje się bliźnim w momencie, gdy dostrzegamy w nim człowieczeństwo i odnosimy je do własnego doświadczenia. To właśnie w tej relacji Karol Wojtyła widzi podstawę naszej etycznej odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Korzeń alienacji
Warto zwrócić uwagę na związek między pojęciem bliźniego a pojęciem alienacji. Alienacja kojarzy się przede wszystkim ze stosunkami społecznymi, szczególnie z niesprawiedliwym podziałem w świecie pracy, gdzie człowiek traci kontrolę nad owocami swojej pracy. Zdaniem Karola Marksa uzdrowienie tych stosunków społecznych, polegające na przezwyciężeniu niesprawiedliwości, mogłoby prowadzić do wyeliminowania alienacji pracy.
Karol Wojtyła patrzy na problem alienacji z innej perspektywy. Według niego jej źródłem jest niezachowanie podstawowej hierarchii wartości oraz niszczenie etycznych warunków pracy, co prowadzi do deprecjacji osobowej godności człowieka. Taka degradacja skutkuje zniewoleniem człowieka w pracy i przez pracę, co ostatecznie prowadzi do alienacji.
W swoim fundamentalnym dziele „Osoba i czyn” Wojtyła wskazuje, że źródło alienacji tkwi w zapomnieniu o głębokim wzajemnym przyporządkowaniu wszystkich ludzi, co doskonale wyraża pojęcie „bliźni”. Innymi słowy, alienacja wynika z tego, że nie uznajemy innych ludzi za członków jednej, najgłębszej wspólnoty – wspólnoty w człowieczeństwie.
Przyjęcie perspektywy wspólnoty człowieczeństwa sprawia, że człowiek zostaje postawiony w centrum wszelkich stosunków społecznych i politycznych. Wówczas, zgodnie z tą zasadą, człowiek nie może być podporządkowany temu, co od niego niższe – ani pracy, ani narodowi, ani państwu.
„Korzeń alienacji człowieka przez człowieka tkwi w zapoznaniu czy zaniedbaniu tej głębi uczestnictwa, na jaką wskazuje rzeczownik «bliźni» oraz związane z nim przyporządkowanie wzajemne ludzi w samym człowieczeństwie jako zasada najgłębszej wspólnoty” – stwierdza Wojtyła.
Wspólnota bliźnich
Z tego wynika niezwykle istotna myśl, którą warto tutaj podkreślić: jako ludzie jesteśmy przede wszystkim zjednoczeni w człowieczeństwie. To zjednoczenie ma pierwszeństwo i większe znaczenie niż jakakolwiek inna wspólnota czy społeczność, do której należymy. Pojęcie „bliźniego” tworzy najszerszą podstawę wspólnoty, wykraczając poza wszelką „inność”.
Na tej podstawie Karol Wojtyła formułuje praktyczną zasadę, według której w kształtowaniu zasad ludzkiego współżycia i współdziałania kluczowe powinno być odniesienie do bliźniego („system odniesienia bliźni”). Jak podkreśla: „Jeżeli jakakolwiek wspólnota ludzka upośledzi ten system odniesienia, wówczas sama skaże się na to, że zaniknie w niej pełnia uczestnictwa, a między osobą a wspólnotą wyrośnie przepaść”.
W tym miejscu warto zadać jeszcze pytanie: jaka jest różnica między pojęciem bliźniego a pojęciem człowieka w myśli Wojtyły? Oba te pojęcia są ze sobą ściśle powiązane i częściowo pokrywają się znaczeniowo, ale nie są tożsame. W pojęciu bliźniego zawiera się bezwzględna wartość osoby ludzkiej, która wzywa nas do zajęcia odpowiedniej postawy wobec niej. Pojęcie człowieka jest natomiast bardziej abstrakcyjne i teoretyczne – podkreśla udział w wspólnym człowieczeństwie, ale nie zawiera w sobie wezwania do konkretnego działania. W bliźnim dostrzegamy nie tylko to, co wspólne, ale przypisujemy mu również wartość, która obliguje nas do odpowiedzialności i troski.
Każda wielka kultura zawiera w sobie jakąś konkretyzację owej idealnej postawy wobec drugiego człowieka, swoisty archetyp, wzór do naśladowania dla innych. W kulturze indyjskiej będzie to postawa Buddy, w chińskiej Konfucjusza czy Lao-tsy, w chrześcijańskiej będzie to Jezus. Spoglądając na te postacie, członek danej kultury ma konkretny punkt odniesienia dla siebie, swoiste wsparcie w codziennych wyborach. Na zakończenie zadajmy tytułowe pytanie: kto jest moim bliźnim? Każdy, kogo w bezpośrednim spotkaniu postrzegam jako drugie „ja” – uczestnika najgłębszej ludzkiej wspólnoty, wobec którego jestem zobowiązany okazać co najmniej uwagę, życzliwość oraz aktywną odpowiedzialność i pomoc.
Bartosz Wieczorek
Redaktor naczelny, filozof, teolog, wykładowca UKSW.
Przeczytaj cały numer