Karol Wojtyła i Viktor Frankl

Dla Wojtyły to właśnie na płaszczyźnie miłości możliwe jest spełnienie potencjału człowieka (…). Dla Frankla dzieje się tak, kiedy człowiek wychodzi poza siebie, innymi słowy, (…) kiedy dokonuje samotranscendencji.

Karol Wojtyła i Viktor Frankl żyli w tym samym stuleciu w Europie Środkowo-Wschodniej i ucierpieli z powodu tego samego zła tamtych czasów: nazizmu, komunizmu, konsumpcjonizmu i relatywizmu. W różny sposób reagowali na te dramatyczne okoliczności, mocno angażując się w służbę ludzkości i obronę życia. Obaj kochali góry i wspinaczkę. Zarówno w życiu Wojtyły, jak i Frankla teatr i literatura odgrywały znaczącą rolę. Mieli bardzo podobne poglądy na temat ludzkiego cierpienia i związanego z nim poczucia osobistego spełnienia. Obaj mieli w swoich sypialniach obraz „Ecce homo”. Na obydwu duży wpływ wywarł Max Scheler, niemiecki fenomenolog. I wreszcie, w przypadku obu autorów zdecydowanymi wyróżnikami są umiłowanie człowieka i obrona życia, które widzimy nie tylko w ich dziełach, ale także w ich działaniach.

Potencjał człowieka

Inne aspekty również pozwalają na ich porównanie. Pojęcie miłości, stanowiące zwieńczenie rozważań Wojtyły, i idea samotranscendencji u Frankla wydają się brzmieć bardzo podobnie, gdy mowa o tym, co jest konstytutywne dla bycia człowiekiem. Karol Wojtyła mówił w wywiadzie wydanym pt. „Przekroczyć próg nadziei”: „Człowiek jest bytem, dla którego jedynym adekwatnym wymiarem jest miłość” i „Człowiek urzeczywistnia się przez miłość”, a w „Miłości i odpowiedzialności”: „Trzeba tu podkreślić, że miłość jest najpełniejszą realizacją możliwości człowieka.  Jest to najwyższe urzeczywistnienie wewnętrznego potencjału człowieka”.

Z bliskim Wojtyle skupieniu na człowieku Frankl stwierdza, że: „Samotranscendencja jest esencją istnienia” lub, innymi słowy, „Przekraczanie siebie jest składnikiem ludzkiej egzystencji” („Wola sensu. Założenia i zastosowanie logoterapii”). Równoległa lektura tych dwóch autorów ujawnia podobieństwo ich wypowiedzi i kategoryczność wniosków dotyczących tego, czym jest człowiek, jego sposób istnienia i kategoryczny imperatyw jego urzeczywistnienia. Viktor Frankl przedstawiał i powtarzał swoją tezę o samotranscendencji człowieka, natomiast Karol Wojtyła autorytatywnie i po mistrzowsku bronił normy personalistycznej, która według autora „jest próbą przełożenia przykazania miłości na język etyki filozoficznej” („Przekroczyć próg nadziei”), a także etyki kantowskiej, odrzucającej traktowanie kogoś jako przedmiotu przyjemności, gdyż nie jest właściwe miłości posługiwanie się drugą osobą jako środkiem, lecz postrzeganie jej jako celu.

Dla Wojtyły to właśnie na płaszczyźnie miłości możliwe jest spełnienie potencjału człowieka i tam też odnajduje się w człowieku to, co właściwe ludziom. Dla Frankla dzieje się tak, kiedy człowiek wychodzi poza siebie, innymi słowy, kiedy staje się bardziej człowiekiem, bardziej osobą, kiedy dokonuje samotranscendencji. Według Viktora Frankla samotranscendencja dzieli się na dwie główne postawy:  coś do zrobienia i ktoś do kochania. W ten sposób bycie osobą oznacza zwrócenie się ku tym pytaniom, przyjmowanie stale duchowej postawy wychodzenia z siebie, albo w kierunku sensu, który ma być urzeczywistniony, albo w kierunku drugiego człowieka, którego się szuka, by spotkać miłość.

Dla Wojtyły postawa miłości jest niczym innym jak otwarciem się na drugiego człowieka, w dążeniu do zjednoczenia.  Według niego człowiek nosi w sobie pierwotne uczucie samotności jako niezatarty ślad. Człowiek doświadcza samotności egzystencjalnie, jednocześnie zdając sobie sprawę, że potrzebuje kogoś, kto wypełni tę pustkę, szuka bliźniego, który może poprowadzić go do zjednoczenia, za którym tęskni. Tak oto zawsze mamy do czynienia z poszukiwaniem, tęsknotą i otwartością, pozwalającym dotknąć miłości.

Deformacje miłości

Przedstawienie tej dynamiki u Frankla pomaga nam zrozumieć autentyczne postawy miłości u Wojtyły.  Frankl, wykorzystując podstawy ludzkiej biologii, twierdzi, że z samotranscendencją jest jak z ludzkim okiem, które jest w stanie postrzegać otaczający go świat w takim stopniu, w jakim nie jest w stanie zobaczyć samego siebie. To zostawiając siebie i zapominając o sobie, człowiek urzeczywistnia siebie i staje się samotranscendentny. (…)

U Wojtyły odnajdujemy te zniekształcenia miłości, gdy autor odnosi się do subiektywizmu wartości, egoizmu zmysłów i utylitaryzmu. W subiektywizmie wartości, którego nie należy mylić z subiektywnym aspektem miłości, dochodzi do „deformacji istoty miłości” („Miłość i odpowiedzialność”). W tym przypadku mamy do czynienia z wyraźnym i niezdrowym poszukiwaniem subiektywnych elementów, aż do częściowego lub całkowitego pochłonięcia tego, co jest obiektywną wartością miłości.

Miłość powinna być zawsze ukierunkowana na obiektywne wartości, na wartość samą w sobie i dobro drugiego człowieka. W subiektywizmie zaś poszukuje się siebie. Jak widać u Frankla, postawa wychodzenia naprzeciw drugiemu, zapominając o sobie, może zaniknąć, a wtedy błędnie dążymy do maksymalnej przyjemności, wrażeń, które dotyczą podmiotu. W ten sposób to przyjemność staje się przedmiotem zainteresowania, podczas gdy wszystko inne, w tym człowiek, jest zaledwie środkiem. (…)

Przeciw używaniu

Wojtyła stawia jeszcze jeden zarzut – jest nim  utylitaryzm.  Według niego nie należy do sfery miłości, a tym bardziej nie jest właściwe i autentyczne w relacjach międzyludzkich traktowanie człowieka jako środka do celu, wykorzystywanie go jako narzędzia do osiągnięcia jakiegokolwiek zysku. Nic nie może usprawiedliwić tej inwersji i zniekształcenia „(…) ponieważ człowiek nie może być tylko środkiem dla innych. Wyklucza to sama natura człowieka, to, kim jest. (…) Każdy człowiek jest zatem z natury zdolny do definiowania własnych celów. Traktując go wyłącznie jako środek, atakujemy jego istotę, to, co stanowi jego naturalne prawo” („Miłość i odpowiedzialność”).

Według słów Wojtyły, przeciwieństwem miłości jest nie tylko nienawiść. W jego filozofii przeciwieństwem aktu miłości jest również akt używania. Utylitaryzm kładzie nacisk na korzystanie z tego, co jest użyteczne dla podmiotu działania. W tej filozofii dewizą jest ucieczka od bólu, tego, co nieprzyjemne, i podążanie w kierunku przyjemności. Maksymalne możliwe zadowolenie i minimalne możliwe cierpienie to centralny punkt utylitarystycznego myślenia.

Utylitaryzm nie prowadzi człowieka do znalezienia dobra w sobie, obecnego w działaniu, ani dobra innych, ponieważ ich depersonalizuje. Tym bardziej nie jest otwarty na dobro wspólne, jako spotkanie miłości i zjednoczenia ludzi. Według Wojtyły „jedynym sposobem wyjścia z tego nieuniknionego egoizmu jest uznanie, poza dobrem czysto subiektywnym, to znaczy poza przyjemnością, dobra obiektywnego, które pozwala jednoczyć ludzi, przybierając charakter dobra wspólnego. To jest prawdziwy fundament miłości, a ludzie, którzy wybierają go wspólnie, podlegają mu jednocześnie. Dzięki niemu łączy ich autentyczna, obiektywna więź miłości, która pozwala im uwolnić się od subiektywizmu i wynikającego z niego niezaprzeczalnego egoizmu. Miłość jest zjednoczeniem ludzi” („Miłość i odpowiedzialność”). Wskazując drogę do poszukiwania tego obiektywnego dobra, Wojtyła stwierdza, że istnieje taka forma miłości, która stanowi urzeczywistnienie jej czystej istoty.  Jest nią życzliwość. To sposób kochania, który dystansuje się od własnego interesu i egoizmu, ponieważ „życzliwy człowiek pragnie tego bez myślenia o sobie, bez brania siebie pod uwagę” („Miłość i odpowiedzialność”). W ślad za tą myślą idzie Frankl, który w inny sposób, ale dotykając tego samego problemu, mówi o nerwicach seksualnych. Można powiedzieć, że nerwica ta przypomina postawę opisywaną przez Wojtyłę,  gdy mówi o utylitaryzmie i tym, co z niego wynika, czyli  subiektywizmie i egoizmie.

Luís Enrique Paulino Carmelo
Psycholog, Centro Universitário Católico Ítalo Brasileiro

Opublikowano 24.01.2025

ZOBACZ RÓWNIEŻ

PIąty odcinek specjalny podcastu „Słuchając drogi” już dostępny! To seria rozmów przygotowanych w ramach Festiwalu Nowe Epifanie.
Pierwsze spektakle Festiwalu Nowe Epifanie, warsztaty z higieny cyfrowej w ramach nowego projektu „Ciszej…” i wiele więcej. Co wybieracie z naszych lutowych propozycji?
Rozpoczynamy nabór do Chóru Centrum Myśli Jana Pawła II. Tym razem szczególnie zapraszamy głosy męskie.
Czwarty odcinek specjalny podcastu „Słuchając drogi” już dostępny! To seria rozmów przygotowanych w ramach Festiwalu Nowe Epifanie.

Klikając „Zgadzam się” udzielasz zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych dotyczących Twojej aktywności na naszej witrynie w celach analitycznych, zapewnienia prawidłowego działania funkcjonalności z serwisów społecznościowych oraz serwerów treści. Szczegółowy opis celów i zakresu przetwarzanych danych znajdziesz tutaj.