Maciej Rayzacher – listopad 2007

Maciej Rayzacher

Aktor. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, Filmowej i Telewizyjnej im. Schillera w Łodzi. Debiutował w Teatrze Nowym w Łodzi w 1960 roku. Współpracował z Kazimierzem Dejmkiem i Januszem Warmińskim.

Od 1963 r. na stałe związał się z Warszawą, gdzie występował na scenach Teatru Ziemi Mazowieckiej, Klasycznym, Polskim oraz przede wszystkim – Powszechnym.

Związany z opozycją demokratyczną w okresie PRL. Brał udział w pracach Komitetu Obrony Robotników. W stanie wojennym był internowany. Po zwolnieniu włączył się w działalność podziemną. Występował z montażami poezji w kościołach na terenie całego kraju.

[nggallery id=125]

Treść wykładu – „Jan Paweł II- droga ku wolności”

“Jan Paweł II – droga ku wolności”

Podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II należałem do grupy, która miała za zadanie ochronę i utrzymywanie porządku. Pamiętam, że czuwaliśmy, śpiewaliśmy i modliliśmy się praktycznie całą noc. Nasze modlitwy trwały jeszcze, gdy Ojciec Święty przejeżdżał ulicami miasta – wówczas jeszcze nie w papamobile (który powstał dopiero po zamachu z 13 maja 1981 roku), lecz w krytym samochodzie. Pamiętam, że podczas późniejszej mszy świętej na Placu Piłsudskiego panował straszny upał. Razem z kolegami roznosiłem wodę dla modlących się licznych pielgrzymów. W związku z tym wspomnieniem chciałbym pokazać fragment filmu z pielgrzymki Jana Pawła II do Gdańska, który nie był nigdy emitowany

[ film z pielgrzymki Jana Pawła II do Gdańska]

Dziś wydaje nam się nieprawdopodobne, że nie pokazywano tego typu nagrań. Ówczesna władza nie potrafiła pogodzić się z faktem, że Papież przyjeżdża do kraju komunistycznego i jest tak entuzjastycznie witany przez ludzi, zwłaszcza młodych. Z tego względu w transmisjach telewizyjnych pokazywano głównie osoby starsze i zakonnice. Dla władzy było to jeszcze do zaakceptowania. Podejmowano karkołomne próby transmitowania wydarzeń w taki sposób, by nie pokazywać tłumów, które czekały na Ojca Świętego w każdym mieście, by ukryć, jak spontanicznie młodzież uczestniczyła w mszach świętych i spotkaniach z nim.

W związku z pierwszą pielgrzymką Jana Pawła II chciałbym przypomnieć utwór, napisany przez nieżyjącego już poetę ks. Jana Twardowskiego. Właśnie tym wierszem dzieci witały Papieża na lotnisku:

Wita Cię każdy chłopiec zdumiony,
każda dziewczynka zdziwiona,
że sam Pan Jezus wprost do Warszawy
z Tobą przybywa do nas.
Lekcja religii się przypomina
święty Piotr z dwoma kluczami
i Matka Boska, która tak lubi
po polsku rozmawiać z nami.
Święta Jadwiga, święty Stanisław
i wszyscy polscy święci
pewnie się kręcą na tym lotnisku
Twoim przyjazdem przejęci.
W ogromnym tłoku, gdzie serc miliony
na prawo i na lewo
polski Zacheusz, by Cię zobaczyć
zacznie się drapać na drzewo.
Wita Cię Polska, Ojczyzna nasza,
ziemia nam wszystkim droga,
i wszyscy ludzie, którzy wraz z Tobą
modlą się dzisiaj do Boga.
[Jan Twardowski, Ojcze Święty]

Chcę przypomnieć również fragment z papieskiego poematu pt. Myśląc Ojczyzna. Ojciec Święty był poetą przez kilkadziesiąt lat – debiutował jeszcze przed wojną i tworzył niemal do końca swych dni, czego świadectwem jest Tryptyk rzymski. Poemat Myśląc Ojczyzna jest dla mnie jednym z najważniejszych tekstów, zawierających rozmyślania nad Polską. Nawiązując do dzisiejszego dnia, zacytuję następujące wersy:

1. (…) Wolność stale trzeba zdobywać, nie można jej tylko posiadać. Przychodzi jako dar, utrzymuje się poprzez zmaganie. Dar i zmaganie wpisują się w karty ukryte, a przecież jawne.

Całym sobą płacisz za wolność – więc to wolnością nazywaj, że możesz płacąc ciągle na nowo siebie posiadać.

Tą zapłatą wchodzimy w historię i dotykamy jej epok:

Którędy przebiega dział pokoleń między tymi, co nie dopłacili, a tymi co musieli
nadpłacać? Po której jesteśmy stronie?

Nadmiar tylu samostanowień czyż nie przerósł sił naszych w przeszłości? Czyż ciężarów historii nie dźwigamy jak filar, którego pęknięcie nie zabliźniło się dotąd?

Ojczyzna: wyzwanie tej ziemi rzucone przodkom i nam, by stanowić o wspólnym dobru i mową własną jak sztandar wyśpiewać dzieje.

Śpiew dziejów spełniają czyny zbudowane na opokach woli. Dojrzałością
samostanowienia osądzamy młodość naszą, czasy rozbicia i złoty wiek –

Osądziła złotą wolność niewola.

Nasilili w sobie ów wyrok bohaterowie stuleci: w wyzwanie ziemi wchodzili jak w ciemną noc, wołając „wolność jest droższa niż życie!”.

Osądziliśmy wolność naszą sprawiedliwiej niż inni: na ołtarzu samostanowienia płonęły ofiary pokoleń – przejmujące wołanie wolności silniejszej niż śmierć (…).

[Karol Wojtyła, Docieram do serca dramatu… (w:) Myśląc Ojczyzna]

Warto dodać, że niemal całe życie Ojca Świętego przypadło na burzliwy okres historii Polski. Urodził się On w roku 1920, roku Bitwy Warszawskiej, o której zresztą bardzo często mówił. Należał do niezwykłego pokolenia ludzi, którzy urodzili się w wolnej Polsce, a którzy mając po dwadzieścia lat musieli stawić czoła II wojnie światowej. Ci, którzy przetrwali, zachowali patriotyczne ideały, wpojone im w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Bożej łasce zawdzięczamy, że Ojciec Święty nie zginął w czasach tak tragicznych. Był moment, gdy rozważał, czy przyłączyć się do zbrojnej walki przeciwko okupantowi. Jego biografia jest jednocześnie życiorysem pokolenia Baczyńskiego i Gajcego – a więc pokolenia poetów, którzy zginęli w Powstaniu Warszawskim – oraz dziesiątków tysięcy młodych ludzi, zamordowanych w Katyniu. Papieskie nauczanie patriotyzmu od zawsze czerpało z tradycji międzywojnia, na której został On wychowany. W tym okresie kwitł patriotyzm czynu, jakże daleki od czczego gadania na usługi rządzących. Młodzież wychowana w dwudziestoleciu podejmowała działania istotne zarówno dla niej samej, jak i dla całego kraju. Młodzi ludzie realizowali w swoim życiu kult miłości Ojczyzny nie tylko w słowach czy symbolicznych gestach. Na tym tle Ojciec Święty był postacią wyjątkową. Przywiązanie do spraw Ojczyzny stanowiło niezwykle istotny element Jego nauczania. Podczas pielgrzymek do Polski wielokrotnie i z ogromną siłą głosił swoją miłość do polskiej ziemi oraz wzywał do zachowania pamięci wydarzeń historycznych.

W tym miejscy chciałbym odwołać się do książki Pamięć i tożsamość. Jest to wywiad-rzeka, który z Ojcem Świętym przeprowadzili ks. prof. Józef Tischner i prof. Krzysztof Michalski. Zacytuję słowa Jana Pawła II:

Wiadomo, że na wiek XIX przypadają szczytowe osiągnięcia kultury polskiej. W żadnym innym okresie naród polski nie wydał takich geniuszów pióra, jak Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński czy Cyprian Norwid. Nigdy przedtem muzyka polska nie osiągnęła takich poziomów, jak w twórczości Fryderyka Chopina, Stanisława Moniuszki i wielu innych kompozytorów, którzy to dziedzictwo artystyczne XIX wieku przenieśli w przyszłość. To samo odnosi się do sztuk plastycznych, malarstwa czy rzeźby: XIX stulecie to wiek Jana Matejki i Artura Grottgera, a na początku wieku XX pojawia się Stanisław Wyspiański, niezwykły, wielostronny geniusz, czy też Jacek Malczewski i inni. Wiek XIX to także wiek pionierski dla polskiego teatru: zapoczątkował go jeszcze Wojciech Bogusławski, a potem został rozwinięty przez wielu innych, zwłaszcza na południu Polski, w Krakowie i we Lwowie, który wówczas należał do Polski. Teatry przeżywały swój złoty okres, dokonywał się rozwój teatru mieszczańskiego i ludowego. Należy też stwierdzić, że ów rozwój kultury duchowej w XIX wieku przygotował Polaków do tego wielkiego wysiłku, który przyniósł narodowi odzyskanie niepodległości. Polska, skreślona z map Europy i świata, w roku 1918 zaistniała na nich z powrotem i od tego czasu istnieje na nich ciągle. Nie zdołało zniszczyć tej obecności nawet szaleństwo nienawiści, które wybuchło na Zachodzie i na Wschodzie w latach 1939-1945. Widać z tego, że w obrębie pojęcia „ojczyzna” zawiera się jakieś głębokie sprzężenie pomiędzy tym, co duchowe, a tym, co materialne, pomiędzy kulturą a ziemią. Ziemia odebrana narodowi przemocą staje się niejako głośnym wołaniem w kierunku „ducha” narodu. Duch narodu się budzi, żyje nowym życiem i z kolei walczy, aby były przywrócone ziemi jej prawa. Wszystko to ujął Norwid w zwięzłej formie, mówiąc o pracy: „(…) Piękno na to jest, by zachwycało do pracy – praca, by się zmartwychwstało”.

[ Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość]

Niniejsze słowa Ojca Świętego oddają zwięźle Jego sposób myślenia o wydarzeniach z 1918 roku, ich przyczynach i skutkach, a także o roli kultury w dziejach narodu polskiego. Bez przygotowania w postaci owej sztafety pokoleń oraz bez zaangażowania geniuszów poezji, plastyki i muzyki nie byłoby możliwe odzyskanie przez Polskę niepodległości. W pewnym sensie sam Karol Wojtyła przyczyniał się do tego jako młody poeta i aktor. Osoby współpracujące z nim niegdyś w Teatrze Rapsodycznym Mieczysława Kotlarczyka opowiadają, że był świetnie zapowiadającym się aktorem. Kotlarczyk był zawiedziony, gdy dowiedział się od Wojtyły, że ten zarzuca karierę aktorską. Był bowiem przekonany, że wychowuje następcę wielkich gwiazd sceny polskiej – może nawet przyszłego Osterwę, Leszczyńskiego. Na szczęście Karol Wojtyła wybrał inny kierunek. Związana jest z tym pewna anegdotka. Otóż gdy pewnego razu kard. Adam Sapieha przyjechał do Wadowic na wizytację, powitał go wierszem młody Wojtyła. Po powitaniu Sapieha zapytał jego katechetę, jakie plany ma ten młody człowiek. W odpowiedzi usłyszał: „Chce być aktorem”; „Szkoda, wielka szkoda! – odrzekł Sapieha – Przydałby nam się w Kościele”.

Chciałbym podzielić się z Państwem także moim osobistym wspomnieniem. Ojciec Święty, wówczas jeszcze kardynał, pozostawił wyraźny ślad w życiu rodzinnym moim i mojej żony. Po ślubie cywilnym upłynęło sporo czasu, zanim zdecydowaliśmy się na kościelny. Wybraliśmy nań szczególne miejsce – Stryszawę w Beskidach, as dokładniej tamtejszy klasztor sióstr Zmartwychwstanek. Nie było to proste, ponieważ według przepisów nie wolno zawierać małżeństw w kaplicach klasztorów żeńskich. Miejscowy proboszcz nie wydał zezwolenia, toteż siostra przełożona zwróciła się do kardynała Wojtyły. Nie zastała go, ale ks. Dziwisz poprosił, by przyszła raz jeszcze za tydzień. Po tym czasie otrzymała dokument z powrotem. Decyzja proboszcza została skreślona, pod nią widniały słowa „zgadzam się” i podpis „kard. Karol Wojtyła”. Gdy Wojtyła już jako Jan Paweł II przybył do Warszawy z kolejną pielgrzymką, moja żona postanowiła Mu podziękować. Udało jej się to podczas spotkania ze środowiskami twórców w Kościele św. Krzyża. Szczęśliwym zdarzeniem losu znalazła się naprzeciw Ojca Świętego, gdy ten szedł wśród tłumów wzdłuż nawy świątyni. Bardzo wzruszona, powiedziała wtedy: „Ojcze Święty, chciałam podziękować Ojcu za to, że ja i mój mąż wzięliśmy ślub w Stryszawie. Proszę o błogosławieństwo”. On spojrzał na nią… i pobłogosławił. Oto nasze osobiste wspomnienie o nim.

Ojciec Święty był również człowiekiem z poczuciem humoru. Chciałbym zacytować teraz kilka fragmentów z Kwiatków Jana Pawła II:

Ojciec Jan Góra, dominikanin, opowiadał kiedyś papieżowi o tym, jak wybitny polski pisarz żydowskiego pochodzenia Roman Brandstaetter przeżywał obecność Biskupa Rzymu w synagodze. Słysząc to, Jan Paweł II uśmiechnął się i powiedział: „A Piotr nie chodził do synagogi? Chodził, chodził”.

(…)

W kręgach kurialnych powtarza się ponoć taką oto anegdotę:

Czym się różni papież od Ducha Świętego? Duch Święty jest wszędzie, a papież… już tam był.”

(…)

Kiedyś pewien włoski dziennikarz opublikował (pod pseudonimem) w jednym z tygodników zmyśloną przez siebie informację o chorobie Papieża, a następnie – przywołując ów tekst jako źródło – napisał (tym razem pod własnym nazwiskiem) artykuł do wysokonakładowej prasy codziennej. Dziennikarz ten towarzyszył potem Ojcu Świętemu w jednej z zagranicznych pielgrzymek. Kiedy Papież zobaczył go w samolocie, powiedział: “A, to ten pan, który inaczej nazywa się w niedziele, a inaczej w dni powszednie”.

(…)

Pielgrzymi zgromadzeni w Elblągu przerywali Ojcu Świętemu często i głośno. Jan Paweł II skomentował to: – Ktoś się raz pomylił i zamiast wołać: “Niech żyje Papież!”, zaczął wołać: “Niech żyje łupież!”. Ja was do tego nie zachęcam.

(…)

Kiedy krzyczano doń: “Witaj w Licheniu”, stwierdził: – Myślałem, że mówicie: “Witaj, ty leniu”.

(…)

Z powodu choroby Papież nie mógł pojechać do Gliwic. Odwiedził jednak to miasto ostatniego dnia swojej wizyty w Polsce. – Ja bym z takim papieżem nie wytrzymał – powiedział. – Ma przyjechać, nie przyjeżdżo, potem znowu ni ma przyjechać – przyjeżdżo.

(…)

Od pewnego czasu stanem zdrowia Jana Pawła II zaczęły bardzo interesować się media. Powtarzano każdą plotkę na ten temat. A sam Papież, pytany o swoje zdrowie, odpowiadał: “Nie wiem, nie zdążyłem jeszcze przeczytać porannej prasy”.

[Kwiatki Jana Pawła II, wybór i oprac. J. Poniewierski, Kraków 2003]

Po porcji anegdot wrócę raz jeszcze do twórczości literackiej Papieża. Przypomnę kolejny fragment z cyklu Myśląc Ojczyzna, moim zdaniem ważny jako podstawa jego nauczania:

1. Gdy dookoła mówią językami, jak narastały pokolenia, wnosząc do skarbca swej ziemi rzeczy stare i nowe – Ziemia stała się łożyskiem świateł zapalonych głęboko w ludziach, płynęły wciąż jednakowo te same rzeki i wciąż na nowo opływał ziemię strumień mowy wzbierający historią. Wody rzek zbiegały ku dołowi, strumień mowy dążył w stronę szczytu. Szczytem był każdy człowiek wyrastający z tej ziemi i każdy nim jest – równocześnie szczyt wznosi się ponad każdym i ponad wszystkimi, wznosi się coraz stromiej i coraz głębiej zapada w sumienia.

2. Gdy dokoła mówią językami, dźwięczy pośród nich jeden: nasz własny. Zagłębia się w myśli pokoleń i ziemię naszą opływa i staje się dachem domu, w którym jesteśmy razem –
poza nim dźwięczy rzadko – (w grupach ludzi, którzy mówią wokoło, jakby wyspy opłynięte oceanem powszechnej ludzkiej mowy, nie znajduję własnej fali) – nie rozszerzyły się zasoby mej ziemi, jeśli nawet odpłynęła mowa, to żeby zanikać powoli w wysychających łożyskach –
nie podjęły mowy moich ojców języki narodów, tłumacząc „za trudno” lub „zbędna” – na wielkim zgromadzeniu ludów mówimy nie swoim językiem. Język własny zamyka nas w sobie: zawiera a nie otwiera.

3. Tak zwarci wśród siebie jedną mową, istniejemy w głąb własnych korzeni, czekają na owoc dojrzewań i przesileń. Ogarnięci na co dzień pięknem własnej mowy, nie czujemy goryczy, chociaż na rynkach świata nie kupują naszej myśli z powodu drożyzny słów.
Czyż nie żywimy pragnienia głębszej jeszcze wymiany? Lud żyjący w sercu własnej mowy pozostaje poprzez pokolenia tajemnicą myśli nie przejrzanej do końca.

[Karol Wojtyła, Gdy dookoła mówią językami… (w:) tegoż, Myśląc Ojczyzna]

Cytując te słowa, chcę zwrócić uwagę na nasze zakorzenienie w wielowiekowej tradycji chrześcijańskiej. Ojciec Święty nieustannie przypomina, że bez podkreślenia roli Chrystusa nie da się zrozumieć przeszłości Polski ani budować jej przyszłości. Jestem przekonany, że jeśli nie będziemy czynem dawali świadectwa jego słowom, zatracimy naszą narodową tożsamość. Wierzę gorąco w to, że nauczanie Ojca Świętego, skierowane do Polaków wprost z Jego serca, już dziś wydaje owoce. W Ewangelii czytamy bowiem, że ziarno musi obumrzeć, aby mogło wydać plon. Wy młodzi jesteście na to dowodem.

Zbliżając się już do końca, chciałbym przypomnieć słowa Ojca Świętego z pierwszej pielgrzymki, wypowiedziane przed wyjazdem z kraju…

(…) zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię “Polska”, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, – abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, – abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy. Proszę was, abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości, abyście szukali zawsze duchowej mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało, abyście od Niego nigdy nie odstąpili, abyście nigdy nie utracili tej wolności ducha, do której On “wyzwala” człowieka, abyście nigdy nie wzgardzili tą Miłością, która jest “największa”, która się wyraziła przez Krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu. Proszę was o to (…).

[Kraków, 09.06.1979]

… a także fragment medytacji z Tryptyku Rzymskiego:

Kres jest tak niewidzialny, jak początek.
Wszechświat wyłonił się ze Słowa i do Słowa też powraca.
W samym centrum Sykstyny artysta ten niewidzialny
kres wyraził
w widzialnym dramacie Sądu —
I ten niewidzialny kres stał się widzialny jakby szczyt
przejrzystości:
omnia nuda et aperta ante oculos Eius!

Słowa zapisane u Mateusza, tutaj zamienione w malarską wizję:
«Pójdźcie błogosławieni… idźcie przeklęci»…
I tak przechodzą pokolenia —
Nadzy przychodzą na świat i nadzy wracają do ziemi,
z której zostali wzięci.
«Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz».
To co było kształtne w bezkształtne.
To co było żywe — oto teraz martwe.
To co było piękne — oto teraz brzydota spustoszenia.

A przecież nie cały umieram.

To co we mnie niezniszczalne trwa!

[Jan Paweł II, Spełnienie Apokalipsy (w:) tegoż, Tryptyk rzymski]

Banałem byłoby stwierdzenie, że to, co pozostawił nam Jan Paweł II, trwa i trwać będzie. Najważniejsze jest, żeby pamięć o Nim trwała w naszych sercach, umysłach i ujawniała się w naszym postępowaniu. Serdecznie życzę wszystkim nam tu zebranym, abyśmy czerpali jak najwięcej ze skarbnicy Jego myśli oraz kierowali się w życiu Jego słowami.

Dodano: