Ks. prof. Bogumił Gacka – marzec 2007

Ks. prof. Bogumił Gacka
Kierownik Katedry Personalizmu Chrześcijańskiego(Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Warszawa)

Założyciel i redaktor prowadzący półrocznika„Personalizm”Prawda-Dobro-Piękno.
Prezes Stowarzyszenia Naukowego Personalizm. W 2000 roku Wielkiego Jubileuszu obecny z Janem Pawłem II na Górze Błogosławieństw w Ziemi Świętej

[nggallery id=128]

Treść wykładu – “Personalizm Jana Pawła II”

Terminologia

Na początku pragnę rozróżnić trzy terminy:

a) humanizm – uznaje, że człowiek nie jest zwierzęciem (animal), ponieważ ma rozum. W tym sensie humanistami byli Voltaire, Diderot, encyklopedyści francuscy.

b) antropologia – nauka o człowieku, która stwierdza, że człowiek jest osobą. Osoba ludzka ma dwa oparcia:
1. naturalne – rozum (nous)
2. nadnaturalne – wiara (emuna)

c) personalizm – to system, czyli sposób odczytywania wszelkiej rzeczywistości z faktu osoby, zarówno Rzeczywistości Stwórcy (Osoby Boskie w Trójcy) jak i rzeczywistości stworzenia (osoby ludzkie, osoby anielskie, osoba demona). Dotyczy: science, philosophy, theology, czyli prawdy, dobra, piękna (transcendentalia).
Osoba stanowi koronę rzeczywistości, a personalizm jest złotą żyłą cywilizacji.
Równa godność każdej osoby ludzkiej i równa godność każdego narodu – oto złota wykładnia personalizmu Jana Pawła II, Papieża-Polaka, Papieża-Słowianina.

1. Równa godność każdej osoby ludzkiej

Każdy człowiek jest obrazem Boga i to stanowi naturalną godność osoby ludzkiej. W Jezusie Chrystusie stajemy się przybranymi dziećmi Boga i to stanowi nadprzyrodzoną godność osoby ludzkiej. Bóg nie stworzył człowieka samotnym: gdyż od początku „mężczyzną i niewiastą stworzył ich” (Rdz 1, 27) i to ich zespolenie stanowi pierwszą formę wspólnoty osób, czyli communio personarum – ulubiony termin Jana Pawła II (Gaudium et spes, nr 12).

W książce Pamięć i tożsamość (Kraków, 2005) Jan Paweł II wyraża personalizm w rozdziale o współczesnej demokracji: „Kiedy pisałem studium Miłość i odpowie­dzialność, to największe przykazanie Ewangelii (miłości Boga i bliźniego) ukazało mi się jako norma personalistyczna. Właśnie dlatego, że człowiek jest bytem osobowym, nie możemy oddać tego, co się mu należy, inaczej, jak tylko kochając go. Tak jak miłość jest najwięk­szym przykazaniem w odniesieniu do Boga-Osoby, tak też mi­łość jest fundamentalnym obowiązkiem w odniesieniu do oso­by ludzkiej, stworzonej na obraz i podobieństwo Boga” (s. 138).

Definiując osobę ludzką w kluczu personalizmu Jana Pawła II należy stwierdzić, że osoba, to podmiot w relacji.

a) Podmiot obiektywny i podmiot subiektywny

W artykule „Osoba: podmiot i wspólnota” Karol Wojtyła prezentuje podmiot obiektywny i podmiot subiektywny oraz wspólnotę obiektywną (członkostwo) i wspólnotę subiektywną (uczestnictwo). Zatem osoba ludzka, ma wymiar indywidualny i wymiar komunitarny. Wymiar indywidualny osoby ludzkiej stanowi podmiot , zarówno podmiot obiektywny (hypostasis) jak i podmiot subiektywny (prosopon) . Podmiot obiektywny oznacza, że człowiek jest „kimś , kogo Bóg chciał dla niego samego” (Gs 22), stworzony na obraz i podobieństwo Boga (Rdz 1,27); natomiast podmiot subiektywny oznacza, że reflektuję, iż jestem osobą i stąd mam odpowiedzialność za moje czyny, czyli jak powie amerykański personalista R.T. Flewelling: „jestem świadomością świadomości”, co też podkreśla Jacques Maritain w książce Humanizm integralny.

b) Relacja obiektywna i relacja subiektywna

Wymiar komunitarny osoby ludzkiej stanowi relacja do Boga i bliźniego. Relację obiektywną nazywa Karol Wojtyła członkostwem, np. jestem członkiem Kościoła, narodu, rodziny, szkoły. To znaczy, obiektywnie, osobowo należę do organizmu Kościoła, Ciała Kościoła. Relację subiektywną nazywa Karol Wojtyła uczestnictwem, tzn. jestem uczestnikiem, biorę subiektywny, osobisty udział w Ciele Kościoła, czy w życiu narodu, rodziny. Np. katechumeni przygotowują Liturgię Słowa, czy Liturgię Eucharystii, przygotowują wprowadzenia, kwiaty i ołtarz, czyli uczestniczą w życiu wspólnoty, której są członkami. Wchodzę np. w szkole do łazienki i widzę rozlaną wodę. Jako członek szkoły mogę pomyśleć, kto to zrobił, albo dlaczego to nie jest sprzątnięte?; natomiast czując się uczestnikiem szkoły wytrę wodę, dając swój osobisty udział w życiu mej szkoły. Będąc członkiem demokratycznego narodu, np. Polski jestem zaproszony do udziału w jego życiu, historii, np. w wyborach, które stanowią formę osobistego uczestnictwa. Wg Jana Pawła II uczestnictwo wzmaga, potęguje rozwój osoby, stąd powiedzenie Karola Wojtyły, że osoba jest i staje się. Zatem nie uczestnicząc np. w wyborach powoduję, że zachodzą konsekwencje nie tylko w życiu narodu, ale przede wszystkim umniejszam swój wzrost życia osobowego, rozwoju własnej osoby.

Relacja do Boga (wertykalna) nazywa się osobowo relacją wiary (hbr. emuna – oprzeć się na Skale, a nie na sobie samym), bądź ogólnie relacją religijną. Relacja zaś do bliźniego (horyzontalna) nazywa się relacją społeczną. Stąd personalizm w nauce społecznej stanowi złoty most pomiędzy indywidualizmem, który spetryfikował się na Zachodzie w kapitalizmie czy liberalizmie, a kolektywizmem, który spetryfikował się na Wschodzie w komunizmie czy socjalizmie. Wymiar komunitarny osoby ludzkiej wyraża najpełniej Słowo Życia: „Będziesz kochał Boga ponad wszystko, a bliźniego swego jak siebie samego”, to czyń, a będziesz żył.

To z mandatu Boga, nakazu samego Boga słowo nakazuje: i wpoisz to twoim dzieciom, czyli tak jak Jezus Chrystus wpoił Słowo Życia apostołom, tak rodzice są wezwani z polecenia samego Boga, wpoić to swoim dzieciom (por. Pwt 6, 3-9). Zatem rodzice są wezwani do przekazania wiary dzieciom z osobowego mandatu samego Boga, tzn. z polecenia Osób Boskich, a nie tylko z faktu, naturalnego faktu, że przekazali dzieciom życie.

Jezus Chrystus wypełnił Słowo Życia (Szema) na drzewie krzyża przez swoją Śmierć i Zmartwychwstanie dając człowiekowi przystęp do Ojca niebieskiego i bliźnich. Dlatego z całą mocą Ewangelii i nauczania Jana Pawła II należy stwierdzić, że z pomocą Ducha Świętego osoba ludzka jest zdolna, może zrealizować relację do Boga i bliźnich, a wśród nich nieprzyjaciół, grzeszników (Kazanie na Górze). Zatem definiując – osoba ludzka, to podmiot we wspólnocie, to podmiot w relacji do Boga i bliźnich (por. Karol Wojtyła, Osoba: podmiot i wspólnota, Personalizm 5/2003).

Stąd pragnę w tym miejscu wobec pokolenia Jana Pawła II, który napisał i mocą Boga zrealizował Promieniowanie ojcostwa, oddać chwałę Panu za cud Międzynarodowych Dni Młodzieży, realizujących faktycznie Słowo Życia w skali globu: będziesz kochał Boga ponad wszystko, a bliźniego swego jak siebie samego i wpoisz to twoim dzieciom. To Wy jesteście Pokoleniem Jana Pawła II, którym wpajał te słowa Ojciec Święty z nakazu samego Boga, Jezusa Chrystusa. Realizujcie to słowo z pomocą Ducha Świętego! Najbliższe Spotkanie Młodych w Sydney, Australia, lipiec 2008 roku.

2) Równa godność każdego narodu

Po swoim Zmartwychwstaniu w Wielkim Nakazie Misyjnym Jezus Chrystus powiedział do jedenastu apostołów, którzy podążyli do Galilei na górę, gdzie wyznaczył im Jezus: „Wyruszywszy więc czyńcie uczniami wszystkie narody (panta ta ethne), chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Świętego Ducha” (Mt 28,19). W 2000 roku Wielkiego Jubileuszu zebrało się na Górze Błogosławieństw w Galilei razem z Janem Pawłem II ponad 100 narodów z całego globu, by sprawować Eucharystię. Była to godzina narodów („Personalizm” 2/2002, s. 25-40). Kiedy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale na Sąd Ostateczny i wszyscy z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały i „zgromadzą się przed Nim wszystkie narody (panta ta ethne )”(Mt 25,32). Gdy narody ziemi wchodziły na Górę Błogosławieństw przy świetle nocnych pochodni w 2000 roku Wielkiego Jubileuszu, wyglądało to jak próba Sądu Ostatecznego i rzeczywiście obecnie w Domus Galilaeae na Górze Błogosławieństw znajduje się wielki obraz Sądu Ostatecznego.

a) od praw osoby do praw narodów

W 50 rocznicę Organizacji Narodów Zjednoczonych 5 października 1995 roku w Nowym Yorku Ojciec Święty Jan Paweł II wygłosił epokowe Przemówienie do Zgromadzenia Ogólnego ONZ zatytułowane: Od praw człowieka do praw narodów. Według Jana Pawła II dążenie do wolności w drugiej połowie XX wieku objęło nie tylko poszczególne osoby, ale całe narody. W pięćdziesiąt lat po zakończeniu drugiej wojny światowej trzeba przypomnieć, że przyczyną tego konfliktu było pogwałcenie praw narodów. Wiele z nich doznało straszliwych cierpień tylko dlatego, że uznano je za „inne”. Popełniono przerażające zbrodnie w imię złowrogich ideologii, które głosiły „niższość” niektórych narodów. Niestety, także po zakończeniu drugiej wojny światowej nadal deptano prawa narodów.

Ku zaskoczeniu Organizacji Narodów Zjednoczonych Ojciec Święty Jan Paweł II zgłosił oczywisty fakt, że, „Powszechna Deklaracja Praw Człowieka przyjęta w 1948 r. bardzo wyraźnie mówi o prawach człowieka; do dziś nie istnieje jednak analogiczna umowa międzynarodowa, która pode­jmowałaby w stosowny sposób kwestię praw narodów” (nr 6). Zatem, dotąd zostały skodyfikowane prawa osoby ludzkiej, nie zostały jednak wciąż skodyfikowane prawa narodów.

W rzeczywistości problem pełnego uznania praw ludów i narodów wielo­krotnie poruszał sumieniem ludzkości, dość często stawał się też przedmiotem refleksji etyczno-prawnej. Na przykład debata jaka odbyła się podczas Soboru w Konstancji w XV w., kiedy to przedstawiciele Akademii Krakowskiej z Pawłem Włodkowicem na czele odważnie bronili prawa pew­nych narodów europejskich do istnie­nia i autonomii. Jeszcze powszechniej znane są przemyślenia uczonych z Uni­wersytetu w Salamance, z tej samej epoki, a dotyczące ludów nowego świata, czyli Indian.

W okresie pierwszej wojny światowej Papież Benedykt XV przypomniał wszystkim 28 lipca 1915 r. w swojej Adhortacji Apostolskiej do ludów prowadzących wojnę i do ich przywódców, że narody nie umierają i wzywał do spokojnego rozważenia w sumieniu praw i słusznych dążeń narodów, mając na myśli Belgię, Armenię i Polskę oraz 43 inne narody , wówczas wymazane z mapy.

Dzisiaj problem narodowości staje przed nami w nowym kontekście światowym pod wpływem oddziaływania wielorakich czynników, takich jak migracje, środki przekazu, globalizacja gospodarki. A jednak właśnie w tym uniwersalnym krajobrazie obserwujemy gwałtowne odradzanie się partykularyzmów etniczno-kulturowych, jak gdyby pod wpływem przemożnej potrzeby pod­kreślenia swojej tożsamości, przetrwa­nia, stworzenia przeciwwagi dla ten­dencji niwelującej wszelkie różnice. Jest to zjawisko, którego nie wolno lek­ceważyć ani traktować jako zwykły relikt przeszłości; fakt ten należy raczej wyjaśnić i uczynić przedmiotem pogłę­bionej refleksji antropologicznej, etyczno-prawnej i duchowej.

To napięcie między rzeczywistością partykularną a uniwersalną można bo­wiem uznać za nieodłączną cechę ludz­kiej osoby. Wspólna natura każe lu­dziom czuć się tym, kim są — członka­mi jednej wielkiej rodziny ludzkiej. Jednakże ze względu na konkretny wymiar history­czny tej natury ludzie są też w nieuni­kniony sposób połączeni ściślejszymi więzami z określonymi społecznościa­mi: przede wszystkim z rodziną, następ­nie z różnymi grupami środowiskowy­mi, na koniec z całą społecznością etniczno-kulturową, która nie przypadkiem określana jest terminem «naród», przy­wodzącym na myśl słowo «rodzić», kie­dy zaś nazywana jest «ojczyzną», wska­zuje właśnie na rzeczywistość rodziny. Ludzka egzystencja jest zatem osadzo­na między tymi dwoma biegunami — uniwersalności i partykularyzmu — po­zostającymi w stanie żywotnego napię­cia; napięcie to jest nieuniknione, ale staje się szczególnie owocne, jeśli prze­żywane jest spokojnie i w sposób zrów­noważony.

Na takim fundamencie antropo­logicznym opierają się także «prawa narodów», które nie są niczym innym, jak «prawami człowieka» ujętymi na tej szczególnej płaszczyźnie życia wspólno­towego. Refleksja na temat tych praw nie jest z pewnością łatwa – stwierdza Jan Paweł II – a to ze względu na trudności w zdefiniowaniu samego pojęcia «narodu», którego nie można utożsamiać a priori i w każdym przypadku z państwem. Ta refleksja jest jednak nieodzowna, jeżeli chcemy uni­knąć błędów przeszłości i stworzyć sprawiedliwy ład na świecie.

Podstawą wszystkich innych praw danego narodu jest z pewnością jego prawo do istnienia: nikt zatem — ani żadne państwo, ani inny naród czy organizacja międzynarodowa — nie ma prawa utrzymywać, że dany naród nie zasługuje na istnienie. To fundamental­ne prawo do istnienia niekoniecznie do­maga się suwerenności państwowej, ist­nieją bowiem różne możliwe formy prawnego zjednoczenia różnych na­rodów, takie na przykład jak państwa federalne, konfederacje lub państwa dopuszczające szeroki zakres autonomii regionalnej, np. Rzeczpospolita Obojga (Wielu) Narodów. W pewnych okolicznoś­ciach historycznych takie formy wspól­nej organizacji, nie dające suwerennoś­ci państwowej każdemu pojedynczemu narodowi, mogą się okazać nawet god­ne zalecenia, pod warunkiem, że panuje w nich klimat prawdziwej wolności, za­pewniony przez rzeczywistą realizację zasady samostanowienia ludów. Z pra­wem do istnienia wiąże się oczywiście także prawo każdego narodu do własnego języka i kultury, poprzez które dany naród wyraża i umacnia to, co można nazwać jego pierwotną «suwerennością» duchową. Historia pokazuje, że w pewnych skrajnych okolicznościach (takich na przykład jakie zaistniały w Polsce), to właśnie kultura narodu pozwala mu przetrwać mi­mo utraty niepodległości politycznej i ekonomicznej. W konsekwencji każdy naród ma także prawo kształtować swoje życie zgodnie z własnymi trady­cjami, choć oczywiście nie może to polegać na naruszaniu fundamentalnych praw człowieka, a zwłaszcza na ucisku mniejszości. Każdy naród ma prawo budować swoją przyszłość, zapewniając młodym pokoleniom odpowiednie wy­chowanie.

Jeżeli jednak «prawa narodu» wyra­żają jego żywotną potrzebę zachowania «odrębności», to trzeba z równą mocą podkreślać wymogi «uniwersalności», których wyrazem jest głęboka świado­mość obowiązków, jakie narody mają wobec siebie nawzajem i wobec całej ludzkości. Pierwszym spośród nich jest z pewnością obowiązek współżycia z in­nymi narodami w atmosferze pokoju, szacunku i solidarności wobec innych narodów. W ten sposób korzystanie z praw narodów, zrównoważone przez uznanie i wypełnianie obowiązków, sprzyja owocnej «wymianie darów», która umacnia jedność wszystkich lu­dzi.

Zatem naród, podobnie, jak osoba, ma naturalne prawo do istnienia i do rozwoju, połączone z obowiązkiem braterstwa i solidarności. Jeśli spróbujemy spojrzeć obiektywnie na rzeczywi­stość, jesteśmy w stanie dostrzec, że mimo wszelkich różnic dzielących osoby i narody istnieje między nimi pewna podstawowa wspólnota, jako że róż­ne kultury nie są w istocie niczym in­nym jak różnymi sposobami podejścia do pytania o sens istnienia człowieka. Właśnie tutaj możemy znaleźć uzasadnienie dla szacunku, jaki należy się każdej kulturze i każdemu narodowi: każda kultura jest próbą refleksji nad tajemnicą świata, a w szczególności
człowieka; jest sposobem wyrażania transcendentnego wymiaru ludzkiego
życia. Sercem każdej kultury jest jej stosunek do największej tajemnicy: Misterium Boga.

Nasz szacunek dla kultury innych jest więc zakorzeniony w szacun­ku dla podejmowanych przez każdą wspólnotę prób znalezienia odpowiedzi na zagadnienie ludzkiego życia.

Zdaniem Jana Pawła II Organizacja Narodów Zjednoczonych musi wznosić się coraz wyżej ponad model bezdusznej instytu­cji typu administracyjnego i stawać się ośrodkiem moralnym, w którym wszystkie narody świata będą się czuły jak u siebie w domu, rozwijając wspólną świadomość tego, iż stanowią — by tak rzec —jedną «rodzinę narodów». Wizja «rodziny» przywodzi na myśl rzeczywi­stość wykraczającą poza relacje czysto funkcjonalne i poza zwykłą zbieżność interesów. Rodzina jest ze swej natury wspólnotą opartą na wzajemnym zaufa­niu, pomocy i szczerym szacunku. W prawdziwej rodzinie nie panuje prawo silniejszego; przeciwnie, jej słabszym członkom, właśnie ze względu na ich słabość, zapewnia się podwójną opiekę i pomoc.

Takie właśnie postawy, przeniesione na płaszczyznę «rodziny narodów», winny kształtować — w większej je­szcze mierze niż prawo — relacje mię­dzy narodami. Historycznym, a może wręcz epokowym zadaniem ONZ jest wspomaganie tej jakościowej przemia­ny w życiu międzynarodowym, i to nie tylko przez skuteczną mediację w roz­wiązywaniu konfliktów, ale także przez szerzenie tych wartości, postaw i kon­kretnych inicjatyw solidarności, które zdolne są sprawić, że relacje między narodami wzniosą się z poziomu «organizacyjnego» na poziom — by tak rzec — «organiczny», przeradzając się – mówiąc personalistycznie – ze zwykłego «współistnienia z innymi» w «istnienie dla innych», w owocną wy­mianę darów, korzystną przede wszyst­kim dla narodów słabszych, ale ostate­cznie sprzyjającą dobrobytowi wszyst­kich.

Tylko pod tym warunkiem możliwa stanie się nie tylko równość narodów wobec prawa, ale także ich czynny udział w budowaniu lepszej przyszłości; nie tylko poszanowanie poszczególnych tradycji duchowych ale ich pełne wykorzystanie jako wspólnego bogactwa narodów.

Karta Narodów Zjednoczonych u podstaw Organizacji kładzie «zasadę równości suwerennej wszystkich jej członków» (art. 2, l) i zobowiązuje ją do «rozwijania przyjaznych stosunków po­między narodami, opartych na posza­nowaniu zasady równouprawnienia i samostanowienia» (art. 1, 2). Taka jest główna droga, którą trzeba iść do koń­ca, dokonując w razie potrzeby zmian w sposobie działania Narodów Zjedno­czonych, tak aby ONZ uwzględniała wyda­rzenia ostatniego półwiecza, kiedy to doświadczenie wolności stało się udzia­łem tak wielu nowych narodów, słu­sznie pragnących bardziej «być» i więcej «znaczyć» duchowo w skali Europy i globu.

b) Narody Zjednoczone Europy

Wsłuchując się w Wielkiego personalistę Jana Pawła II, moim zdaniem, zbrodnie XX wieku, to nie tylko fakt, że człowiek zabija człowieka , bowiem to już miało miejsce od stworzenia świata: Kain zabija Abla. Natomiast zbrodnie XX wieku polegają na deportacjach i skazaniu na zabicie całych narodów. Czynił tak Hitler i Stalin, nazizm i komunizm: dwa totalitaryzmy mordujące narody. Dlatego obecnie z wielką mocą budzą się narody. Amerykanin Robert Reich, profesor Harvardu, napisał książkę The Work of Nations (Praca narodów), w której przedstawił dwie fałszywe postawy wobec własnego narodu: kosmopolityzm – czyli lekceważenie swojego narodu i nacjonalizm – czyli przecenianie swojego narodu. Jedyna zdrowa postawa wobec narodu, to patriotyzm , czyli szacunek i miłość do własnego narodu z docenieniem innych narodów. Wobec splendoru osoby i narodu należy jeszcze raz podkreślić, że zbrodnie XX wieku (Hitler, Stalin), polegały na mordowaniu i deportowaniu narodów, dlatego teraz podnoszą się narody w swej godności i wobec globalizacji, która miażdży ekonomiczne granice państw, jest ważne cenić własny naród, jego stroje, tradycje, język, ducha, historię. Być może dzięki pomocy Ducha Świętego, który respektuje osoby i narody oraz dokonuje komunii narodów, na naszych oczach ukształtują się Narody Zjednoczone Europy (the United Nations of Europe) , co jest wydarzeniem historycznie większym, epokowym, kerygmatycznym, czyli Bóg ze zła wojen, podziałów, nienawiści ma moc wyprowadzić dobro jedności narodów Europy; niż powstanie przed ponad 200 laty Stanów Zjednoczonych Ameryki (the United States of America), które było wydarzeniem naturalistycznym, czyli rozdzieleniem terytoriów, zwanych stanami.

Jak zauważa Jan Paweł II należy ukazać zasadniczą różnicę, która istnieje między szaleńczym nacjonalizmem, głoszą­cym pogardę dla innych narodów i kul­tur, a patriotyzmem, który jest godzi­wą miłością do własnej ojczyzny. Prawdziwy patriota nie zabiega nigdy o dobro własnego narodu kosztem in­nych. To bowiem przyniosłoby ostate­cznie szkody także jego własnemu kra­jowi, prowadząc do negatywnych kon­sekwencji zarówno dla napastnika, jak i dla ofiary. Nacjonalizm, zwłaszcza w swoich. bardziej radykalnych posta­ciach, stanowi antytezę prawdziwego patriotyzmu i dlatego dziś nie możemy dopuścić, aby skrajny nacjonalizm ro­dził nowe formy totalitarnych aberra­cji. To zadanie pozostaje oczywiście w mocy także wówczas, gdy fundamen­tem nacjonalizmu jest zasada religijna, jak to się niestety dzieje w przypadku pewnych form tak zwanego «fundamentalizmu».

Jednocześnie z szacunkiem, ze zrozumieniem musimy stwierdzić, że demony nacjonalizmu drugiej wojny światowej powoli umierają i dlatego Ameryka boi się wciąż godnego słowa „naród”, podejrzliwie myśląc,że to prowadzi do nacjonalizmu.

Na zakończenie pragnę przytoczyć słowa Jana Pawła II, które wypowiedział 11 września 2000 roku w Rzymie, w Auli Pawła VI podczas audiencji papieskiej dla wspólnoty akademickiej Uniwersytetu Jagiellońskiego i KUL-u: Polska potrzebuje światłych patriotów.

„Mając na wzglę­dzie przyszłość Polski i Europy, pragnę zwrócić uwagę na jedno bardzo kon­kretne zadanie, jakie staje przed wyż­szymi uczelniami w Polsce. Chodzi o kształtowanie w narodzie zdrowego ducha patriotyzmu. Wszechnica kra­kowska zawsze była środowiskiem, w którym szerokie otwarcie na świat har­monizowało z głębokim poczuciem na­rodowej tożsamości. Tutaj zawsze ży­wa była świadomość, że Ojczyzna to jestdziedzictwo, które nie tylko obe­jmuje pewien zasób dóbr materialnych na określonym terytorium, ale nade wszystko jest jedynym w swoim rodza­ju skarbcem wartości i treści duchowych, czyli tego wszystkiego co składa się na kulturę narodu. Kolejne po­kolenia mistrzów, profesorów i studen­tów Uniwersytetu strzegły tego skar­bca i współtworzyły go, nawet za cenę wielkich ofiar. W ten właśnie sposób uczyły się patriotyzmu, czyli umiłowa­nia tego, co ojczyste, co jest owocem geniuszu przodków i co wyróżnia po­śród innych ludów, a co równocześnie stanowi płaszczyznę spotkania i twór­czej wymiany w wymiarze ogólnoludz­kim.

Wydaje się, iż dziś, kiedy obserwuje­my budzący nadzieję, ale nie wolny od zagrożeń proces jednoczenia się naro­dów Europy, Uniwersytet Jagielloński ze szczególną gorliwością winien pod­jąć tę tradycję. Jako wyjątkowe środo­wisko tworzenia narodowej kultury, niech będzie miejscem kształtowania ducha patriotyzmu – takiej miłości Ojczyzny, która staje na straży jej do­bra, ale nie zamyka bram, lecz buduje mosty, ażeby dzieląc się z innymi to dobro pomnażać. Polska potrzebuje światłych patriotów, zdolnych do ofiar dla miłości Ojczyzny i równocześnie przygotowanych do twórczej wymiany dóbr duchowych z narodami jednoczą­cej się Europy. Tymi myślami i tą modlitwą obe­jmuję również przedstawicieli Katolic­kiego Uniwersytetu Lubelskiego”, i Pokolenie Jana Pawła II.”

Dodano: