Kryzysowa nauka

KRYZYSOWA NAUKA
Paweł Wieprzowski

Kryzys finansowy, który rozpoczął się w połowie 2007 roku, właśnie się zakończył. Indeksy giełdowe od trzech kwartałów znajdują się w trendzie wzrostowym, produkt krajowy gospodarek największych państw przestał się kurczyć- recesja minęła. Pojawia się więc doskonała chwila do refleksji związanej z minionymi problemami gospodarczymi i ich przełożeniem na sferę niematerialną życia człowieka.

Spółki notowane na warszawskiej giełdzie straciły na swojej wartości w czasie kryzysu jedną trzecią jeśli odniesiemy ich bieżące notowania do rekordowych poziomów z lipca 2007 r. Nieocenioną, i często niedostrzeganą, stratą wynikającą z kryzysu w sferze kapitału finansowego są również straty w kapitale relacyjnym. Sfera stosunków międzyludzkich również została bardzo dotknięta negatywnym wpływem pogarszającej się sytuacji gospodarczej. Wraz ze wzrostem bezrobocia i spadkiem poziomu życia, możemy zaobserwować ciekawe zjawisko natury społecznej. U większości ludzi uruchamiają się dwa przeciwstawne procesy – z jednej strony można zauważyć tendencję powrotu do wiary i praktyk religijnych, a z drugiej niszczenia wskazywanych przez nią fundamentów.

Z jednej strony ludzie zaczynają się coraz bardziej zwracać ku Bogu – wszak dotychczasowa rzeczywistość finansowa i jej fundamenty kojącej perspektywy status quo ich życia zostają zachwiane. Zwykłe, ludzkie podejście do życia przestaje mieć rację bytu. Podejście polegające na przekonaniu o możliwości pełnej kontroli rzeczywistości. Kiedy przepływy pieniężne słabną lub wręcz zanikają człowiek zaczyna tracić poczucie pewności, stabilności. Wtedy w pełni zaczyna sobie uświadamiać znaczenie słów Jana Pawła II na temat zagubienia pewnego młodzieńca z Ewangelii, ale również dzisiejszego człowieka – „Pragnienie, ażeby “mieć”, ażeby “więcej mieć”, przeszkodziło mu w tym, aby “bardziej być”.” (Westerplatte, 12 czerwca 1987). Nic więc dziwnego, że kościoły znajdujące się w pobliży amerykańskiego centrum finansowego na Wall Street zaczęły się zapełniać ostatnimi czasy.

Drugim procesem jest pogorszenie i osłabianie kapitału relacyjnego (społecznego) między ludźmi. Strach przed utratą pracy zaczyna oddziaływać na stosunki między przyjaciółmi z biura – pojawia się podświadomy stan zagrożenia – kogo zwolnią: jego, czy mnie? Owe napięcia i problemy przenoszą się również na łono rodziny. Groźba utraty wysokich zarobków i luksusu staje się silnym bodźcem dezintegrującym związki, których fundamentem była sfera materialna, a nie głębsza postawa miłości. Zresztą nie dotyczy to tylko sfer zamożnej finansjery. Równie boleśnie, może czasem nawet jeszcze bardziej, uderza w osoby ubogie, których względna stabilizacja życiowa zależała od, jak się okazało, niestabilnych funkcji funduszy i banków. Przez to rośnie liczba pozwów rozwodowych. Rzeczywiście szczególnie widać to wśród rodzin bankierów i finansistów, co ekonomiści zwykli określać mianem indeksu szminki.

Rodzina i życie człowieka, w okresie kryzysu, poddane są więc testowi podłoża na jakim zostały zbudowane. Doskonałą konstatacją tych rozważań będą słowa Jana Pawła II sprzed 10 lat: „(..) budujcie dom na skale! Budujcie dom waszego życia osobistego i społecznego na skale! A skałą jest Chrystus – Chrystus żyjący w swym Kościele… Kościół to Chrystus żyjący w nas wszystkich. Chrystus jest winnym krzewem, a my latoroślami. On jest fundamentem, a my żywymi kamieniami” (Pelplin 6 czerwca 1999 r.).

 

Kryzys jest więc doskonałą okazją do sprawdzenia rzeczywistych fundamentów naszej egzystencji. Benedykt XVI w swojej ostatniej encyklice pisał “W dziedzinie społecznej, prawnej, kulturalnej, politycznej i ekonomicznej, czyli w kontekstach bardziej narażonych na tego rodzaju niebezpieczeństwo, z łatwością przypisuje się jej niewielkie znaczenie w interpretowaniu i określaniu odpowiedzialności moralnej. Stąd potrzeba łączenia miłości z prawdą nie tylko we wskazanym przez św. Pawła kierunku, «veritas in caritate» (Ef 4, 15), ale również w odwrotnym i komplementarnym kierunku — «caritas in veritate»”.

 

Jeśli Bóg, miłość, prawda, nie będą znajdowały się w centrum doświadczenia ludzkiego, nie będą organizowały jego życia szybko zobaczymy objawy wynaturzenia. Podstawowym wynaturzeniem jest stawianie wartości materialnych ponad podstawowe więzi społeczne, a więc i religijne – rodzinne, przyjacielskie, wspólnotowe. Kryzys po grecku oznacza czas sądu. Co jest wtedy sądzone? Sądzone jest nasze człowieczeństwo, to na ile zdajemy z niego egzamin. Dlatego choć budzą w nas lęk – potrzebujemy kryzysów.


 

 

 

 


Dodano: