Kolejne wieści z Tajwanu

W dzisiejszej relacji Ania opowiada nam o szkole, spotkaniach z chłopcami, świątyniach i masażu głowy. Mnóstwo wrażeń! Zapraszamy do lektury.

Szkoła Josephine jest drugą z kolei najlepszą szkołą żeńską na Taiwanie. Uczennice nie mają zbyt wiele swobody, a co za tym idzie – wolnych chwil na wychodzenie z domu i spotykanie się z ludźmi spoza klasy. Dlatego od czasu do czasu organizują sobie spotkania ze szkołami męskimi.

Na takim właśnie spotkaniu znalazłam się dzisiaj. Stanowiło to dla mnie całkowitą nowość, w Polsce raczej nie urządza się czegoś takiego. Na początku byłam sceptycznie nastawiona. Chłopcy trzymali się w swojej grupie i w drodze do restauracji nie zachowywali się, jak na gentlemanów przystało. Przeżyłam szok, kiedy całą ekipą wepchnęli się przed dziewczynami na schody w metrze. Jestem przyzwyczajona, że chłopcy zawsze i wszędzie nas przepuszczają. Jednak wbrew pozorom spotkanie wypadło całkiem dobrze. Usiedliśmy przy stolikach po trzy dziewczyny i trzech chłopców. Poznawanie się nawzajem przysporzyło nam wiele radości.

Następnie razem z Josephine poszłyśmy na spotkanie z Niemcem, który również w ramach wymiany od roku mieszka na Tajwanie. Byłam pod wrażeniem jego zdolności. Kiedy przyjechał, kompletnie nie znał tutejszego języka, a teraz prowadził z Josephine swobodną rozmowę po chińsku.

Zwiedziliśmy jedną z głównych świątyń Tajpej. Mieszczą się w niej kaplice trzech bogów. Zapamiętałam szczególnie jednego z nich – Czerwoną Twarz. Ten bóg jest bohaterem legendy o trzech wojownikach, którzy walczyli za swoją ojczyznę. Josephine powiedziała mi również, że w ich kulturze smok to symbol szczęścia, dlatego motyw ten można tu spotkać niemal wszędzie.

Ku mojej wielkiej radości wieczorem poszliśmy do japońskiej restauracji.

Na koniec miałyśmy znaleźć mamę Josephine, która gdzieś w okolicy… myła włosy. Byłam święcie przekonana, że coś pomyliłam, jednak faktycznie znalazłyśmy ją w czymś na kształt salonu fryzjerskiego. Zrobiono nam masaż pleców i głowy, podano herbatę, umyto, wysuszono, uczesano i zakręcono w loki włosy. A wszystko za ok. 12 zł! Nie mogłam w to uwierzyć. Teraz rozumiem, dlaczego te salony są tu tak popularne.

02.07.2010.

Dodano: