Kim jestem? Wokół pamięci, tożsamości i nadziei – głos stypendystek

Młode spojrzenie

  • Przełamujemy stygmę zdrowia psychicznego
    Klaudia Burkowska
    Studentka pedagogiki specjalnej i resocjalizacyjnej, pracuje jako trenerka umiejętności poznawczych, prywatnie uwielbia wszelkiego rodzaju projekty DIY. Stypendystka Stypendiów m.st. Warszawy im. Jana Pawła II.

Myślenie o sobie jako reprezentancie ogromnej grupy społecznej, jaką jest pokolenie Z, nie jest zadaniem łatwym. Szczególnie dla osoby, która do tej pory nie zastanawiała się nad tym, jakie posiada cechy wspólne z tak wieloma innymi osobami. Nie wiem, gdzie jest rozgałęzienie między tym, co charakterystyczne dla nas wszystkich, a tym, co jest tylko moje lub tylko bliskich mi osób w podobnym wieku. Wiem za to, kim JA jestem. I co dla mnie jest ważne. Ta moja perspektywa podsumowuje jakoś świetnie mi znane, powszechnie występujące postrzeganie osób z pokolenia Z – jako skupionych na sobie, zauważających siebie, będących w pierwszej kolejności jednostką, a nie częścią większej grupy.

Ja, jako członek tej grupy społecznej, bardzo cenię sobie swoje własne życie i zdanie. Nie zgadzam się na bycie uciszaną, nie zgadzam się na umniejszanie z jakiegokolwiek względu. Uważam, że każdy jest równy. Że w pracy czy poza nią nikt nie ma prawa traktować mnie gorzej, dlatego że jestem na niższym stanowisku, innej płci czy innej orientacji. Każdy ma prawo do szacunku nie ze względu na to, jaki jest, ale ze względu na to, że jest, istnieje.

Jesteśmy tym pokoleniem, które przełamało stygmę zdrowia psychicznego. To my przełamujemy rodzinne cykle przemocy psychicznej, to my zbieramy się na odwagę, by pójść po pomoc, po wsparcie. Wspieramy się nawzajem oraz dzielimy się tą siłą z innymi, by reagować, jeśli dzieje się coś nie okej. Tworzymy przestrzeń, w której można powiedzieć o przemocy, można poczuć się wysłuchanym i można zauważyć przeciwdziałanie przemocy.

W moich marzeniach każdy ma takie samo podejście do życia. Pełne szacunku wobec innych. Bez dyskryminacji, nienawiści, strachu przed czymś, czego się nie zna. Bez stereotypów i uprzedzeń. Z pełnym zrozumieniem samego siebie i swoich mocnych i słabych stron. Ze stałym samorozwojem, ze stałym dążeniem do tworzenia lepszej wersji siebie – czy to w kontekście swojego zdrowia, czy swojej wybitności.

W moich marzeniach każdy może robić w swoim życiu to, co jest jego powołaniem. Nikt nie musi pracować w miejscu, którego nienawidzi, tylko dlatego, że jego wymarzony zawód jest nieopłacalny i nie utrzyma rodziny. W moich marzeniach… jestem ja. Uśmiechnięta, pogodzona sama ze sobą i ze światem, który czasem próbuje mi pokazać, że nie ma tu dla mnie miejsca. A ja się nie daję, dalej brnę do przodu i robię wszystko, by to miejsce sobie stworzyć. Ja i całe pokolenie Z.

  • Nie – wobec narastającej beznadziei
    Sara Portka
    Studentka prawa na Wydziale Prawa i Administracji UW. Stypendystka Stypendiów m.st. Warszawy im. Jana Pawła II.

Pokolenie Z – pierwsze w pełni cyfrowe, pierwsze w XXI wieku, przedsiębiorczy, znający własną wartość, a mimo to przez niektórych spośród siebie uważani za… ostatnie pokolenie ze względu na postępujące i nieodwracalne zmiany klimatyczne. Jacy naprawdę jesteśmy, co myślimy i gdzie dążymy?

Mimo jakże popularnej opinii tych, którzy byli przed nami – „teraz to macie dobrze” – mierzymy się z wieloma wyzwaniami. Nasza młodość mija pod znakiem coraz bardziej niepewnej sytuacji geopolitycznej – wojna na granicy, zaostrzające się stosunki polityczne w zachodniej Europie. A na własnym podwórku? Zacementowane dwa obozy polityczne, które zdają się przejmować tylko walką ze stroną przeciwną. Wszystko to w cieniu nieuniknionych zmian klimatycznych, które będą determinować naszą starość. Jeśli miałabym powiedzieć, co głównie czuję, powiedziałabym, że niepewność. Niepewność o spokojne jutro i bezpieczną przyszłość. Mimo to zarówno ja, jak i moje pokolenie (przynajmniej staram się tak optymistycznie myśleć) wobec otaczającej i narastającej beznadziei mówię – nie.

Na przyjęcie konkretnej postawy wobec życia ma niebagatelny wpływ to, w jakim środowisku się dorastało. Z mojego domu rodzinnego wyniosłam tradycyjne wartości. Życie w tradycyjnej rodzinie, chrześcijańskie postawy moralne, postać Boga – to wszystko wpłynęło na ukształtowanie mnie jako człowieka. Jednak jako osoba młoda i ambitna, patrząca na świat z dużą dozą krytycyzmu, świetnie zdaję sobie sprawę z tempa rozwoju współczesnego świata i wiem, że wraz z rozwojem należy te zasady uaktualnić. Nie poddaję się bezrefleksyjnie temu, co inni uważają za słuszne, ale szukam swojej drogi. Mocno bronię równości płci i pozycji kobiety w życiu społecznym. Wierzę, że moje wybory i działania mają wpływ na rzeczywistość i że to one ją kształtują. Moje pokolenie bierze życie we własne ręce – począwszy od życia prywatnego. Nie pozwalamy za siebie decydować, sami szukamy drogi, nawet jeśli nie zawsze będzie ona słuszna. Uważamy, że o to chodzi w życiu – o próbowanie i zbieranie doświadczeń.

Nasz świat, w porównaniu do tego, w którym dorastali nasi rodzice, stwarza o wiele więcej możliwości rozwoju. Podczas gdy w życiu naszych rodziców o wiele gorzej przedstawiał się dostęp do edukacji, samorozwoju, gdzie dostępne były często tylko jedne, jedyne słuszne rozwiązania, w naszym świecie dowolnie możemy szukać idei i wartości, które nam odpowiadają. Nikt nie mówi, jak mamy żyć i co robić. Można też powiedzieć, że mamy przewagę „dwóch światów”, rzeczywistego i cyfrowego. Z każdego staramy się czerpać pełnymi garściami, wiemy, jak szukać informacji, nie dajemy sobie w kaszę dmuchać. Jesteśmy asertywni i potrafimy powiedzieć „nie”. Umiemy myśleć o przyszłości, jesteśmy ambitni. Tworzymy własną markę. Nie chcemy być szarymi pracownikami, każdy z nas jest indywidualistą. Wyrażamy siebie we własnej muzyce czy chociażby ubiorze. I nikt się temu nie dziwi.

Z drugiej strony działamy w życiu publicznym – walczymy o ekologię, równość, demokrację, o lepsze jutro. Zaczynając od najmniejszych rzeczy we własnym życiu i samodyscypliny, poprzez mniejsze akcje i happeningi, a na marszach i ogólnoświatowych ruchach kończąc. Wierzymy, że mamy znaczenie. Staramy się „być w porządku”, świadomi dziejących się zmian, walczymy o równość i sprawiedliwość dla każdego człowieka. Myślimy o otaczającym nas środowisku, nie chcemy być obciążeniem. Myślę jednak, że najważniejsze jest to, że się nie poddajemy. Nieważne, ile razy nam się nie uda, potrafimy się podnieść. Pomni doświadczeń naszych rodziców, świadomi możliwości, wiemy, że mamy o co walczyć. To sprawia, że pokolenie Z nie pozwala sobie na rezygnację. Mimo że czasem jest naprawdę ciężko, a wszystkie wysiłki wydają się iść na marne, to wierzę, że coś znaczę. Gdy świat wokół mnie płonie, ja tańczę walca i wierzę w swoją przyszłość – spokojne, a przede wszystkim szczęśliwe życie.

  • Życie zgodne z moimi wartościami
    Weronika Caban
    Studentka medycyny i psychologii, interesuje się ludźmi, relacjami, grami planszowymi i filozofią. Stypendystka Stypendiów m.st. Warszawy im. Jana Pawła II.

Jako najważniejsze w życiu wskazałabym miłość, szczęście, sens, obecność, bliskość drugiego człowieka, empatię, dążenie do wspólnego dobra, ciekawość, dążenie do samoaktualizacji. Za ważne uważam zarówno widzenie innych, jak i bycie widzianym. Bliska mi jest idea, że do pewnego stopnia sami konstruujemy to, co nada naszemu życiu sens. Jest to spojrzenie ukształtowane we mnie głównie przez studia psychologiczne, ale też przez zainteresowanie filozofią, dyskusje, rozmowy. Wiem, że ludzie mogą znacznie lepiej znosić trudności, jeśli sami nadadzą im sens, co obserwuje się na przykład w kontekście żałoby.

Myśląc o przyszłości, mam nadzieję na większą wrażliwość, uważność i samoświadomość wśród ludzi, otwartość na różnorodność, na inkluzywność i zwyczajną serdeczność. Mogłoby się to przejawiać aktywnym zwracaniem uwagi na spotykanych ludzi i próbami przyjmowania ich perspektywy, wyjściem ze swoich butów i pochodzeniem w czyichś. Mnie przez długi czas, szczególnie w okresie nastoletnim, trudno było to robić. Dopiero kontakt z osobami z innych grup społecznych, np. mniejszości, pozwolił skonfrontować wpojone mi stereotypy z rzeczywistością i nabrać do nich dystansu. Myślę, że to kontakt z różnorodnymi ludźmi, również tymi portretowanymi jako „obcy” czy wręcz „wrodzy”, pozwala wykroczyć poza proste kategorie, dostrzec w każdym człowieka i zrozumieć, że tak naprawdę możemy mieć bardzo dużo wspólnego. Pomocna jest postawa „zaciekawienia” – kiedy nie oceniamy od razu kogoś, kto jest inny, ale jesteśmy w stanie się nim zaciekawić, by wpierw spróbować go zrozumieć. Jest to postawa, którą poznałam, studiując psychologię, i od tej pory jest mi bliska w wielu dziedzinach życia.

Chciałabym też, by ludzie mocniej uświadamiali sobie, jak różny start ma każdy z nas, jakich przywilejów doświadczyliśmy w życiu, a w związku z tym jak możemy podzielić się tym, co mamy, i pomóc innym w zrealizowaniu ich potencjału i aspiracji. Takimi przywilejami mogą być zdrowie, wyższy status ekonomiczny rodziny czy państwa, w którym się urodziliśmy, to, ile czasu i troski dali nam rodzice, czy mogliśmy chodzić na zajęcia dodatkowe, jakie książki były w naszym domu, na jakim mieszkaliśmy osiedlu, do jakiej chodziliśmy szkoły, jakie mieliśmy możliwości uzyskania wsparcia (np. w moim przypadku stypendium, które jest ogromnym przywilejem), a także jakie mamy wrodzone predyspozycje. Codzienna walka o każdy grosz, choroba czy przemocowe środowisko mogą zupełnie pozbawić czasowych, a nawet poznawczych zasobów na znalezienie wyjścia z trudnej sytuacji. Dlatego uważam, że powiedzenie, że każdy jest kowalem swojego losu, zbytnio upraszcza rzeczywistość. Tak naprawdę to pomoc drugiej osobie czy wyrównywanie szans mogą zupełnie odmienić czyjś los.

Bliższe niż dążenie do wybitności jest mi dążenie do zrozumienia świata i ludzi, a także po prostu do człowieczeństwa. Troska o siebie i innych, w najbliższym otoczeniu, ale też, zgodnie z koncepcją filozofa Petera Singera – objęcie zainteresowaniem, również etycznym, szerszych grup. Dlatego ważne dla mnie jest dbanie o sprawy dotyczące wszystkich ludzi, co skłoniło mnie do wprowadzenia zmian zmniejszających mój negatywny wpływ na klimat i środowisko przez generowanie jak najmniejszej ilości śmieci, kupowanie mniej lub z drugiej ręki, wybieranie produktów lokalnych i z mniejszymi negatywnymi skutkami produkcji czy rezygnacja z jedzenia mięsa. Poszerzenie kręgu dotyczyć może nie tylko ludzi, ale też innych czujących istot wokół nas. Zapoznawanie się z różnymi argumentami i rozważenie tego, jak hodowla przemysłowa traktuje zwierzęta, skłoniło mnie do przejścia na dietę wegańską.

Wśród moich osobistych nadziei i źródeł sensu jest życie pełne miłości, odnalezienie swojego miejsca, stworzenie kochającej rodziny, która pozwoli każdemu z członków na autonomię, rozwój. Mam również nadzieję spełniać się jako lekarz, zmieniając świat na tę mniejszą skalę, przez zmienianie życia tych konkretnych ludzi, których spotkam. W kierunku tego zawodu popchnęło mnie przede wszystkim zafascynowanie biologią i organizmem człowieka, a także społeczny przekaz o prestiżu zawodu. Z czasem coraz bardziej doceniam, jak wielką wagę ma dla mnie wykonywanie czegoś pożytecznego dla innych. Praca lekarza daje do tego bardzo duże pole.

Bardzo bym też chciała całe życie się rozwijać, dążyć do: wiedzy, samopoznania, wyrażenia siebie, do nabywania nowych umiejętności, otwartości na zmiany, poznawania innych punktów widzenia.

Praca nad sobą ma bardzo ważne miejsce w tym dążeniu. Zgodnie jednak z ideą „złotego środka” Arystotelesa bliska mi jest myśl, że praca nad sobą nie powinna być rozumiana jako „tresowanie” samego siebie. Gdy stawiałam sobie coraz to nowe wyzwania, nadużywając siebie, nie tylko studiując dwa kierunki, ale też podejmując zbyt wiele dodatkowych projektów i zobowiązań, zapłaciłam za to wysoką cenę przemęczenia, utraty motywacji i pogorszenia zdrowia. Dopiero zauważenie swoich ograniczeń i okazanie sobie czułości, odpuszczenie i przerwa pozwoliły mi zrozumieć, jak ważny jest umiar i zachowanie balansu. Jak kult produktywności może mieć wysoki koszt i wcale nie prowadzić do dobrego miejsca. Jak ważne jest uwzględnienie samej siebie w tym równaniu. Stałe ćwiczenie się, rzucanie samej sobie wyzwań, przykładanie się do tego, co robię, i poświęcanie czasu innym jest nadal bardzo ważne dla mnie, ale ważny jest również czas na odpoczynek, czasem odpuszczenie czegoś, odmówienie. Może to się wiązać z czyimś rozczarowaniem, ale wiem już, że nadużywając siebie, nikomu na dłuższą metę nie pomogę ani sama nie będę szczęśliwa. Podsumowując, chyba po prostu chcę prowadzić życie zgodnie z moimi wartościami, które stale się kształtują, bo to życie w zgodzie z nimi daje, również według badań, długotrwałe poczucie sensu i szczęścia.

Opublikowano 23.06.2025

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Pierwsze spektakle Festiwalu Nowe Epifanie, warsztaty z higieny cyfrowej w ramach nowego projektu „Ciszej…” i wiele więcej. Co wybieracie z naszych lutowych propozycji?
Rozpoczynamy nabór do Chóru Centrum Myśli Jana Pawła II. Tym razem szczególnie zapraszamy głosy męskie.
Czwarty odcinek specjalny podcastu „Słuchając drogi” już dostępny! To seria rozmów przygotowanych w ramach Festiwalu Nowe Epifanie.
Ruszają zapisy na warsztaty z nowego cyklu „Ciszej. O zdrowych relacjach z technologią i dźwiękami miasta”!

Klikając „Zgadzam się” udzielasz zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych dotyczących Twojej aktywności na naszej witrynie w celach analitycznych, zapewnienia prawidłowego działania funkcjonalności z serwisów społecznościowych oraz serwerów treści. Szczegółowy opis celów i zakresu przetwarzanych danych znajdziesz tutaj.