Zdjęcia w portfelu, fragmenty ubrań, kosmyki włosów zamknięte w naszyjniku czy puzderku, maskotki, miniatury, olejne portrety, a także niedokończone rysunki na pomiętych, często zalanych kawą niewielkich kartkach. Czy może być coś bardziej intymnego, osobistego, ukazującego więź i bliskość rodzicielską?
Dziś twarz małego dziecka widniejąca na niewielkim prostokątnym papierze umieszczonym za plastikową kieszonką wysłużonego portfela to coś magicznego, choć i prozaicznego w życiu dorosłego człowieka. Ale kim jest to dziecko, którego wizerunek lata temu został zatrzymany w czasie na kliszy czy płótnie? Czy to jedynie zdjęcie potomka, ułamek jego życia, chwili, którą ktoś chciał zatrzymać? Czy potrzeba ciągłej, nieprzerwanej więzi z kimś niezwykle istotnym dla matki lub ojca? Czy ten wizerunek ma jedynie przypominać o tym, że rodzic może być dla dziecka przyjacielem, opiekunem, pierwszym wychowawcą i nauczycielem?
W jednej z sal Muzeum Narodowego w Warszawie od 2023 roku obok majestatycznego płótna ukazującego Bitwę pod Grunwaldem Jana Matejki można zobaczyć dwa niepozorne portrety, które na moment, w przerwie od historycznego szaleństwa, zatrzymują zwiedzającego w prywatnej odsłonie życia artysty. To wizerunki dzieci – córek – jednego z najwybitniejszych polskich malarzy, który tworzył w burzliwych czasach przemian społecznych, politycznych i kulturowych naszego kraju. Analizując listy, wspomnienia, dzienniki czy naukowe notatki, można zauważyć, iż był to również okres przemiany w podejściu do bliskości i obecności rodzicielskiej. Jakim ojcem mógł być tak zapracowany artysta jak Jan Matejko, rodzic czwórki dzieci, człowiek, który malował Stańczyka, Hołd pruski czy Rejtana? Jak radził sobie z burzliwym małżeństwem z kobietą dotkniętą problemami związanymi ze zdrowiem fizycznym oraz psychicznym, często odreagowującą negatywne emocje na dzieciach i mężu?
Jan Matejko poślubił Kornelię Teodorę Giebułtowską 21 listopada 1864 roku. Rok później przyszedł na świat ich pierwszy syn Tadeusz (ur. 1865), następnie Helena (ur. 1867), Beata (ur. 1869), Jerzy (ur. 1873) i Regina (ur. 1878), czyniąc z artysty szczęśliwego ojca. Mimo iż małżeństwo nie należało do spokojnych i udanych, według listów zachowanych w archiwach krakowskich śmiało można stwierdzić, iż więź, jaka łączyła Jana z dziećmi, była wyjątkowa. Nie sposób jednak rozpatrywać bliskość i ojcowską miłość Jana Matejki w oderwaniu od jego działalności artystycznej i społecznej. Mimo obowiązków zanurzonego w „historycznym obłędzie” artysty i społecznika łączył on rolę malarskiego szaleńca z autorytetem opiekuna, a często przyjaciela dzieci, uważnego uczestnika ich życia i nad wyraz troskliwego ojca.
Pracownia przy ulicy Floriańskiej w Krakowie była dla jego dzieci miejscem otwartym. Mogły stale uczestniczyć w życiu słynnego ojca, mieszać farby, przygotowywać rekwizyty, zadawać pytania czy pozować zarówno do majestatycznych batalistycznych obrazów, jak i niewielkich szkiców przygotowywanych na szybko na niewielkim skrawku papieru, zawsze okraszonych opowieściami ojca o świecie sztuki, historii Polski i znaczeniu jego obrazów.
XIX wiek charakteryzował się rodzajem sztywnej relacji rodzicielskiej, narzucał wręcz dystans pomiędzy rodzicami a dzieckiem. Matejko, choć skupiony na ukazywaniu wydarzeń historycznych, obalał tradycję muru dzielącego rodziców od dzieci, zastępując sztywną etykietę nadmierną czułością. W dziele z 1870 roku, dziś przechowywanym w Muzeum Narodowym w Warszawie, w królewski wręcz sposób ukazuje na jednym obrazie trójkę swoich dzieci – Tadka, Beatę i Helenkę, oraz leżącego u stóp chłopca psa. Obraz, przepełniony bogactwem w postaci czerwieni perskiego kobierca, złotych brokatów oraz wylewającego się przepychu w formie grubych fałd futer, łączy się z autentyczną czułością ojca. Jednocześnie młodzi modele doskonale wiedzą, co mają robić, przygotowani zarówno do pozowania ojcu, jak i do przejęcia dziedzictwa rodziców. Idylliczny wizerunek przez wielu historyków sztuki jest interpretowany jako wyobrażenie ciepła ojcowskiej miłości, bliskości i oddania. Marta Kłak-Ambroziak, kuratorka wystawy Matejkowie. Następne pokolenie w domu Jana Matejki w Krakowie w 2020 roku, określa artystę jako nieprawdopodobnie skupionego na dzieciach ojca.
Obraz ten, zamknięty w prostokącie 128 × 160,5 cm, można wręcz dopasować do przepełnionych miłością, czułością, a czasem naznaczonych patosem listów ojca do dzieci. Zupełnie inaczej ma się to do kolejnego przedstawienia dzieci, już w większej grupie, z 1879 roku, przechowywanym we Lwowskiej Galerii Sztuki im. Borysa Woźnickiego we Lwowie. Wizerunek starszych dzieci nie jest już tak liryczny jak ten przechowywany w Warszawie. Tu, niczym następcy tronu, młodzi ludzie, jakby zmuszeni do pozowania, nie przedstawiają sielanki, a w pełni zaplanowany i wyreżyserowany spektakl dramatyczny. Ta delikatna dziewczyna z poprzedniego obrazu, w białej, wręcz perłowej sukience przyozdobionej kobaltowymi wstążeczkami, wpatrująca się z oddaniem w ojca, tu stała się dumną debiutantką historycznych bali, a młodzieniec tym razem przeobraża się w woja wyciągniętego z historycznych scenerii z pracowni ojca przy ulicy Floriańskiej. Czułość opiekuna do wyobrażenia drobnych, cukierkowych twarzyczek dzieci zastąpiło w tym wypadku oddanie całej swej uwagi fakturom. Zupełnie inaczej w tym obrazie potraktowano wyobrażenie futra czy padającego na tkaniny światła. Młodzi spadkobiercy wielkiego nazwiska zaczęli wchodzić w wiek dojrzewania, przeżywać swoje młodzieńcze dramaty. Analizując źródła, doszukać się można, że Tadeusz miał problemy w nauce, trudności w kontaktach międzyludzkich, co miało swe dalsze konsekwencje w dorosłym życiu. Jerzy był zaś buntującym się młodzieńcem, a Beata, o której dzisiaj można znaleźć niewiele informacji, stale pozostawała w cieniu wielkiego ojca. Wielu historyków sztuki dopatruje się w tej przemianie zarówno rozwoju artystycznego, jak i próby zapanowania nad chaosem trudnego życia artysty, tak by dzieci odczuły przyjacielskie i uważne wsparcie ojca, zamiast sfrustrowanego opiekuna. Czarna Dama, bo tak często można czytać w źródłach o owianej złą sławą małżonce artysty, nie była idealnym przykładem dla dzieci. Temperamentna, uparta, często choleryczna, w żartobliwy sposób w szkicach artysty przedstawiana jako bacznie strzegąca męża przy pracy „opiekunka”.
W małżeństwie malarza nie brakowało napięć, konfliktów często wywoływanych z błahych powodów, przeplatanych bardzo czułymi, wręcz pompatycznymi listami bliskich sobie na swój sposób małżonków. Dziś śmiało można powiedzieć, iż było to małżeństwo burzliwe, choć z tradycjami, ze wzlotami i upadkami, które w wielu trudnych momentach dotykały w sposób bolesny dzieci. Sprawowanie od 1873 roku stanowiska dyrektora Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie, coraz większa popularność i znaczenie w świecie sztuki, a tym samym wpływ na pozycję i sytuowanie rodziny, powodowały, że atmosfera rodzinnej sielanki zmieniała się w przepełnioną negatywnymi emocjami. Popadająca w stale pogłębiający się obłęd Teodora zaczęła podupadać również na zdrowiu fizycznym. Dolegliwości związane z cukrzycą, otyłością i odczuwanym bólem były przyczyną narastającego w niej gniewu i zniecierpliwienia, często wyładowywanych na członkach rodziny, a tym samym stawała się coraz to większym obciążeniem emocjonalnym dla dorastających dzieci. Sytuację pogarszały dotykające rodzinę Matejków tragedie. Ostatnia z córek artysty, Regina, w zaledwie miesiąc po urodzeniu zmarła. Śmierć ta doprowadziła do załamania silnie związanego z dziećmi ojca.
Problemy psychiczne Teodory doprowadziły do umieszczenia jej w szpitalu psychiatrycznym w 1882 roku. Tym samym opieka nad czwórką dzieci spoczęła całkowicie na ojcu. W wielu relacjach, zapiskach i badaniach doszukać się można, iż Matejko bał się o życie swoje oraz dzieci. Stale pojawiające się problemy finansowe, brak planów na przyszłość, zadbanie o odpowiednie zamążpójście córek spędzało sen z powiek utalentowanego ojca. Projektowanie kreacji oraz towarzyszenie córkom na balach, których tak nie znosił, miało również ogromny wpływ na bliskość z dorastającymi dziećmi. Dopiero po latach niepewności, zmian, konfliktów, niedomówień 1 listopada 1893 roku przy łożu śmierci artysty nastąpiło pojednanie małżonków oraz upragniony spokój w rodzinie Matejków.
Mimo trudności wywołanych chorobą matki, problemów związanych z samotnym ojcostwem Matejki dzieci odwzajemniły miłość ojca. Wskazuje na to stała obecność Heleny w pracowni artysty, którą obrazują zachowane do dzisiaj szkicowniki młodej malarki, często tak czule wzbogacane kreską ojca, oraz pojawianie się córki na wielu obrazach, w tym także portretach.
Wspomniane na wstępie dwa portrety są wręcz wyrazem ogromnego przywiązania, czułości ojca wobec córek. Po rozłące trwającej 150 lat Beata oraz Helena w postaci portretów zawieszonych prostopadle do siebie ponownie wróciły do rodziny w przestrzeni wypełnionej obrazami ojca. Helena z krogulcem oraz Beata Matejko z kanarkiem to niezwykłe dzieła ukazujące zarówno ogromny kunszt malarza, jak i jego szacunek oraz oddanie wobec dzieci. W tych wizerunkach widać uwielbienie i czułość ojca, który niczym współczesny fotograf zatrzymał to, co najwspanialsze w portretowanej osobie. W źródłach odnajdujemy, iż Helena mogła być ulubioną córką Jana Matejki, ale czy patrząc na te obrazy, można tak jednoznacznie wskazać preferencje ojca względem jednej z córek? Chyba nie odważyłabym się na takie stwierdzenie. W tych dwóch portretach widać natomiast ogromną więź, jaką chciał przedstawić artysta. Wystarczy stanąć przed obrazem i skupić się na spojrzeniu pełnym zaufania i oddania wobec artysty. Postaci nie są zamknięte w ciasnej architektonicznej przestrzeni, lecz ukazane na łonie natury, na tle gęstego lasu. Bije z nich siła, nie zaś pompatyczność współczesnych im portretów. Idealne wręcz odwzorowanie przestrzeni, fizjonomii ciał córek, delikatność stworzeń im towarzyszących i to przenikliwe spojrzenie czynią z tych obrazów idealne podkreślenie czułości ojca do dzieci. Jan Matejko był niewątpliwie jednym z najwybitniejszych malarzy i wizjonerów XIX-wiecznego świata polskiej sztuki. Był również czułym ojcem, który na miarę swoich trudnych społecznie czasów i możliwości stanowił uosobienie ojcowskiej miłości dla czwórki swoich dzieci. Listy, dzienniki, wspomnienia i relacje rodzinne ukazują go jako człowieka uczuciowego i otwartego na dialog. Bliskość, jaką budował z dziećmi, była nie tylko wyrazem osobistej wrażliwości artysty, lecz także świadectwem stale przekształcających się wzorców rodzicielstwa w drugiej połowie XIX wieku. W ogromnym dorobku artystycznym Matejki to właśnie w wizerunkach dzieci widać ogrom czułości i opiekuńczości. Helena z krogulcem oraz Beata Matejko z kanarkiem są, odważę się to tak określić, najbardziej intymnymi, a także prywatnymi przedstawieniami jego wewnętrznego oddania i bliskości rodzicielskiej oraz silnej więzi z dziećmi.
Marta Król
Doktor nauk o sztuce, publicysta, artysta specjalista ds. projektów edukacyjnych w Centrum Myśli Jana Pawła II.
Pobierz magazyn