Hm Marcin Jędrzejewski – luty 2007

Hm Marcin Jędrzejewski
W latach 1993-1997 Naczelnik Harcerzy ZHR, obecnie Przewodniczący ZHR.

Od 1983 roku zaangażowany w organizację służby porządkowej, informacyjnej, sanitarnej podczas pielgrzymek Jana Pawła II do Polski. W 1981 roku jako szef sztabu Białej Służby współpracował z Komitetem Organizacyjnym Pielgrzymki Jana Pawła II do Polski.

W 1986 roku uczestnik pielgrzymki harcerzy do Castel Gandolfo, gdzie osobiście spotkał się z Ojcem Świętym.

[nggallery id=129]

Treść wykładu – “Moje spotkania z Janem Pawłem II”

Wybrane fragmenty wykładu…

Należę do pokolenie, które wzrastało z Ojcem Świętym. Kiedy rozpoczynał się jego wspaniały pontyfikat, miałem zaledwie 10 lat. Wieczór wyboru Karola Wojtyły na papieża pamiętam jako coś bardzo mglistego – w tym wieku nie rozumie się zbyt dobrze niektórych wydarzeń. Przypominam sobie natomiast atmosferę w domu: niezwykle podniosłą, pełną wzruszenia, niedowierzania, szczerej nadziei i poczucia, że zdarzyło się coś wielkiego.Pamiętam także pierwszą pielgrzymkę Ojca Świętego do Polski. Dla moich starszych kolegów i instruktorów stanowiła ona wielką inspirację. Wezwanie Jana Pawła II: „Niech stąpi Duch Twój, i odmieni oblicze ziemi, tej ziemi!”, my harcerze potraktowaliśmy tak samo dosłownie, jak miliony Polaków. Wszyscy chcieliśmy odmienić rzeczywistość, w której przyszło nam żyć.

Papieskie harcerstwo…

Z pewnością Ojciec Święty jest jednym z twórców niezależnego harcerstwa pokomunistycznego. Bez jego nauk i inspiracji nigdy nie przeszlibyśmy drogi od przybudówki komunistycznej do wychowawczej organizacji, którą ZHP jest dzisiaj. Zawsze byliśmy mu wdzięczni i kiedy porozumienie „okrągłego stołu” umożliwiło nam zbudowanie niezależnej organizacji, postanowiliśmy, że dalej będziemy mu służyć.

Biała służba…

Poprzez swoje nauczanie papież dotarł do harcerzy w sposób bardzo głęboki. My zaś, starając się jak najlepiej go przyjąć, rozpoczęliśmy działalność w tzw. „Białej Służbie”. Składały się na nią głównie pomocnicze służby medyczne działające w czasie spotkań Jana Pawła II z wiernymi, podczas których gromadziły się wielkie rzesze ludzi. W czasie trzeciej pielgrzymki papieża w 1987 roku również i ja miałem swój bezpośredni udział w pracach organizacyjnych. Byłem wtedy młodym instruktorem, jeszcze nie pełniłem zbyt ważnych funkcji, ale pamiętam to niesamowite oczekiwanie na przyjazd papieża.

„Biała Służba”, która w latach 80. była wyrazem pewnego sprzeciwu wobec władz, stała się bardzo ważnym elementem działalności harcerskiej. Przy kolejnej wizycie Ojca Świętego w roku 1991 to ja kierowałem warszawską „Białą Służbą”. Tutaj miał miejsce kolejny fenomen związany z Ojcem Świętym. Tylko z Mazowsza do „Białej Służby” stawiło się 1200 harcerzy i harcerek w wieku od 15 do 25 lat.

Nie było to łatwe zajęcie. Najpierw przechodziło się kilkumiesięczny cykl szkoleń medycznych, potem uczestniczyło w specjalnych rekolekcjach, a na koniec zaliczało ćwiczenia. Sama służba była równie wymagająca. Entuzjazm był tak wielki, że wszyscy prześcigali się w pomysłach: co jeszcze można by zrobić, żeby godnie przyjąć Ojca Świętego.

Pierwsza „Biała Służba” w 1983 roku została zorganizowana w Częstochowie bez jakiejkolwiek współpracy z władzami, co stanowiło olbrzymie zaskoczenie dla wszystkich. „Kanałami” własnymi został puszczony sygnał, że jedziemy do Częstochowy na „Białą Służbę”. Oczywiście trzeba było pojechać w stroju „cywilnym”. Wyglądało to tak, że nagle w Częstochowie zaczęły wysiadać grupy młodzieży w jednakowych butach pionierkach, wszyscy z jednakowymi plecakami. W dodatku od razu ustawiali się w kolumny marszowe… Cała grupa młodzieży rozbiła miasteczko namiotowe. Kilka godzin przed mszą świętą, na dany sygnał, wszyscy wrócili do namiotów i po pięciu minutach wyszli na służbę jako harcerze. Władze były kompletnie zaskoczone. Nie spodziewały się, że coś takiego może nastąpić. Dlatego przed pielgrzymką w roku 1987 władze naciskały na harcerzy, by przypadkiem nie stawili się na „Białą Służbę”. Niemniej jednak w tym czasie cały aparat socjalistyczny powoli się rozpadał, w związku z tym wszyscy bez większych problemów mogli się na służbę stawić. Strona kościelna bardzo popierała naszą działalność i wzywała do aktywności. W roku 1991 było już zupełnie inaczej. Przeminęła epoka komunizmu, a poza tym mieliśmy jeszcze silniejsze wsparcie ze strony władz kościelnych. Funkcjonariusze policji zaś niechętnie z nami współpracowali, jednak z roku na rok sytuacja się poprawiała. W tej chwili normalną rzeczą jest to, że przy wielkich zgromadzeniach obok służb porządkowych i medycznych pracują harcerze. Oczywiście nie mają dostępu np. do aparatury diagnostycznej, ale udzielają pomocy przedmedycznej, przenoszą poszkodowanych do karetek, gdzie zajmują się nimi specjaliści. Współcześnie wzrosła też rola samorządów, które chętnie zapraszają nas do współpracy. Przed rokiem 1991 sami musieliśmy przypominać, że jesteśmy gotowi do pomocy, ale, jak wiadomo, mówimy o różnej mentalności urzędników i funkcjonariuszy.

Prywatna audiencja…

W czasie spotkań z papieżem najczęściej pełniłem służbę. Bardzo często trzeba było pomagać osobom, które zasłabły. Oprócz tego roznosiliśmy wodę, ustawialiśmy kordony, które kierowały wiernych w odpowiednią stronę. W roku 1996 przeżyłem coś, co miało zupełnie inny wymiar. Władze ZHR-u zdecydowały wtedy, żeby zorganizować pielgrzymkę do Castel Gandolfo i na audiencji osobiście podziękować Ojcu Świętemu za wszystko, co zrobił. Miałem przyjemność uczestniczyć w tej pielgrzymce. Pojechało nas prawie 100 osób. Pamiętam ten dzień audiencji prywatnej ­– pełen nastroju radosnego wyczekiwania, podniosłości, a także pewnego niepokoju. Było to dla nas wielkie przeżycie, spotkanie o zupełnie innym charakterze niż w trakcie pielgrzymek do ojczyzny. Nasz przyjazd przypadł na czas tuż przed operacją papieża( wkrótce po tym, jak wykryto u niego chorobę Parkinsona), nie byliśmy więc pewni, czy stan zdrowia Ojca Świętego umożliwi spotkanie. W końcu podjęto decyzję o prywatnej audiencji. Pamiętam jak dziś ten dziedziniec Castel Gandolfo, całą naszą setkę i papieża, który niestety był już mocno schorowany. Widać było, że spotkanie z nami jest dla niego męczące, a mimo to emanowała z niego olbrzymia siła, która powodowała, że my, młodzi, czuliśmy się od niego słabsi. Przyszliśmy po to, żeby z potężnego ducha zamkniętego w zmęczonym ciele zaczerpnąć siły do dalszej działalności. Krótkie słowa, które do nas wygłosił, osobiste błogosławieństwa, sama możliwość zamienienia z nim kilku zdań: wszystko to niezmiernie nas wzruszyło. Pamiętam, że ja prosiłem o błogosławieństwo i zdrowie dla dzieci (byłem wkrótce po ślubie). Dziś jestem szczęśliwym ojcem dwóch synów i myślę, że to błogosławieństwo w znacznej mierze przyczyniło się do mojej radości.

Pożegnanie

Moment pożegnania z papieżem był dla nas bardzo smutny, tym bardziej że zdrowotne rokowania były niepewne. Poprosiliśmy o możliwość zrobienia wspólnej fotografii. Ojciec Święty stanął miedzy nami, robiliśmy zdjęcia i zaczęliśmy mu śpiewać piosenki harcerskie. Posłuchał kilku piosenek i odszedł. Na moment zatrzymał się w połowie drogi, żeby usłyszeć kolejną piosenkę. Widać było, że chciałby zostać z nami jak najdłużej, by dzielić atmosferę braterstwa, którą udało nam się stworzyć. Na pewno wiedział, że jest dla nas wielką inspiracją i daje nam siłę do działania. Kiedy już doszedł do drzwi, odwrócił się do nas i pomachał na wpół uniesioną ręką. Do dziś pamiętam ten moment.

Żal po śmierci Jana Pawła II był tak wielki, że kiedy w czasie uroczystości pogrzebowych trzeba było zorganizować służby sanitarne i porządkowe, władze naszej organizacji zdecydowały się nazwać je „Ostatnią Białą Służbą”. Myśleliśmy, że skoro Jan Paweł II odszedł, to kończy się również czas naszej służby dla niego. Tymczasem wybór Benedykta XVI, który w znacznej mierze kontynuuje naukę Jana Pawła II, pokazał, że spuścizna papieża Polaka jest czymś ponadczasowym. Zeszłoroczna pielgrzymka Benedykta XVI rozpoczęła nowy etap naszej działalności: w „Białej Służbie” ponownie zebrało się kilka tysięcy osób. Jan Paweł II nauczył nas, że służba Bogu powinna być wyrażana przez służbę drugiemu człowiekowi, miłość, szacunek i poświęcanie się dla niego. Jesteśmy mu za to bardzo wdzięczni, tym bardziej że początki jego nauczania przypadły na bardzo trudny moment historyczny. Chociaż ja sam realnego komunizmu zasmakowałem niewiele, chociaż stan wojenny pamiętam jeszcze ze szkoły podstawowej, to jednak odczuwam ten okres jako coś mrocznego i niepokojącego. W tym złym czasie Jan Paweł II stał się przewodnim światłem, niedoścignionym wzorem dla młodzieży. Z pewnością mamy do czynienia z niezwykłym fenomenem: wiadomo, że młodzi niechętnie polegają na autorytetach. Tymczasem Ojciec Święty umiał nas porwać i to porwanie trwa tak naprawdę do dziś. Zawsze, gdy się pojawiał wśród nas, potrafił mówić o rzeczach, które nas bolały, dodawał otuchy. Był takim niekwestionowanym autorytetem, których w dzisiejszych czasach nam brakuje.

Dodano: