Geniusz mężczyzny

Inspiracje

Co takiego różniło w podejściu do pojęcia męskości dwóch papieży: Franciszka i Jana Pawła II?

Nauczanie papieża Franciszka często kojarzy nam się z zagadnieniami eklezjalnymi: synodalnością, kwestią otwartości na peryferia, misyjnością albo wizją władzy w Kościele. Bardzo rzadko wychodzi się z tego kręgu tematów i zapomina się o formacyjnym aspekcie nauczania papieża Franciszka. Zbyt często sprowadza się to nauczanie do bon motów o tłuczeniu talerzy w związku albo niestosowności plotkowania, skoro nosi się spodnie. Często też dokonuje się bardzo krzywdzącego konfrontowania nauczania św. Jana Pawła II i Franciszka. Zapomina się o różnicach kulturowych, które ich dzielą (mieszkaniec galicyjskiej prowincji ma inne doświadczenia niż ktoś pochodzący z jednego z większych miast Ameryki Południowej), doświadczeń formacyjnych (podziemne seminarium i jezuickie Ćwiczenia duchowe), czy nawet doświadczeń rodziny (osoba samotna i człowiek z rodziny wielodzietnej). Ten artykuł jest próbą odpowiedzenia sobie na pytanie, jaki obraz mężczyzny promuje w swoim nauczaniu Franciszek. Jednak nie można mówić o tym obrazie mężczyzny w oderwaniu od nauczania Jana Pawła II.

W swoim nauczaniu na temat męskości Jan Paweł II podkreślał dwa aspekty z nią związane. Pierwszy z nich odnosi się do seksualności mężczyzny i związanej z nią płodności. Mężczyzna jest odpowiedzialny za życie, które wynika z jego płodności. Karol Wojtyła stwierdza: „nie może (mężczyzna) nie uznać czy też nie przyjąć tego, do czego on sam również się przyczynił. Nie może mówić: »nie wiem«, »nie chciałem«, »ty chciałaś«. Za nowe życie zarówno mężczyzna, jak i kobieta są odpowiedzialni wspólnie wobec siebie samych i wobec innych ludzi”. Podkreśla konieczność zaangażowania mężczyzny w macierzyństwo kobiety oraz proces wychowania dziecka: „Ma to ogromne znacznie dla całego procesu wychowawczego dziecka”. Kształtowane w tym czasie wzorce zachowań oraz sposób przeżywania swojej płci mają kluczowe znaczenie w kształtowaniu tożsamości płciowej dziecka. Jan Paweł II zauważa wręcz, że „przeżywamy dzisiaj kryzys »społeczeństwa bez ojców”. Jest to oczywiście związane ze szczególną naturą płodności mężczyzny, który zachowuje tę zdolność przez całe życie.

Kolejnym aspektem męskości, który podkreśla Jan Paweł II, jest rola pracy w życiu mężczyzny i jej miejsce w rodzinie. „Te dwa kręgi wartości – jeden związany z pracą, drugi wynikający z rodzinnego charakteru życia ludzkiego – muszą łączyć się z sobą prawidłowo i prawidłowo się przenikać”. Mężczyzna w oczach Jana Pawła II ma więc podwójne obowiązki i jego zadaniem jest tak zbalansować je, aby jedne nie były wypełniane kosztem drugich. Praca mężczyzny staje się w tym świetle oznaką miłości. „Każdy człowiek pracuje, ażeby utrzymać rodzinę, znaczy to, że w pracę swoją wkłada codzienny trud miłości. Rodzina bowiem bierze początek z miłości i jest stałym jej wyrazem, stałym jej środowiskiem”. Ważne jednak, by obowiązki związane z pracą nie sprawiły, że mężczyzna staje się nieobecny w życiu rodziny. Możemy tu zauważyć tradycyjne odniesienie do nauczania Kościoła o obowiązkach stanu. Dostrzegamy też zmianę, jaka zaszła w społeczeństwie, ponieważ te słowa można obecnie w wielu przypadkach odnieść do kobiet.

Jan Paweł II widzi w mężczyźnie ojca odpowiedzialnego za swoją rodzinę oraz jej żywiciela. Nie zapomina jednak o partnerskości relacji w związku małżeńskim. Cytuje świętego Ambrożego z Mediolanu: „Nie jesteś panem, lecz mężem, nie służącą otrzymałeś, ale żonę […]. Odpłać życzliwością za życzliwość, miłość wynagrodź miłością”. Dokonując lekkiej dygresji: Kościół od zawsze widział równość i wzajemność w relacji małżeńskiej, czego wyrazem są napomnienia z Rituale Romanum, że zgoda na małżeństwo tylko jednej strony nie wystarcza.

Współcześnie niektóre środowiska traktują męskość i kobiecość jak dwie skrajności i w myśl paradygmatów gender uznają je za formę systemowej opresji (można wręcz wskazać odniesienia do marksizmu z jego wizją świata jako miejsca wzajemnego ucisku i nadużywania władzy). Role płciowe są uważane za coś przestarzałego, a nawet kwestionuje się wręcz samo istnienie płci biologicznej jako czynnika determinującego role oraz zachowania społeczne człowieka. W skrajnych przypadkach za najbardziej pożądaną formę seksualności uznaje się niebinarność lub androginizm. Wzrasta odsetek osób, zwłaszcza młodych, odczuwających zaburzenia tożsamości oraz identyfikacji płciowej.

W tym kontekście kulturowym pojawia się idea walki z toksyczną męskością. Jednak czym jest toksyczna męskość? Na początku była definiowana jako męskość wartościująca role płciowe, przy czym była uważana za coś lepszego niż kobiecość. Nieco przypomina to logię z apokryficznej Ewangelii Tomasza, w której Jezus mówi, że kobieta ma stać się mężczyzną, aby osiągnąć zbawienie. Tak postrzegana męskość jest agresywna i nie pozwala na rozwój kobiecości. Staje się również opresją wobec samego mężczyzny, który nie może okazać swojej słabości i emocji. Współcześnie jednak coraz częściej za toksyczną męskość uważa się całkiem naturalne zachowania ludzkie przypisywane mężczyznom, takie jak skłonność do konkurencji i rywalizacji lub działanie na zdrowym poziomie agresji (większa skłonność do walki niż ucieczki). Objawem toksycznej męskości staje się zdrowy styl życia, sport czy chęć spędzania pewnej części wolnego czasu w wyłącznie męskim towarzystwie, a nawet sposób siedzenia lub używanie określonych perfum. Oczywiście takie trendy spotykają się z zarówno racjonalnym, jak i nieracjonalnym oporem. Istnieją ruchy wspierające mężczyzn w trudnym położeniu, pomagające im dbać o poczucie wartości lub o własne zdrowie. Mężczyźni razem uprawiają sport, rozwijają się i starają się spędzać czas z synami (co ma za zadanie włączać ich we wspólnotę mężczyzn – wszak oświata i wychowanie są mocno sfeminizowane). Jako nieracjonalna odpowiedź na te nurty społeczne pojawiają się ideologie redpill oraz blackpill. Odrzuca się związki i sprowadza się je do swoistej wymiany na rynku. Największe szanse na tworzenie związków ze spełniającymi kulturowe wzorce kobietami mają mieć mężczyźni wpisujący się w kanon kobiecych fantazji i pragnień seksualnych, których symbolem staje się bohater bijącej rekordy popularności książki Blanki Lipińskiej 365 dni. Ideologie te są więc czymś w rodzaju antyfeminizmu, wypaczonego sprzeciwu wobec zjawiska opisanego przez Esther Vilar w Der dressierte Mann (Tresowany mężczyzna), gdzie pokazany jest system władzy kobiet nad mężczyznami, w którym w nagrodę za stanie się „niewolnikiem kobiety”, mężczyzna może „okazjonalnie korzystać z jej pochwy”. Jednak te ideologie w swoich założeniach są właśnie ukształtowane przez tresurę opisaną przez Vilar. Męskość związana jest z wydolnością seksualną, a poczucie męskości jest wzmacniane poprzez stosunek seksualny z kobietą. Role płciowe są również sprowadzane do zupełnie przeciwstawnych, a nie uzupełniających się zachowań i postaw.

W tym świecie papież Franciszek ogłaszał dokumenty i udzielał wywiadów, które możemy uznać za jego credo ideowe męskości. Pierwszy z nich to list Patris Corde poświęcony postaci świętego Józefa. Został ogłoszony w 150. rocznicę ustanowienia świętego Józefa patronem Kościoła powszechnego. W czasie publikacji listu panowała epidemia Covid-19, która zachwiała poczuciem bliskości w społeczeństwach i rodzinach. Franciszek odwołuje się do świętego Józefa jako ojca. Kolejne części listu możemy sprowadzić do następujących aspektów męskości, o jakich mówił Franciszek.

Mężczyzna w tekście Franciszka jest czuły i świadomy swoich lęków oraz kruchości. Widząc czyjąś słabość, stara się pomóc, wspiera i akceptuje. Jest to zaprzeczenie męskości ograniczającej i niepewnej siebie. Franciszek pisze wręcz: „Zły sprawia, że patrzymy na naszą kruchość z osądem negatywnym, podczas gdy Duch z czułością wydobywa ją na światło dzienne. Czułość jest najlepszym sposobem dotykania tego, co w nas kruche. Wskazywanie palcem i osąd, który stosujemy wobec innych, są bardzo często oznaką naszej niezdolności do zaakceptowania własnej słabości, własnej kruchości. Jedynie czułość uchroni nas od dzieła oskarżyciela”. Toksyczna męskość to po pierwsze brak czułości wobec samego siebie jako mężczyzny. Naturalny kompleks wydolności (Freud uznaje kompleksy za ważny i potrzebny element rozwoju), który w patologiczny sposób cechuje większość mężczyzn w toksycznym przeżywaniu męskości, staje się wiecznym poczuciem braku bycia wystarczającym. Kulturowo uwarunkowany wzorzec męskości staje się wtedy pułapką bez wyjścia, zwłaszcza jeżeli podlega on degeneracji poprzez wpływ pornografii i social mediów. Wszak samo korzystanie z pornografii doprowadza do upośledzenia odczuwania przyjemności ze stosunku płciowego i w konsekwencji utrudnia osiągnięcie erekcji oraz wytrysku, przez co napędza się poczucie braku wydolności seksualnej – tak mocno cenionej w tym myśleniu. Jeżeli dodajmy do tego jeszcze wzorce, jakie promowane są przez osoby, takie jak Andrew Tate czy też inni „coachowie podrywu”, uzyskamy w ten sposób przyszłego pacjenta odwyku lub frustrata. Człowieka, który z promiskuityzmu, czyli swoistego kolekcjonowania partnerek seksualnych, czyni sens męskości. Jednocześnie taki mężczyzna cały czas będzie sobie udowadniać swoją wartość i męskość przez liczenie stosunków seksualnych, brawurowe zachowania, czy uzależnienie się od prowokacyjnych zachowań, mających na celu zwrócenie na siebie uwagi. Tu chyba najbardziej jawnym przykładem będą młodzi influencerzy, którzy w pewnym momencie zaczynają poprzez wykorzystywanie seksualne fanek (i fanów) udowadniać sobie, że mogą kontrolować świat. Nie widzą jednak swojej słabości i kruchości, zranień i kompleksów. Przez to stają się kolosem na glinianych nogach, który załamuje się przy jakiejkolwiek trudności lub problemie.

Franciszkowy mężczyzna potrafi akceptować zastane warunki i przez to okazuje swoje męstwo. „Józef nie jest człowiekiem biernie zrezygnowanym. Jego uczestnictwo jest mężne i znaczące. Akceptacja jest sposobem, w jaki przejawia się w naszym życiu dar męstwa, który otrzymujemy od Ducha Świętego. Jedynie Pan może dać nam moc, aby przyjąć życie takim, jakim jest, aby uczynić miejsce także dla tej przeciwstawnej, nieoczekiwanej, rozczarowującej części naszego istnienia”.Pobrzmiewa tu postawa Hioba, który mówił: „Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?”.Mężczyzna nie tyle buntuje się w obliczu trudności, ile bardziej rozumie ich sens i widzi szerszą perspektywę. Rozumie, że życie składa się zarówno z porażek, jak i sukcesów. Życie w tej perspektywie staje się maratonem, a nie sprintem. Franciszek podkreśla w tym znane już u stoików umiłowanie losu. Zamiast bezsensownego buntu albo rezygnacji należy szukać rozwiązań danego problemu lub sposobu, aby stał się jak najbardziej znośny. Możemy to porównać do obrazu ojca, który stara się w czasie burzy osłonić dziecko przed deszczem. Szuka wzrokiem bramy w kamienicy, jakiegoś miejsca na przeczekanie lub większego gzymsu. Rozumie, że deszcz jest zjawiskiem, które się pojawia i jego buntowanie się nie zmieni pogody.

Franciszek w swojej wizji męskości podkreśla prawdę o sobie samym. W tym aspekcie kluczowe staje się pojęcie serca jako miejsca syntezy człowieka i jego człowieczeństwa. Wejrzenie w serce staje się więc spojrzeniem w najgłębszą prawdę o sobie samym. Jak buntownicza jest to myśl, dostrzegamy, porównując słowa Franciszka z radami, których udziela jeden z „coachów podrywu”, „trenerów męskości”, którego imię przez litość pomijam. Przede wszystkim należy wymyślić samego siebie i wybrać najlepiej sprzedającą się wersję siebie. Trzeba ją wyćwiczyć i prezentować światu jako swoje „prawdziwe” ja. Franciszek proponuje zupełne przeciwne podejście. Nie istnieje relacja bez wiedzy o sobie samym. Człowiek musi być świadomy prawdy o samym sobie. Bez tej prawdy płynącej z serca, pisał Franciszek: „Tracimy także historię i nasze dzieje, ponieważ prawdziwa osobista przygoda to ta, którą buduje się zaczynając od serca. U schyłku życia tylko to będzie się liczyć”. Człowiek w relacji musi być całym sobą i wchodzić w nią z całym swoim życiowym bagażem. Nie da się oddzielić człowieka od jego doświadczeń i historii życia. Nie da się też człowieka wymyślić.

Kim jednak ma być mężczyzna i jaka jest jego rola według Franciszka? Czy ma być sigmą? Redpillem? A może serwilistyczny wobec kobiet? Mężczyzna w myśli Franciszka ma być ojcem, ale też dzieckiem – te role się nie wykluczają. Proces dorastania jest kluczowy dla zdrowego bycia ojcem. Aby ten proces był owocny, mężczyzna musi, według słów papieża, powrócić do osobistego doświadczenia bycia dzieckiem, które jest powierzone czyjejś opiece. Pozwala to zrozumieć rolę swoich opiekunów i przez to swoją własną rolę. Dobrze przeżyte synostwo, czyli między innymi obserwowanie . „Dzisiejsze dzieci, które jutro staną się ojcami, powinny zadać sobie pytanie, jakich ojców miały i jakimi ojcami chcą się stać. Niech ich ojcowska rola nie będzie dziełem przypadku czy po prostu konsekwencją minionych doświadczeń, ale niech świadomie decydują, w jaki sposób kogoś kochać, w jaki sposób brać za kogoś odpowiedzialność”. Współcześnie pytanie o swoje własne ojcostwo i podejście do niego spycha się na margines lub zastępuje pytaniem, jak przed nim uciec. „Dobry ojciec to taki, który wie, jak usunąć się w odpowiednim momencie, aby jego syn mógł ukazać się ze swoim pięknem, ze swoją wyjątkowością, ze swoimi wyborami, ze swoim powołaniem. W tym sensie, w każdej dobrej relacji, trzeba wyrzec się chęci narzucenia obrazu, oczekiwania, widoczności, całkowitego i stałego wypełniania sceny nadmiernym protagonizmem”. Czym jest ten nadmierny protagonizm? Można powiedzieć, że jest to poczucie bycia głównym bohaterem otaczającego świata. Nasza rzeczywistość staje się narracją niczym z filmu, gdzie mamy jedynie wątek głównego bohatera. Tymczasem rzeczywistość jest polifoniczną narracją. Zupełnie inaczej niż w prezentowanych w social mediach postach influencerów, którzy zamieniają świat w swoją własną fabułę. Rozważmy tu najprostszy przykład, jakim jest nadopiekuńczość. Nadopiekuńczość sprawia, że nie pozwalamy na prawdziwe dorastanie do roli ojca. „Mam na myśli właśnie tę w pełni ojcowską zdolność do stawiania dzieci w okolicznościach [sprzyjających] odpowiedzialności, korzystania z wolności, dokonywania wyborów. Jeśli z jednej strony miłosierdzie nas uzdrawia, pociesza, zachęca, to z drugiej strony miłość […] nie ogranicza się tylko do przebaczania i uzdrawiania, ale przynagla nas do podejmowania decyzji, do wypływania na głębię”. To właśnie dojrzałość do roli ojca i partnera pozwala, według Franciszka, na zostawienie miejsca na wolność drugiego człowieka.

Czy możemy powiedzieć, że Franciszek był odkrywczy lub innowacyjny w swoim podejściu do męskości? Żadną miarą. Wracał on do wzorców z przeszłości, które zostały zapomniane lub wyśmiane przez ciągły pęd ku zmianom. Pokazuje, że prawdziwa męskość zawsze oparta jest na integralności człowieka i jego rozwoju fizycznym, psychicznym, społecznym i seksualnym. Piotrusiem Panem jest zarówno brutalny szowinista, jak i bawidamek, który na czterdzieste urodziny kupuje sobie „promocyjny zestaw obowiązkowy”: motocykl, tatuaż i dziesięć lat młodsza partnerka. Wszyscy oni są zarówno niedojrzali, jak i wewnętrznie nieszczerzy. Swoje niepewności i zranienia maskują pozą i pozorem. Franciszek wzywał mężczyzn do dojrzałości, która oznacza czułość i bliskość oraz brak lęku przed przyznaniem się do słabości. Pozwalając sobie na osobisty wtręt: miałem możliwość obserwować Franciszka w czasie liturgii na dwa lata przed jego śmiercią. Już wtedy nie był w stanie samodzielnie się poruszać. Z tyłu głowy pojawiała się myśl, że może to już dobry moment na abdykację. Obserwowałem pielęgniarza, który wwiózł papieża na wózku, i ceremoniarzy, którzy ubrali go w szaty liturgiczne. W pewnym momencie zrozumiałem, że to jest niezwykle dzielny mężczyzna, skoro nie obawia się, by w świecie, który czci siłę, zdrowie i władzę, pokazać, że jest się zdanym na pomoc innych i umie się tę pomoc przyjąć. W czasach, gdy w wiadomościach czytamy o miliarderze, który wydaje ponad dwa miliony dolarów rocznie na odmładzanie się poprzez eksperymentalne metody, ten Argentyńczyk pokazał własną bezradność i niedołężność. Wspominając ten moment, widzę, że Franciszek nie miał w sobie zakłamania. Żył tak, jak głosił.

Bartłomiej Miąsko
Tłumacz, wychowawca, językoznawca. Doktorant w Instytucie Języka Polskiego PAN.
W Centrum Myśli Jana Pawła II zajmuje się stypendiami.

Opublikowano 03.09.2025

ZOBACZ RÓWNIEŻ

PIąty odcinek specjalny podcastu „Słuchając drogi” już dostępny! To seria rozmów przygotowanych w ramach Festiwalu Nowe Epifanie.
Pierwsze spektakle Festiwalu Nowe Epifanie, warsztaty z higieny cyfrowej w ramach nowego projektu „Ciszej…” i wiele więcej. Co wybieracie z naszych lutowych propozycji?
Rozpoczynamy nabór do Chóru Centrum Myśli Jana Pawła II. Tym razem szczególnie zapraszamy głosy męskie.
Czwarty odcinek specjalny podcastu „Słuchając drogi” już dostępny! To seria rozmów przygotowanych w ramach Festiwalu Nowe Epifanie.

Klikając „Zgadzam się” udzielasz zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych dotyczących Twojej aktywności na naszej witrynie w celach analitycznych, zapewnienia prawidłowego działania funkcjonalności z serwisów społecznościowych oraz serwerów treści. Szczegółowy opis celów i zakresu przetwarzanych danych znajdziesz tutaj.