Mija nas duża, kilkutysięczna grupa młodzieży niosącej religijne emblematy, modlącej się, rozśpiewanej. Nie, to nie jest obrazek spod Częstochowy, tylko z bretońskiego Auray w zachodniej Francji. Kraju kojarzonym do tej pory z laickością i bijącą rekordy sekularyzacją.
To już ósma edycja „Pielgrzymki dla Bretanii”, organizowanej od 2018 r. przez stowarzyszenie Feiz e Breizh (po bretońsku: Wiara w Bretanii). O tej grupie mówi się jako o swoistym fenomenie. Wspólnotę stworzyło paru entuzjastów – studenci i młody ksiądz zafascynowani ideą praktykowania wiary, która jest głęboko zanurzona w lokalnej tradycji. Doprowadzili oni do reaktywowania zapomnianej pielgrzymki, która od XVII wieku podążała do kaplicy Świętej Anny w Auray uznawanej za narodowe sanktuarium Bretończyków.
Jak wspomina w jednym z wywiadów jej założyciel, ksiądz Raphaël D’Anselme, pielgrzymka początkowo zapowiadała się jako dość niszowy eksperyment. Młodzi ludzie poprosili go, aby odprawiał mszę w dawnym rycie, który był znany ich dziadkom. Parafia w której posługiwał, uzyskała oficjalny indult i msze stawały się coraz popularniejsze. Równolegle zaczęły się poszukiwania innych tradycyjnych form kultu, dawno zapomnianych i nieznanych współczesnemu pokoleniu. Słowo „pielgrzymka” brzmiało ekscytująco i tajemniczo.
Zakazany owoc
Na początku zgłosiło się nieco ponad 100 osób. Potem było już tylko lepiej. Prawdziwy boom nastąpił paradoksalnie w okresie pandemii Covid. W 2025 r. powędrowało już 2,2 tys. uczestników – prawie wszyscy to ludzie młodzi, mający po 20–30 lat. Na pytanie, po co przychodzą, ks. D’Anselme odpowiada bez wahania: „W poszukiwaniu tożsamości, aby znaleźć swoje bretońskie korzenie. Wtedy odkrywają chrześcijańskie przesłanie, sakramenty, mszę św., wszystko to głęboko ich dotyka i sprawia, że wchodzą głębiej, robią krok dalej i spotykają wiarę. Każdego roku mamy wiele próśb o chrzty, śluby chrześcijańskie… Przechodząc przez kulturę, spotykają Chrystusa”.
Gdy się przegląda internetowe wideoreportaże czy blogi stowarzyszenia, rzuca się w oczy jego nieco kontrkulturowy charakter: „Odrzućcie ducha tego świata” albo, bardziej misjonarsko – „Nasza wiara jest zbyt żywa, abyśmy mogli pozostać w izolacji”. To cytaty z manifestu Feiz e Breizh, a podobnych prozelickich wezwań jest w nim wiele. W czasie pobożnych wędrówek słychać stare szuańskie pieśni z okresu heroicznych zmagań z terrorem rewolucji francuskiej – pamiętajmy, że Bretania obok Wandei i Normandii powstała przeciwko władzy jakobinów i słono za to zapłaciła. To też są historie, które przechodzą do lokalnej kultury odkrywanej na nowo przez młodzież. Jednak nie widać tu śladów resentymentu, raczej fascynację własnymi korzeniami. Tożsamość antyrewolucyjna, katolicka to nie był temat poruszany na lekcjach w laickiej szkole, a zakazany owoc, jak wiadomo, smakuje najlepiej.
Młodzi wolą tradycję
Bretoński przykład promieniuje również na inne regiony Francji. Podobne pielgrzymki zaczęły się organizować w Prowansji – Nostro Fe, w Gaskonii Arrebastir, w Normandii Dex Aïe. Nie da się również pominąć największej z nich, do położonego w centralnej Francji Chartres, gdzie w tym roku dotarło 19 tys. młodych pątników. Wprawdzie ruch pielgrzymkowy we Francji zawsze istniał za sprawą sanktuarium w Lourdes czy w La Salette, jednak teraz mamy do czynienia z nieco innym zjawiskiem. Wspólnym mianownikiem jest sięganie do lokalnej tradycji, najczęściej tej przedrewolucyjnej, trydencka liturgia oraz dominacja ludzi młodych, również młodych księży. Do tego oddolnego ruchu zaczęli się przekonywać regionalni hierarchowie, tacy jak biskup Fréjus-Toulon – Dominique Rey czy biskup Vannes – Raymond Centène.
Postronnego obserwatora może dziwić, że nowy francuski katolicyzm przyjmuje bardzo tradycyjny kostium. Zjawisko odrodzenia liturgii przedsoborowej, która wykracza poza małe elitarne wspólnoty, zaniepokoiło kościelnych stróżów obrzędowej jedności. Zaczęły przyrastać formalne wnioski o biskupie i watykańskie zezwolenia (indulty). Na razie nowy papież nie robi problemów, ale nie tak to miało wyglądać. Indulty miały „obsłużyć” ludzi starszych, odchodzące pokolenia, a nie młodzież. Fascynacja tradycją jednak robi swoje, „jak już się modlić, to w języku naszych przodków i świętych, to oni nas prowadzą” – to chyba najczęściej spotykane wyjaśnienie. Nie ma tu głębszych doktrynalnych interpretacji. Jak twierdzi ks. Pierre Amar na łamach katolickiego dziennika „La Croix”: „Pociąga ich tradycyjna liturgia, ale zarazem uczestniczą w innych inicjatywach duszpasterskich Kościoła (…). Oni nie widzą w tym żadnej sprzeczności”. Jego zdaniem zwaśnionym stronom sporu o liturgię młodzi
oferują bardziej pojednawczą i spokojną odpowiedź. W Kościele jest miejsce dla wielu rytów.
Statystyki pełne nadziei
Ten pielgrzymkowy fenomen nie zostałby zauważony przez socjologów, gdyby był czymś jednostkowym, wyizolowanym. Jednak już od kilku lat mamy wiele potwierdzeń odradzania się francuskiej religijności. Całkiem niedawno polskie media obiegła wiadomość z Francji o odnotowanym wzroście liczby chrztów dorosłych i nastolatków. W liczbach bezwzględnych jest to 17 tys. osób w 2024 r., z czego 10 tys. to ludzie z grupy wiekowej 18–25 lat, a 7 tys. – 11–17 lat. Można zadać pytanie: czy to dużo czy mało? Niech punktem odniesienia będą nasze polskie statystyki: mamy średnio w roku ok. 2–3 tys. podobnych chrztów. Więc uwzględniając różnice w potencjale ludnościowym obu krajów (Francja 68 mln – Polska 38 mln), to jednak duży wzrost. Dodajmy, że ta tendencja utrzymuje się już wiele lat.
Nieżyjący już prof. Zbigniew Mikołejko kierujący Zakładem Badań nad Religią IFiS PAN, w publikowanym w 2020 r. Europejskim Sondażu Społecznym (ESS) zaznaczył, że we Francji już od 2014 r. systematycznie rośnie wskaźnik religijności zarówno w zakresie deklaratywnej przynależności, jak i pogłębionych praktyk religijnych (codzienna modlitwa, sakramenty itp.). O wzroście tych ostatnich pomiędzy 2002 a 2018 r. pisze: „w krajach, w których deklarowana religijność rośnie (Austria, Francja), rośnie zarazem w ostatnich latach i stopień jej głębokości: coraz więcej osób uznaje się tam za głęboko ‒ lub przynajmniej głębiej ‒ religijne: we Francji – z 3,3% aż do 10,6%”. Dodajmy, że procentowo liczba chrztów osób dorosłych ma dużą dynamikę – wzrost o 48%, licząc rok do roku. Gdybyśmy zbadali dekadę, uwzględniając dane z 2015 r., to mamy wzrost aż o 160%. Te wskaźniki są zastanawiające, ponieważ nie wiążą się z żadnym dostrzegalnym jednorazowym wydarzeniem. Arcybiskup Paryża Laurent Ulrich na łamach listopadowego „Le Figaro” wspomina: „Jako młody ksiądz widziałem jeden lub dwa chrzty dorosłych lub nastolatków rocznie w mojej diecezji. Dzisiaj widzimy ich tysiąc!”.
Nawrócenia z islamu
Konwersje muzułmanów na katolicyzm były do niedawna tematem tabu. W mediach mówiło się raczej o przechodzeniu francuskich agnostyków na islam, a nie o chrztach muzułmanów. Zresztą sami księża woleli o tym nie mówić. Czy to ze względu na bezpieczeństwo konwertytów, czy ze względu na relacje między Kościołem a wspólnotą islamską.
Według danych Konferencji Episkopatu Francji każdego roku ponad 700 muzułmanów przyjmuje chrzest, a według organizacji Mission Ismérie, monitorującej ten proces, w niezakończonym jeszcze roku 2025 ma ich być nawet 1,7 tys. Są to najczęściej ludzie młodzi, którzy tym samym zrywają dotychczasowe więzi rodzinne, wspólnotowe. Zgłaszają się do okolicznych parafii, gdzie nie zawsze są przyjmowani z entuzjazmem. Kapłani obawiają się awantur ze strony rodzin konwertytów, dla których odejście od islamu ich dziecka, wprawdzie już pełnoletniego, jest wielką tragedią. Obwiniają za to Kościół. Czasami dochodzi na tym tle do aktów przemocy. Przez muzułmanów opuszczenie ummy (wspólnoty islamu) jest postrzegane jako zdrada. Osoby na drodze do chrztu często czują się osamotnione, odrzucone przez rodziców i pozbawione majątku; szukają swojej nowej rodziny w Kościele.
Wewnętrzny impuls
Ojciec Jean-Raphaël Dubrule, przełożony Misjonarzy Bożego Miłosierdzia, wspólnoty zajmującej się ewangelizacją ulicy, zauważa, że zjawisko konwersji na chrześcijaństwo nie wynika z planowego działania Kościoła, z jego własnej polityki, ale z „rosnącego wewnętrznego impulsu”. Niezależnie od interpretacji tego określenia jest to zjawisko coraz bardziej we Francji dostrzegalne. Dopiero niedawno pojawiły się portale diecezjalne wspierające muzułmanów zainteresowanych ewangelią i chrześcijaństwem, na których poza praktycznymi wskazówkami dotyczącymi warunków przystąpienia do sakramentu chrztu jest wiele świadectw wiary składanych przez wczorajszych mahometan.
Organizacja Mission Ismérie zrzesza wolontariuszy, którzy zajmują się ochrzczonymi, pomagają im duchowo i materialnie. Kierujący nią Vincent Neymon nieco tonuje ten optymistyczny przekaz: „Dzisiaj nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z ogromną liczbą próśb o kontakt, które otrzymujemy online (…). Mamy 500 oczekujących próśb. Jest oczywiste, że Bóg działa w sercach muzułmanów. Wiara tych nowo nawróconych nie jest jednak od razu w pełni dojrzała. Pojawiają się wahania, wahania… Słuchanie i wsparcie są niezbędne”. Robi więc co może, aby edukować kapłanów i wspólnoty parafialne. Na początku października 2025 r. ruszył dla nich internetowy program szkoleniowy, jak prowadzić dialog z muzułmanami i jak wspierać konwertytów. Ich integracja z parafiami jest po prostu niezbędna. Zdarza się, że mimo chrztu czują się odrzuceni, ponieważ nadal są uważani za muzułmanów, a nie za chrześcijan.
Kulturowe bariery
Wspomniany ojciec Dubrule zwraca uwagę na ten problem, czasami pomijany przez entuzjastów: „Różnice kulturowe wymagają dodatkowego wysiłku, aby zintegrować tych nowych konwertytów z islamu, wysiłku, który parafianie nie zawsze podejmują”. Można bowiem przyjąć wiarę chrześcijańską, ale pozostawać zanurzonym w kulturze arabskiej, co rodzi nieporozumienia. Wymaga to od Kościoła wiedzy, delikatności i tolerancji.
Szczególnie diecezja paryska jest swoistym tyglem konwersji. Wielu kapłanów jest tym wszystkim przytłoczonych. Zamiast spokojnego życia w niewielkiej starzejącej się parafii znaleźli się „na pierwszej linii frontu”. Niektórzy z nich nie mają przygotowania orientalistycznego, kultura arabska jest im obca. Inni popełniają błędy doktrynalne – relatywizują i twierdzą, że to samo można znaleźć w Koranie i Biblii, że Allah ostatecznie jest taki sam jak chrześcijański Bóg. Takie postawy wywołują u konwertytów sprzeciw: „To poważne nieporozumienie co do ofiary krzyża i Odkupienia, które sieje zwątpienie w sercach katechumenów” – mówi w wywiadzie dla portalu France Catolique Simon-Matthieu, były muzułmanin ochrzczony w Wigilię Paschalną 2025 r. Sam miał złe doświadczenia w pierwszych kontaktach z Kościołem katolickim, dopiero w kolejnej parafii znalazł zrozumienie.
Przebudzenie?
Czy to już symptomy odrodzenia religijnego we Francji? Coraz więcej hierarchów i publicystów katolickich zadaje to pytanie. Są ostrożni, pamiętają wezwania wypowiadane przez Jana Pawła II w 1985 r.: „Francjo, najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem?”. Wtedy też mówiono życzeniowo, że musi wreszcie nastąpić przełom. Dzisiejsza powściągliwość jest więc całkowicie uzasadniona. Jednocześnie na wyjałowionej duchowo glebie francuskiej oznak religijnego odrodzenia jest dzisiaj wyjątkowo dużo. Ma to wymiar pokoleniowy, uczestniczą w tym głównie młodzi Francuzi, co budzi nadzieję na przyszłość. Publicysta Jean-Marie Guénois, pisząc w „Le Figaro” (10 listopada) o niedawnym Zgromadzeniu Plenarnym Biskupów Francji w Lourdes, śmiało zatytułował swój artykuł: „Po mrocznych latach niespodziewane przebudzenie Kościoła we Francji”. Może faktycznie jesteśmy świadkami czegoś zupełnie nowego i niespodziewanego?
Piotr Strasz
Zastępca redaktora naczelnego, historyk, pracownik CMJP2, redaktor portalu JP2online.pl
Pobierz magazyn