Dzieło jedności – anglikanie

DZIEŁO JEDNOŚCI – ANGLIKANIE
Tomasz Rowiński

Dla wielu ostatnia decyzja papieża Benedykta XVI o konieczności utworzenia specjalnych ordynariatów dla nawracających się na katolicyzm anglikanów była szokująca. Szczególnie modny wśród krytyków Kościoła szwajcarski teolog Hans Kung stwierdził, że papież zachowuje się jak pirat i wyławia ryby z nie swojego jeziora. Trzeba jednak zapytać, czy papież nie jest rybakiem wszystkich ludzi wedle powołania jakie św. Piotr otrzymał od Chrystusa?

Szczególnie łatwo w takim kontekście przywoływać dobrze znane medialne wyobrażenia, które lubią przeciwstawiać pontyfikat Jana Pawła II, pontyfikatowi Benedykta XVI. Ten pierwszy opisywać jako ekumeniczny, drugi jako niechętny współczesności, integrystyczny, przeciwny uwspółcześnianiu.

Warto porzucić te obrazy i sięgnąć do źródeł. Prześledzenie pontyfikatu Jana Pawła II w perspektywie jego kontaktów ze Wspólnota anglikańską pokazuje, że dzisiejsza sytuacja jest wynikiem konsekwentnej katolickiej postawy papieża z Polski, a nie tylko „antyekumenicznym uporem” Benedykta.

Za fundament papieskiej postawy wobec anglikanizmu możemy uznać pragnienie by trwający dialog doprowadził „do dnia pełnego przywrócenia jedności w wierze i miłości”. Równocześnie papież zachęcał Wspólnotę anglikańską do poważnego i realistycznego traktowania dialogu: „Jako Następca Piotra jestem w szczególny sposób odpowiedzialny za wiarę i jedność Kościoła i dlatego wzywam moich braci i siostry ze Wspólnoty anglikańskiej, aby zastanowili się nad motywami i zasadniczością stanowisk, jakie zajmowałem sprawując mój Urząd Nauczycielski. Nasze obopólne pragnienie wypełnienia woli Chrystusa z pewnością doprowadzi nas do zgodnego rozumienia Jego zamysłu co do każdego istotnego aspektu konstytucji Kościoła”. Skąd te słowa, w których słychać ton wymagającego pasterza Kościoła u papieża, któremu często pamięta się ciepłe i koncyliacyjne wypowiedzi?

Kolejne Wspólne Deklaracje jakie pojawiały się na drodze dialogu katolicko-anglikańskiego operujące serdecznymi określeniami mówiącymi o „wdzięczności Bogu za osiągnięty postęp”, o oparciu relacji pomiędzy Kościołem i Wspólnotą na „Ewangelii i dawnych wspólnych tradycjach”, o „kamieniach milowych” w ustaleniach teologicznych nie mogły przysłonić narastających trudności. Dawne problemy nie znajdywały ostatecznego rozwiązania, nowe pojawiały z coraz większą siłą. Momentem szczególnie dotkliwym dla dialogu okazała się decyzja anglikanów z początku lat dziewięćdziesiątych (1992) o nadawaniu święceń kapłańskich kobietom. Akt ten stanął w oczywistej sprzeczności z całą tradycją chrześcijańską, a z pewnością z tradycją katolicką, za której część w znacznej mierze uważali się anglikanie. Kolejne Deklaracje wspominają coraz wyraźniej, że pojawiła się poważna przeszkoda dla całego procesu pojednania anglikańsko-katolickego”.

 

W rzeczywistości problemy ekumeniczne były tylko odblaskiem postępującego rozłamu, a nawet rozpadu wewnątrz samego anglikanizmu. W krótkim czasie najbliższy katolicyzmowi, obok prawosławia, odłam chrześcijański zaczął dryfować w stronę zsekularyzowanego i bezforemnego ruchu podobnego do innych protestanckich Wspólnot państwowych istniejących choćby w Skandynawii. Znaczna część tzw. anglo-katolików zaczęła czuć się w ramach Kościoła w Anglii nie w swoim domu. Perspektywy pojednania z Rzymem całego Kościoła w Anglii stały się całkowicie nierealne także wobec anglikańskiej afirmacji duchownych przyznających się do praktyk homoseksualnych. W ten sposób wspólnoty o nastawieniu prokatolickim znalazły się w obcym środowisku, a z czasem poza strukturami kościelnymi anglikanizmu. Tak stało się choćby z Tradycyjną Wspólnotą Anglikańską.
W takiej właśnie sytuacji Benedykt XVI podjął decyzję o otwarciu możliwości tworzenia niezależnych ordynariatów. Inna decyzja oznaczałaby pozostawienie znacznej grupy wiernych skłonnych do pełnej akceptacji wiary Kościoła w religijnym niebycie z groźbą dryfu w niewiadoma stronę. Papież, w geście tak bliskim Janowi Pawłowi II, rozwarł w ich kierunku ramiona.

 

Słuszność mają Ci, którzy uważają, że pewna metoda prowadzenia dialogu ekumenicznego zakończyła się fiaskiem. Równocześnie tysiące nawróceń jakich możemy się spodziewać w najbliższym czasie jest niewątpliwie dużym sukcesem papiestwa. Trudno nie zauważyć, że dokonało się to czego pragnął Jan Paweł II – odzyskana zostanie wkrótce jedność z tymi którzy tego naprawdę pragną, a taki przecież powinien być autentyczny cel ekumenizmu. Można odnieść wrażenie, że zbyt często dialog ekumeniczny pozostaje sztuką dla sztuki, sposobem nieinwazyjnego współistnienia różnych wspólnot wyznaniowych. Kiedy jednak dialog kończy się jednością odzywają krzyki oburzonych. Nie wiadomo jednak, jak inaczej wyobrażają oni sobie proroctwo o czasach kiedy nastanie jedna owczarnia i jeden Pasterz, jak przez dopełnienie tej nadziei na pojednanie, którego fragmencik będziemy mieli szanse wkrótce oglądać.

 

 

Tomasz Rowiński – (1981) historyk idei, redaktor pisma „Christianitas”, pracuje w Centrum Myśli Jana Pawła II.


 

 

 

 


Dodano: