Czy jestem tym, co mówi o mnie moja pamięć?

Temat numeru

Kiedy myślimy o tożsamości, łatwo możemy wpaść w pułapkę skrajności. Grozi nam nadmierny patos lub wyzucie tego pojęcia z zawartej w nim głębi. Głębi ukrytej w związku tożsamości z pamięcią.

Z jednej strony słowo tożsamość brzmi spiżowym tonem starodawnych, historycznych wartości, wobec których należy stanąć na baczność, wciągnąć brzuch i z namysłem je podziwiać, jak muzealny artefakt, który nie ma nic wspólnego z naszą codziennością. Z drugiej strony tożsamość pozostaje również chwytliwym hasłem, którym można wytrawnie grać, subtelnie modyfikując znaczenie tego pojęcia.

Warunki tożsamości

Próbując zrozumieć, czym ona jest, jako punkt wyjścia można przyjąć perspektywę Erika Eriksona, który widzi ukształtowanie tożsamości jako centralny etap rozwoju ludzkiej osobowości, odbywającego się poprzez rozwiązywanie kolejnych kryzysów naturalnie wpisanych w ludzką egzystencję. Erikson ujął rozwój człowieka jako osiem kolejnych stadiów z właściwymi sobie dylematami do rozwiązania i kompetencjami do osiągnięcia. Wyróżnił okres niemowlęcy, wczesne dzieciństwo, wiek zabawy, wiek szkolny, adolescencję, wczesną dorosłość, dorosłość i starość. Dylemat człowieka w okresie niemowlęcym rozgrywa się między doświadczaniem ufności a jej brakiem, a jego pozytywne rozwiązanie skutkuje wypracowaniem podstawowej nadziei – ogólnej ufności do otoczenia. W okresie wczesnego dzieciństwa człowiek oscyluje między autonomią a zależnością od środowiska przy pozytywnym rozwiązaniu zyskuje się kompetencję woli, a więc autonomicznego kierowania swoimi wyborami i zachowaniami. Wiek zabawy (przedszkolny) jest czasem ćwiczenia się w podejmowaniu inicjatyw i ponoszeniu ich konsekwencji. Pozytywne rozwiązanie tego etapu owocuje „cnotą” stanowczości, czyli zdolnością do zainicjowania działania i „wytrzymania” jego skutków. Następnie przychodzi wiek szkolny, którego rozwojowym wyzwaniem jest wykształcenie zdolności do pracy, a główny konflikt rozpina się między pracowitością a poczuciem niższości. „Cnotą”, o którą walczy człowiek na tym etapie, jest poczucie kompetencji, które można sparafrazować wyrażeniami „poradzę sobie”, „jestem zdolny tego się nauczyć”.

Dopiero po przejściu wymienionych stadiów przychodzi centralny w optyce Eriksona etap poszukiwania odpowiedzi na pytanie „kim jestem”, a więc konflikt tożsamość vs. dyfuzja ról. Z powyższego wynika, że kompetencjami niezbędnymi do udzielenia dobrej odpowiedzi na pytanie „kim jestem?” jest nadzieja (ufność), autonomia, inicjatywa i pracowitość. Tym samym człowiek, który we wcześniejszych etapach rozwoju nie nabył powyższych kompetencji, może mieć kłopoty w określeniu własnej tożsamości, niezbędnej do dalszego, dorosłego życia, którego głównymi zadaniami są nawiązanie głębokich relacji międzyludzkich i realizacja własnego jednostkowego potencjału.

Ja i nikt inny

Innej perspektywy dostarczają dociekania Edyty Stein z jej rozprawy doktorskiej O zagadnieniu wczucia. Wątek tożsamości pojawia się w rozważaniach nad Czystym Ja, czyli podmiotem przeżywania: „Co znaczy ta indywidualność? Najpierw tylko tyle, że to jest »ono samo«, a nie coś innego. Owa »tożsamość« jest przeżywana i stanowi fundament tego wszystkiego, co jest »moje«. (…) Do odcięcia w stosunku do czegoś innego dochodzi naturalnie dopiero wtedy, gdy coś innego jest dane. (…) okazuje się ono czymś innym niż Ja, gdyż jest mi inaczej dane niż »Ja«; dlatego, jest ono »Ty«; (…) indywidualność, albo, jak chętniej będziemy mówić, jego tożsamość (…) zaczyna się wyróżniać wobec inności owego drugiego”.

Można przypuszczać, że Stein nie widzi tożsamości jako pewnego rodzaju „kompetencji psychologicznej” osiąganej na konkretnym etapie rozwoju jednostkowego, ale raczej jako własność człowieka istniejącą w nim niezależnie od upływu czasu. Pojęcia „ja”, „indywidualność” i „tożsamość” są tutaj właściwie synonimami (dopiero w dalszych fragmentach Stein wdaje się w szczegółowe ich rozróżnianie). Parafrazując słowa autorki, można zrozumieć, że Ja-tożsamość to to, co jest mną i nikim innym. Jeśli cokolwiek przeżywam jako coś „mojego”, to znaczy, że musi istnieć jakieś Ja – jakiś podmiot, który rozróżnia: „to jest moje – to nie jest moje”. Owo „odcięcie w stosunku do czegoś innego” zachodzące dopiero, „gdy coś innego jest dane”, pokazuje warunek sine qua non możliwości zorientowania się, że ja to ja, a nie ten, kto stoi przede mną, lub ta rzecz, którą zauważam w pobliżu. Widoczna jest tu analogia z sytuacją biblijnego Adama, który dopiero dzięki spotkaniu ze stworzoną właśnie Ewą zobaczył, kim ona jest, a dzięki temu zwrotnie uzmysłowił sobie swoją własną odrębność, a więc i tożsamość (on jest sobą, Adamem, a nie Ewą ani żadnym innym stworzeniem napotkanym w raju). Ów kontekst stanięcia „wobec inności owego drugiego” jest warunkiem uzmysłowienia sobie swojej tożsamości, która jednak istniała już wcześniej. Ja już byłem sobą, zanim sobie zdałem z tego sprawę. To oznaczałoby, że tożsamość istnieje niezależnie od tego, czy ją odkryjemy, rozpoznamy czy sobie uświadomimy.

Kawa i świadomość

W innym miejscu Stein pisze: „Ja możemy wziąć w pewnym innym sensie – jako jedność strumienia świadomości. Wyszliśmy od Ja jako podmiotu pewnego aktualnego przeżycia. Gdy jednak zwracamy się na nie w refleksji, znajdujemy przeżycie nie jako izolowane, lecz na tle strumienia takich przeżyć (…). Przebiegając te przeżycia wstecz, doszlibyśmy krok po kroku znowu do jakiegoś przeżycia, w którym owo teraz żyjące Ja niegdyś żyło, również i wówczas, gdy nie możemy już tego przeżycia wprost uchwycić, lecz musimy je sobie unaocznić przez uobecnienie w przypomnieniu. Właśnie to powiązanie wszystkich przeżyć strumienia z żyjącym obecnie czystym Ja sprawia tę nigdzie nieprzerwaną jedność owego strumienia. (…) Strumień świadomości, który jest scharakteryzowany jako »on sam, a nie żaden inny« i jako w szczególny sposób uposażony, wyznacza pewien w całkiem określony sposób odgraniczony i zdrowy sens indywidualności”. .

Powyższy fragment do uprzedniego, niejako dwuwymiarowego rozumienia tożsamości dodaje trzeci wymiar, jakim jest ciągłość w czasie. Tożsamością danego człowieka byłaby zawartość strumienia jego świadomości, a więc nieprzerwany ciąg wszystkich jego przeżyć. Ów ciąg przeżyć może być określony, jako „on sam, a nie żaden inny”, ponieważ podmiotem jego przeżywania jest to samo Ja – ta sama osoba. Widzimy kolejną linię odgraniczającą „mnie” od „innego”. Różnią nas nie tylko fizyczne granice, które mogę zobaczyć w spotkaniu z kimś innym, ale też treść naszych przeżyć od początku historii naszych żyć. Dzięki zwróceniu uwagi na ciągłość tożsamości w czasie można zacząć dostrzegać dalekie podobieństwo z wątkiem opisanym przez Eriksona. Wszak etapowy rozwój osobowości człowieka będzie niczym innym, jak sumą kolejnych jego przeżyć, rozumianych nie tylko jako zewnętrzne doświadczenia, ale i własna nad nimi refleksja i (niekiedy bezwiednie) podjęte decyzje czy ustosunkowania. Gdzie znajduje się tu miejsce na pamięć i jej rolę?

W swym doktoracie Stein dotyka pewnego wymiaru pamięci, a mianowicie aktu przypominania, zaznaczając, że przypominamy sobie nie tylko coś, co przeżyliśmy, ale również samego siebie z owego czasu: „Ja, podmiot aktu przypominania sobie, może w tym akcie uobecniania spojrzeć wstecz na minioną radość i ma ją wtedy za przedmiot intencjonalny, a wraz z nią i w niej jej podmiot, Ja z przeszłości; a więc teraźniejsze Ja i Ja z przeszłości stoją wobec siebie jako podmiot i przedmiot, nie następuje żadne pokrywanie się obydwóch, chociaż występuje świadomość tożsamości”. Korzystanie z własnej pamięci dzięki procesowi przypominania umożliwia nam nie tylko uświadomienie sobie własnej historii czy doświadczeń, ale i spojrzenie na siebie samego w minionych przeżyciach. Dzięki temu można odpowiedzieć sobie na pytania: „Czy na przestrzeni lat zmieniłem się, czy też nie? Czy nadal lubię pić kawę o poranku? Czy udało mi się pokonać niechęć do brukselki? Czy wyrosłem z mojej wybuchowości? Czy nauczyłem się dopuszczać innych do głosu?”.

Obraz mnie

Z pamięci należy umieć korzystać i być świadomym niespodzianek, na jakie jesteśmy przy tym wystawieni, ponieważ pamięć może ułatwić lub utrudnić odczytanie własnej tożsamości: „Przypomnienie (w różnych formach jego spełnienia) może wykazywać rozmaite luki. I tak możliwe jest, że uobecniam sobie w przypomnieniu pewną minioną sytuację, nie mogąc sobie przypomnieć mego wewnętrznego odnoszenia się do niej”. Najwyraźniej więc to, kim jestem, przekracza moją pamięć, jestem kimś więcej niż suma moich doświadczeń i tego, jak je pamiętam.

Dlaczego warto zwrócić na to uwagę? Prędzej czy później rodzi się w nas paląca potrzeba odpowiedzi na pytanie „kim ja właściwie jestem?” po to, by życie mogło pójść dalej: by wybrać jakieś studia, jakiś związek, jakąś karierę, jakiś styl życia. Konfrontacja z owym pytaniem przy braku wcześniejszego ćwiczenia w refleksji sprawia, że godzimy się na przyjęcie najbardziej dostępnej, a więc najczęściej najbardziej powierzchownej i mylącej odpowiedzi. A skąd się biorą treści najbardziej dostępne? Z powierzchni naszej pamięci właśnie. Z naszych doświadczeń, z przekazów, które usłyszeliśmy w domu rodzinnym lub w innych znaczących relacjach. A jako że łatwiej jest nam sobie przypomnieć pewne sytuacje niż samego siebie w nich, pobieżna refleksja może doprowadzić nas do widzenia siebie jedynie przez pryzmat tego, co nas spotkało, co ktoś nam zrobił czy powiedział. Tracimy z oczu siebie jako aktywny podmiot własnych przeżyć. „Na dobitkę”, w zależności od naszego aktualnego stanu, umysł (działający na zasadzie sieci skojarzeń) pobudza treści pamięci spójne właśnie z naszym aktualnym obrazem siebie. I tak, jeśli widzimy siebie jako osobę, której w życiu nie wychodzi, umysł aktywizuje tę treść i sprawia, że przeżycia „pasujące do tej narracji” są szybciej dostępne, a więc bezwiednie zyskujemy „argumenty na rzecz aktualnie obowiązującej wersji”.

Ale czy obraz mnie jest mną? Czy to, co pamiętam o sobie, jest cał? prawd? o?mnie? ą prawdą o mnie?

Podmiot pamięci

Wróćmy do wizji rozwoju człowieka, jaką przedstawił Erikson, i do jego koncepcji, zgodnie z którą określenie swojej tożsamości jest kluczowym dylematem człowieka na etapie wchodzenia w dorosłość. Do konstruktywnego rozwiązania tego dylematu człowiek potrzebuje wpierw doświadczyć nadziei, autonomii, inicjatywy i pracowitości, a więc pozytywnych przeżyć związanych z byciem podmiotem. Wydaje się, że sekwencja ta podprowadza również do zrozumienia siebie jako podmiotu, a nie przedmiotu życia – nie jestem tym, co o mnie powiedzieli rodzice, oceną, którą dostałem, karą, której doświadczyłem za wybryk, więźniem jakieś granicy, którą mi postawiono czy ofiarą jakiejś niekorzystnej sytuacji międzyludzkiej. Mimo że w mojej pamięci mogę znaleźć argumenty świadczące „przeciwko mnie”, gdy zatrzymam się na dłużej i podejmę głębszą refleksję, mogę spytać się siebie: czy naprawdę tylko te doświadczenia świadczą o mnie? Czy zanurzając się głębiej w pamięć, nie znajdę w niej przeżyć pokazujących coś zgoła innego, bardziej autentycznego, jakiegoś właściwego mi rysu, który przewija się przez całą moją historię? Jeśli skorzystam z pamięci z pozycji podmiotu, mogę poddać jej treść refleksji i dzięki temu zbliżyć się do trafnej odpowiedzi na pytanie o siebie samego.

A ty, który to czytasz – kim ty właściwie jesteś? 

Helena Teixeira Respondek

Psycholog, stypendystka Prezydenta Miasta Gdańska, dyplomu z psychologii klinicznej broniła na Uniwersytecie SWPS w Sopocie. Studia podyplomowe z metody ADI/TIP ukończyła w 2016 na Faculdade Ciências Médicas de Minas Gerais w Belo Horizonte w Brazylii.
Jej tłumaczenie na portugalski tekstów Romana Ingardena (pod red. prof. Tommy’ego Akira Goto) zostało opublikowane w Phenomenological Studies – Revista da Abordagem Gestaltica.

Opublikowano 23.06.2025

ZOBACZ RÓWNIEŻ

PIąty odcinek specjalny podcastu „Słuchając drogi” już dostępny! To seria rozmów przygotowanych w ramach Festiwalu Nowe Epifanie.
Pierwsze spektakle Festiwalu Nowe Epifanie, warsztaty z higieny cyfrowej w ramach nowego projektu „Ciszej…” i wiele więcej. Co wybieracie z naszych lutowych propozycji?
Rozpoczynamy nabór do Chóru Centrum Myśli Jana Pawła II. Tym razem szczególnie zapraszamy głosy męskie.
Czwarty odcinek specjalny podcastu „Słuchając drogi” już dostępny! To seria rozmów przygotowanych w ramach Festiwalu Nowe Epifanie.

Klikając „Zgadzam się” udzielasz zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych dotyczących Twojej aktywności na naszej witrynie w celach analitycznych, zapewnienia prawidłowego działania funkcjonalności z serwisów społecznościowych oraz serwerów treści. Szczegółowy opis celów i zakresu przetwarzanych danych znajdziesz tutaj.