Mit o rzekomej zmianie kościelnego nauczania w sprawach udzielania nieuczciwych kredytów jest dzisiaj głęboko zakorzeniony. Znajdziemy jego ślady nie tylko u wielu popularnych publicystów, ale i niektórych utytułowanych historyków.
Niedawno wznowiona w Polsce książka wybitnego francuskiego mediewisty Jacques’a Le Goffa „Sakiewka i życie” (Aletheia 2023) jest dobitnym tego przykładem. Autor w eseistycznej formie przytaczał bardzo dosadne cytaty z XII- i XIII-wiecznej literatury kościelnej odsądzające od czci i wiary wszystkich lichwiarzy. Dawanie kredytu na wysoki procent było wówczas uważane za czyn niemoralny, groziły za to ekskomuniki, potępienia i kary doczesne, a w ostateczności piekło. Le Goff robi aluzje, iż w dzisiejszym nowoczesnym kapitalizmie nie mamy już z tym problemów. W domyśle: posoborowy Kościół funkcjonuje w symbiozie ze światowymi narzędziami finansowymi, nawet sam prowadzi banki, które przecież nie dopłacają do interesu. Przy odrobinie wyobraźni można to uznać za dowód na ewolucję kościelnej doktryny moralnej.
Podobne tezy znajdziemy u innych autorów. Jednym z nich jest ks. prof. Jan Kracik z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, który doszedł do zbliżonych wniosków w opublikowanym referacie Kredyt i lichwa jako zjawiska społeczne. Kończył on swój tekst wymownym podsumowaniem: „Tak zniknął cichaczem ostatni ślad czynnej do 1830 r. kościelnej tamy przeciwlichwowej, od dawna wielce przepuszczalnej. Pożyczany pieniądz od dawna przemieniał się w płodny z natury środek produkcji, nim to zostało konsekwentnie uznane przez Kościół”. Wypowiedź ta zawiera sugestię, jakoby kościelni kanoniści zrozumieli w końcu, że w nowoczesnych czasach piętnowanie lichwy to zwykły anachronizm.
Dla wielu publicystów, chętnie podchwytujących tego rodzaju tezy, kościelny stosunek do lichwy stał się emblematycznym przykładem na to, jak moralność, czy konkretnie pojęcie grzechu, może z czasem ulegać metamorfozom.
Gdzie jest prawda?
Czy faktycznie Kościół zmienił zdanie? Aby odpowiedzieć na tak postawione pytanie, niezbędna jest intelektualna precyzja. Wielu publicystów miesza kwestie oceny etycznej ze zmiennością prawa, kultury, a to zaciemnia obraz. Kościół katolicki przez wieki nie zmienił podstaw swojego nauczania dotyczącego na przykład oceny moralnej kradzieży, a przecież władze nie okaleczają już złodziei i nie wystawiają ich na widok publiczny, jak to było dawniej. Humanizowanie prawodawstwa czy zmiany w obyczajowości nie są tym samym co zmiana oceny moralnej jakiegoś czynu.
Drugą kwestią dopominającą się precyzji jest samo pojęcie lichwy. Przy mnogości autorów wypowiadających się o niej w toku dziejów należy skupić się na tych definicjach, które ukształtowały doktrynę kościelną.
Tak więc lichwa była określana przez klasyków przedmiotu, takich jak św. Tomasz z Akwinu, jako jedna z form wyzysku, polegająca na wykorzystaniu przez kredytodawcę swojej uprzywilejowanej pozycji względem pożyczającego w celu zmuszenia go do płacenia wysokich opłat nieuzasadnionych kosztami udzielenia kredytu. W ten sposób często wierzyciel wciągał pożyczkobiorcę w spiralę długu. Nie mogąc go spłacić, nieszczęśnik tracił wolność, a w skrajnych przypadkach, w akcie desperacji, również życie. Wierzyciel wykorzystywał tu bądź naiwność i niewiedzę swojego klienta, bądź jego przymusową sytuację życiową: głód, chorobę, brak dachu nad głową, inne zdarzenia losowe. Ta nieuczciwa opłata, która była przyczyną uzależnienia, najczęściej zawierała się w oprocentowaniu kredytu, wysokim ponad miarę, często przekraczającym możliwości spłaty zobowiązania. Proceder ten był powszechnym zjawiskiem, występującym wszędzie tam, gdzie brakowało hamulców moralnych (oraz prawnych), a chęć zysku przysłaniała jakiekolwiek pobudki etyczne. Pomimo licznych potępień, lichwiarzy w żadnej z epok nie brakowało. Jak wiemy, chociażby z mediów, istnieją również w dzisiejszej bankowości.
Historyczna kontynuacja
Od czasów starożytnych aż po wiek XIX o lichwie pisze się wyłącznie negatywnie. Już w starotestamentowej Księdze Wyjścia istniał surowy zakaz pobierania odsetek od pożyczki: „Jeśli pożyczysz pieniądze ubogiemu z mojego ludu, żyjącemu obok ciebie, to nie będziesz postępował wobec niego jak lichwiarz i nie każesz mu płacić odsetek” (Wj 22,24). Jest to jedno z najstarszych przesłań antylichwiarskich, które dotyka sedna problemu. Nie jest złem samo udzielanie pożyczki, wręcz jest ono przejawem ludzkiej solidarności, darem. Jednak złem jest wypaczenie tej szlachetnej intencji chęcią łatwego zysku cudzym kosztem. Wówczas pożyczka staje się nie pomocą, a wielką krzywdą zadaną bliźniemu. Dostrzegano w lichwie wewnętrzną sprzeczność i uznawano ją za wynaturzenie.
W potępieniu lichwy zgodne były najważniejsze autorytety starożytności, autorzy tacy jak Herodot, Arystoteles, Tacyt. Poza Starym Testamentem lichwa jest uznana za zło również w Koranie czy Ewangelii. W średniowiecznej Europie lichwę potępiały niemal wszystkie sobory kościelne. Najczęściej przytaczana jest opinia II Soboru Laterańskiego, z 1139 r. O lichwiarzach ojcowie soborowi pisali: „Potępiamy następnie nienasyconą chciwość zysku lichwiarzy, uznaną za przeklętą i haniebną przez prawa Boże i ludzkie, zakazaną przez Pismo Święte, tak w Starym, jak i w Nowym Testamencie; ludziom trudniącym się lichwą odmawiamy wszelkiej posługi kościelnej i zarządzamy, aby żaden arcybiskup, żaden biskup, ani opat jakiegokolwiek zakonu i w ogóle żaden duchowny nie dopuszczał do siebie lichwiarzy bez największej ostrożności. Przez całe życie mają być uważani za pozbawionych czci, a jeśli się nie opamiętają, należy ich pozbawić chrześcijańskiego pogrzebu”.
Również reformacja nie spowodowała większych zmian w podejściu do lichwy. Teolodzy katoliccy i protestanccy w tej materii mówili ciągle jednym głosem. Marcin Luter nawet zdawał się bardziej radykalny niż jego katoliccy odpowiednicy: „jeżeli łamie się kołem i ścina zabójców, morderców i podpalaczy, to o ileż słuszniej należałoby łamać kołem, żyły wypruwać […] przepędzać, wyklinać i ścinać wszystkich lichwiarzy” (Martin Luther, An die Pfarrherrn…, 1540).
Aż do XIX wieku istniał szeroki konsensus w traktowaniu lichwy jako zła. W przytaczanym wcześniej cytacie Jana Kracika mowa jest o zmianach, które w prawodawstwie kościelnym dotyczącym kredytu miały nastąpić dopiero w 1830 roku. To właśnie jedno z tych wydarzeń historycznych, przy opisie których warto zadbać o precyzję. To, co prof. Kracik określił mianem przełomu, było jedynie techniczną korektą – Święte Oficjum, odpowiadając na pismo biskupa Rennes, uznało za nieaktualne zakazy przy naliczaniu odsetek od kredytów, a więc coś, co od zawsze wywoływało kontrowersje i było przedmiotem sporów. Kanoniści uznali, że są sytuacje, w których oprocentowanie może być uzasadnione i nieszkodliwe, np. przy pożyczkach inwestycyjnych, pod warunkiem że procenty nie są absurdalnie wysokie i arbitralne. Jednak pozostało w mocy potępienie lichwy jako takiej, nazwanej moralnym złem. To ważne, ponieważ mylimy praktykę odchodzenia Kościoła od pułapek zbyt precyzyjnych regulacji, dywagacji „od ilu procent zaczyna się lichwa?”, z głoszeniem ogólnych etycznych zasad mocno opartych na aksjologii. Jeżeli tak na to spojrzymy, to nic się nie zmieniło.
Czy bank może być pobożny?
Poza potępianiem i represjami Kościół inicjował również działania pozytywne.
Inicjatywa wyszła paradoksalnie z zakonu św. Franciszka z Asyżu, czyli środowiska mało kojarzonego z pieniędzmi. W XV wieku franciszkanie zaczęli wcielać w życie ideę etycznych pożyczek jako przeciwwagi dla działalności lichwiarzy. Uznając, że lichwiarstwa nie da się wyplenić, a samo pożyczanie pieniędzy może być tożsame z miłosierdziem, zaczęto zakładać tzw. Montes Pietatis (góry miłosierdzia) czy, jak później się utrwaliło, „banki pobożne”. Ich założycielami byli wybitni franciszkanie, późniejsi święci i błogosławieni Jan Kapistran, Bernardyn ze Sieny i Bernardyn z Feltre. Wiemy o tych bankach całkiem sporo, ponieważ w późnym średniowieczu mieliśmy ich prawdziwy wysyp, a zasady, na których działały, zostały szybko skodyfikowane przez papieży i potraktowane jako wzór do naśladowania. Zresztą niektóre z nich, np. Krakowskie Arcybractwo Miłosierdzia, działają do dzisiaj.
Tutaj musimy dotknąć wrażliwej kwestii. Kredyty w wielu krajach chrześcijańskich stawały się domeną Żydów, którzy nie podlegali prawodawstwu kościelnemu i cieszyli się w tym względzie autonomią. To przede wszystkim im przypisywano praktyki lichwiarskie. Dlatego do franciszkańskich świętych, zwalczających w pełnych pasji kazaniach lichwę, nieprzypadkowo przylgnęło miano krzewicieli ekonomicznego antysemityzmu.
„Banki pobożne”, patrząc z dzisiejszej perspektywy, nie były jakąś nieziemską instytucją rozdawniczą. Czytając o zasadach, na których się opierały, powiedzielibyśmy, że blisko im do nam współczesnych banków municypalnych, spółdzielczych czy kas zapomogowych. Stosowano w nich normalne zasady bankowe: badano wypłacalność wierzyciela, stosowano zastaw, nie zawsze, ale z czasem coraz częściej, naliczano odsetki (maksymalnie 12 procent). Na tle zachowań lichwiarskich dominujących w ówczesnej Europie była to poważna konkurencja zmieniająca czy też cywilizująca oblicze bankowości.
Lichwiarze wiecznie żywi
W prawodawstwie krajów europejskich, w tym Unii Europejskiej, znajdują się i dzisiaj regulacje prawne (często określane potocznie jako ustawy antylichwiarskie) zakazujące niegodziwych praktyk i stosowania mechanizmów będących pułapkami na klientów. Wiedzą coś o tym „frankowicze”, którzy wygrywają procesy z wielkimi bankami. Co ciekawe, w II RP był ustawowo ustalony maksymalny pułap oprocentowania kredytów na 12 procent. Przetrwał on cały PRL i został zniesiony dopiero w 1989 roku. Po czasach polskiej transformacji gospodarczej, która stworzyła doskonałe warunki dla nieuczciwych praktyk finansowych, w 2005 roku ponownie nałożono na banki ograniczenia w oprocentowaniu kredytu. Fakt, że ustawę wprowadzającą te przepisy dziennikarze nazywali antylichwiarską, brzmi jak echo historii. A co o lichwie mówi współczesny posoborowy Kościół? Jeżeli się wczytamy w Katechizm Kościoła Katolickiego, jest w nim kilka na tyle mocnych przesłań, że nie da się ich zignorować:
Aczkolwiek w działalności ekonomicznej lub finansowej poszukiwanie sprawiedliwego zysku jest do przyjęcia, to lichwa jest moralnie potępiona: „Przez lichwiarstwo i chęć zarobku, powodujące głód i śmierć swoich współbraci, spekulanci pośrednio popełniają zabójstwo, za które są odpowiedzialni” (KKK 2269). Międzynarodowe stosunki ekonomiczne też bardzo często naznaczone są niesprawiedliwością, dlatego potępienie rozciąga się na takie systemy finansowe, na równi z praktyką lichwiarstwa (KKK 2438).
Jeżeli te teksty zestawimy z cytowanym wcześniej zapisem II Soboru Laterańskiego z 1139 r., to ze zdziwieniem zauważymy, że są pisane w tym samym duchu. Występujące w nich różnice semantyczne nie są wcale takie fundamentalne, jak by sugerowali profesorowie Jacques Le Goff czy Jan Kracik. Jako podsumowanie niech posłuży wypowiedź papieża Jana Pawła II w milenijnym roku 2000 w czasie jednej z audiencji generalnych: Lichwa jest społeczną plagą, która rozpowszechnia się i dlatego bezwzględnie konieczne jest niesienie pomocy wszystkim tym, którzy wpadli w tę sieć niesprawiedliwości i poważnych cierpień. Mam szczerą nadzieję, że w kontekście Roku Jubileuszowego, dzięki udziałowi wszystkich, mogłyby być podjęte konkretne kroki w celu wyeliminowania tej groźnej plagi
Piotr Strasz
Zastępca redaktora naczelnego, historyk, pracownik CMJP2, redaktor portalu JP2online.pl
Pobierz magazyn