Czy w epoce dystansu istnieje jeszcze nadzieja na szczęśliwą relację z drugim człowiekiem? Z jednej strony mamy nieograniczone możliwości kontaktu z innymi, z drugiej – coraz częściej odczuwamy samotność i trudność w budowaniu głębokich relacji.
W teorii wszystko wydaje się proste. Jesteśmy stworzeni do kontaktu z drugim człowiekiem, a jego brak może prowadzić do poważnych skutków emocjonalnych i zdrowotnych. W teorii mamy wiele okazji do poznawania innych – w szkole, w pracy, na ulicy czy w miejscach, w których lubimy przebywać. W teorii mechanizm poznawania nowych ludzi jest prosty – pierwszy kontakt wzrokowy, przywitanie i wzajemne zainteresowanie, by znaleźć kogoś, kto będzie nam bliski. W teorii. A w praktyce?
Według badań Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu aż 68 procent dorosłych Polaków odczuwa samotność, a 23 procent przyznaje się do izolacji społecznej. Z kolei badania przeprowadzone przez Mindgenic AI wśród osób z pokolenia Z wykazały, że samotność może dotykać nawet 60 procent ludzi młodych. Według badań przeprowadzonych w Niemczech dla Fundacji Bertelsmanna jedna na dziesięć osób z pokolenia Z czuje się „bardzo samotna”. Kolejne 35 procent ankietowanych przyznało się do „umiarkowanej samotności”.
Bliskość wymaga obecności
2020 rok był dla nas wszystkich przełomem. Czas pandemii, mimo ogromnej solidarności w obliczu zagrożenia, sprawił, że musieliśmy sobie poradzić bez fizycznej bliskości z innymi ludźmi. Praca zdalna, kontakt przez internetowe komunikatory czy cyfrowa rozrywka nauczyły nas, jak wygodne jest życie bez wychodzenia z własnej strefy komfortu. By wykonać swoją pracę lub poznać innych ludzi, wystarczy, że włączę komputer, poświęcę kilka chwil i mam to, czego chciałem.
Nie chcę powiedzieć, że wszystkie rozwiązania, z jakich zaczęliśmy wtedy korzystać, są złe. Sam chętnie pracuję spoza biura i mam kilku przyjaciół, których poznałem przez media społecznościowe. Dla niektórych sfera wirtualnej rzeczywistości stała się jednak jedynym punktem odniesienia. Wygląda to tak, jakby ktoś założył gogle VR i poruszał się w nich po realnym świecie. Taka sytuacja może doprowadzić do zubożenia relacji, zaniku umiejętności budowania głębokiej więzi, a w dłuższej perspektywie – do poczucia pustki i samotności, której nie da się zapełnić kolejnym powiadomieniem czy lajkiem.
Bliskość wymaga obecności – nie tylko fizycznej, ale przede wszystkim emocjonalnej. Tymczasem łatwość, z jaką można dziś „nawiązać kontakt”, nie idzie w parze z łatwością utrzymania relacji. Zamiast spotkać się twarzą w twarz, częściej wybieramy szybkie emoji, zamiast rozmowy – krótką wiadomość. W efekcie coraz trudniej nam odczytywać emocje, rozmawiać szczerze czy budować zaufanie.
Perspektywa młodych dorosłych
Okres między osiemnastym a dwudziestym piątym rokiem życia dla wielu z nas jest związany z szokiem poznawczym. Z beztroskiego świata pełnego codziennych przygód, kartkówek i żartów na szkolnym korytarzu wkraczamy w świat, w którym obowiązują poważne zasady, przepisy, a zamiast znajomych w naszym wieku otaczają nas ludzie starsi od nas.
Zaczynając dorosłe życie, chcemy dać z siebie wszystko i udowodnić, że lata edukacji nie poszły na marne. Skupiamy się na własnych problemach i na celach, które chcemy osiągnąć. Spisanie zadania domowego od koleżanki nie przynosi już sukcesu w postaci upragnionej piątki w dzienniku. Zaczynamy brać odpowiedzialność za swoje czyny, które mogą mieć poważne konsekwencje. Wchodzimy w ten świat całym sobą, bo wiemy, że damy radę i że spełnienie marzeń przy ciężkiej pracy jest możliwe.
W dorosłym życiu dostrzegamy też, jak wiele zmienia się w naszych relacjach. Koleżanka z klasy, która wydawała się niezastąpiona, nagle okazuje się dorosłą nieznajomą, z którą wymieniliśmy ostatnią wiadomość w 2017 roku. Kolega z liceum, który zabierał cię na wspólne wagary do pobliskiej galerii, nagle okazał się dorosłym prezesem firmy, którego minąłeś ostatnio na ulicy bez słowa. A przyjaciółka, z którą wspólnie robiłeś notatki na studiach, wyleciała do Hiszpanii i tam prowadzi nowe życie – bez ciebie. Wielu z nas zadaje sobie trudne pytanie – czy warto budować relacje, skoro i tak większość z nich przeminie? Moim zdaniem zdecydowanie warto.
Każda nowa relacja uczy nas, jak budować bliskość z drugim człowiekiem. Dzięki dużej ilości kontaktów, jakie tworzymy w czasie naszych szkolnych lat, dostrzegamy różnorodność i piękno każdego człowieka. Relacje uczą nas empatii, słuchania, otwartości. Pokazują, co nas zbliża, a co oddala. Dzięki nim lepiej poznajemy siebie – swoje granice, potrzeby, reakcje. Poznajemy, jakie mamy wartości, jaki świat i jakich ludzi chcielibyśmy mieć wokół siebie. Dlatego bliskość nie musi trwać wiecznie, by była wartościowa.
Niezastąpione pozostają też relacje z najbliższymi. Rodzina, która jest fundamentem i domem, w okresie prób i błędów, w pierwszych chwilach dorosłości staje się bezpieczną ostoją. To do niej często wracamy – myślami, telefonami, a czasem fizycznie – kiedy świat wydaje się zbyt głośny, zbyt szybki i zbyt wymagający. Relacja z rodziną dojrzewa razem z nami. Przechodzi od zależności do dialogu, od opieki do partnerstwa. Czasem bywa trudna, pełna nieporozumień i ścierania się różnych wizji życia, ale to właśnie ta bliskość – zakorzeniona w miłości i wspólnych przeżyciach – ma ogromną siłę przetrwania. Nawet jeśli nie zawsze ją okazujemy lub nie potrafimy o niej mówić wprost, bliskość z rodziną często daje nam poczucie zakotwiczenia – przypomina, kim jesteśmy, skąd pochodzimy i gdzie zawsze możemy wrócić.
Jestem wdzięczny za każdą znajomość, którą przyniosło mi życie. Dzięki tym doświadczeniom mogłem poznać, kim naprawdę jestem, co się dla mnie liczy i jakie wartości cenię w ludziach. Ta wieloletnia podróż przyniosła mi wspaniałych przyjaciół, dzięki którym mogę dalej iść przez życie, oraz uświadomiła, jak ważna w życiu pozostaje bliskość.
Czy prawdziwa bliskość jest możliwa?
Według psychologii człowiek jest istotą społeczną. To znaczy, że do prawidłowego funkcjonowania potrzebujemy obecności innych ludzi. Izolacja i dystansowanie się od drugiego człowieka mogą prowadzić do wielu problemów emocjonalnych oraz chorób somatycznych. Czy można jednak budować relację tylko po to, by zapobiec przykrym konsekwencjom samotności i by przetrwać w otaczającym nas świecie? Konsekwencją takiego założenia byłoby instrumentalne traktowanie otaczających nas osób. Moim zdaniem w przypadku znajomości opartych tylko na chęci korzyści nie można mówić o bliskości.
Prawdziwa bliskość wymaga pełnego zaangażowania i odwagi. Odwagi do bycia szczerym, do okazywania słabości, do słuchania i przyjmowania drugiego człowieka takim, jakim jest. I nie zawsze jest to proste. Czasami prawdziwa bliskość rodzi się w bólach, powstaje z niechęci do drugiego człowieka, a nawet z obojętności. Pod wpływem kontaktów i otwartości zaczynamy jednak dostrzegać jego piękno i wyjątkowość.
Moim zdaniem w budowaniu bliskości z drugim człowiekiem najważniejsza jest uważna obecność. To nie ilość czasu buduje więź, ale jakość. Krótkie, ale pełne skupienia spotkanie może znaczyć więcej niż godziny spędzone obok siebie bez chęci zrozumienia drugiej osoby. Bliskość zaczyna się od prostego gestu: dostrzeżenia drugiego człowieka i prawdziwego zainteresowania tym, co w nim żywe – emocjami, myślami, potrzebami. Autentyczną bliskość budują drobne gesty i słowa. Czasem wystarczy jedno zdanie: „Jak się dziś czujesz?”, albo spokojne: „Jestem tutaj, jeśli chcesz pogadać”. To nie wielkie deklaracje zbliżają nas do siebie, ale właśnie te pozornie małe, ciche znaki obecności. Bliskość nie przychodzi sama – trzeba ją wybrać. Trzeba się na nią odważyć i być gotowym pielęgnować ją mimo trudności. Ale właśnie dlatego, gdy już się pojawi, potrafi stać się jedną z najbardziej wartościowych rzeczy w naszym życiu.
Mariusz Celmer
Student psychologii na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, stypendysta m.st. Warszawy im. Jana Pawła II, interesuje się psychologią pracy i organizacji oraz wspomaganiem rozwoju.
Pobierz magazyn