Powołanie kapłańskie Jana Pawła II

Z Centrum Myśli Jana Pawła II - WIKIJP2
Skocz do: nawigacja, szukaj

Powołanie kapłańskie Jana Pawła II - Karol Wojtyła pełnił posługę kapłańską od 1 listopada 1946 do swojej śmierci 2 kwietnia 2005 roku. Do chwili wyboru na papieża 16 października 1978 roku był on nieprzerwanie kapłanem archidiecezji krakowskiej.

Początki powołania

Dorastając w Wadowicach, w międzywojennej Polsce, młody Karol Wojtyła wyróżniał się dużym zaangażowaniem religijnym (w szczególności nabożeństwem do Matki Bożej) oraz zainteresowaniem naukami humanistycznymi oraz kulturą i sztuką. Jako jeden z pierwszych znaków nadchodzącego powołania, Karol Wojtyła przypominał spotkanie z metropolitą krakowskim arcybiskupem Adamem Stefanem Sapiehą, który podczas nauki przyszłego papieża w gimnazjum wizytował jego parafię w Wadowicach. Wojtyła został wytypowany przez swojego katechetę ks. Edwarda Zachera do delegacji witającej krakowskiego hierarchę i wygłoszenia słów jego powitania. Po latach, papież tak wspominał to wydarzenie:

Miałem więc po raz pierwszy w życiu sposobność, aby stanąć przed tym człowiekiem, którego wszyscy otaczali wielką czcią. Wiem też, że po moim przemówieniu Arcybiskup zapytał katechetę, na jaki kierunek studiów wybieram się po maturze. Ks. Zacher odpowiedział: "idzie na polonistykę. Na co Arcybiskup miał powiedzieć: "szkoda, że nie na teologię". Na tamtym etapie życia moje powołanie kapłańskie jeszcze nie dojrzało, chociaż wielu z mojego otoczenia przypuszczało, że mógłbym pójść do seminarium duchownego. Jeżeli młody człowiek o tak wyraźnych skłonnościach religijnych nie szedł do seminarium, to mogło rodzić domysły, że wchodzi tu w grę sprawa jakiś innych miłości czy zamiłowań. Miałem w szkole wiele koleżanek i kolegów, byłem związany z pracą w szkolnym teatrze amatorskim, ale nie było to decydujące. W tamtym okresie decydujące wydawało mi się zamiłowanie do literatury, a w szczególności do literatury dramatycznej i do teatru.
— Jan Paweł II, Dar i Tajemnica. W pięćdziesiątą rocznicę moich święceń kapłańskich, s. 9[1].


Po maturze w maju 1938 roku, Karol Wojtyła zapisał się na studia filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Z uwagi na wybuch II wojny światowej, udało mu się ukończyć tylko pierwszy rok akademicki. Zdaniem papieża, studia polonistyczne, wprowadzające w rzeczywistość misterium słowa i historii języka, ze szczególnym uwzględnieniem starosłowiańskich źródeł polszczyzny, otworzyły jego intelekt na nowe obszary zainteresowań: filozofię i teologię[2].

Podczas okupacji hitlerowskiej, jesienią 1940 roku Wojtyła podjął pracę fizyczną w kamieniołomie należącym do zakładów chemicznych Solvay na krakowskim Zakrzówku. W tym samym czasie był aktywnie związany z "teatrem słowa", tworzonym w podziemiu przez Mieczysława Kotlarczyka. Mniej więcej w 1941 roku Wojtyła doszedł do wniosku, że działalność artystyczna nie jest jego powołaniem. Ostateczną decyzję o wstąpieniu do konspiracyjnego Krakowskiego Seminarium Duchownego podjął jesienią 1942 roku. Mieściło się ono na poddaszu rezydencji metropolity krakowskiego, a funkcję rektora pełnił ks. Jan Piwowarczyk. Równolegle, nowy kleryk rozpoczął studia na tajnym Wydziale Teologicznym UJ, nie przerywając oczywiście pracy w Solvayu[3].

Wpływy i inspiracje

Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał złożoność i wielowątkowość swojej formacji duchowej, która doprowadziła go do wstąpienia w stan kapłański.

Rodzina

Jako jeden z podstawowych czynników kształtujących swoją duchowość Wojtyła wskazywał wzorce rodzinne. Po wczesnej utracie matki oraz starszego brata, mieszkał tylko z ojcem, którego osobista postawa wiary wpłynęła na życie religijne przyszłego papieża.

Nieraz zdarzało mi się budzić w nocy i wtedy zastawałem mojego Ojca na kolanach, tak jak na kolanach widywałem go zawsze w kościele parafialnym. Nigdy nie mówiliśmy z sobą o powołaniu kapłańskim, ale ten przykład mojego Ojca był jakimś pierwszym domowym seminarium.
— tamże, s. 22[4].


Praca fizyczna podczas okupacji

Doświadczenie pracy w zakładach Solvay i kontakt z zatrudnionymi tam robotnikami były dla Wojtyły kolejnymi czynnikami wzmacniającymi decyzję o wstąpieniu do seminarium duchownego.

Miałem także sposobność przekonania się o tym, ile drzemie w nich zainteresowań religijnych i życiowej mądrości. Te kontakty - jak wspomniałem - przetrwały długo po zakończeniu okupacji, właściwie aż do czasu mojego wyboru na Biskupa Rzymu (...)
— tamże, s. 24[5].


Kontakty z parafią salezjanów na Dębnikach i Janem Tyranowskim. Duchowość Karmelu

Podczas okupacji Wojtyła regularnie uczęszczał do prowadzonej przez księży salezjanów parafii p.w. św. Stanisława Kostki na krakowskich Dębnikach. Hitlerowcy wywieźli do obozów koncentracyjnych większość posługujących tam duchownych, pozostawiając w parafii jedynie starego proboszcza i inspektora prowincji krakowskiej zgromadzenia. Tam poznał Jana Tyranowskiego, z zawodu urzędnika, pracującego jako krawiec w zakładzie swojego ojca. Tyranowski wprowadził Wojtyłę w świat mistyki i duchowości karmelitańskiej św. Jana od Krzyża i św. Teresy z Avila. To rozbudzone zainteresowanie doprowadziło przyszłego papieża do kontaktów z krakowskim klasztorem karmelitów bosych przy ulicy Racławickiej, a nawet myśli o wstąpieniu do Karmelu. Po rozmowie z kard. Sapiehą, Wojtyła postanowił jednak kontynuować naukę w tajnym seminarium diecezjalnym[6].

Kierownictwo duchowe ks. Figlewicza

W latach pracy w Solvayu i nauce w tajnym seminarium kierownikiem duchowym Wojtyły i spowiednikiem był ks. Kazimierz Figlewicz, wikary rodzimej parafii przyszłego papieża w Wadowicach, następnie posługujący w Katedrze Wawelskiej i pełniący tam funkcję podkustosza generalnego. To dzięki niemu jeszcze w czasach wadowickich młody Wojtyła został ministrantem. W późniejszych latach wspominał, że dzięki niemu poznał niezwykłe bogactwo i symbolikę liturgii Triduum Paschalnego[7].

Aspekt maryjny

Od najmłodszych lat duchowość przyszłego papieża budowało żarliwe nabożeństwo do Matki Bożej. Jednym z najwcześniejszych wspomnień Wojtyły był wizerunek Matki Bożej Nieustającej Pomocy z kościoła parafialnego w Wadowicach. Innym ważnym elementem budującym maryjność Wojtyły był klasztor karmelitów trzewiczkowych na wadowickiej Górce. Tam przyszła głowa Kościoła rzymskokatolickiego przyjęła w wieku 10 lat szkaplerz karmelitański, którego czcicielem Jan Paweł II pozostał aż do śmierci. Podczas uczęszczania do parafii w Dębnikach, Wojtyła odkrył wartość modlitwy różańcowej w kręgu "Żywego Różańca". Papież w następujący sposób charakteryzował swoją maryjność:

O ile dawniej byłem przekonany, że Maryja prowadzi nas do Chrystusa, to w tym okresie (zaangażowania we wspólnocie "Żywego Różańca w Dębnikach - przyp.) zacząłem rozumieć, że również i Chrystus prowadzi nas do swojej Matki. Był taki moment, kiedy nawet poniekąd zakwestionowałem swoją pobożność maryjną, uważając, że posiada ona w sposób przesadny pierwszeństwo przed nabożeństwem do samego Chrystusa. Muszę przyznać, że wówczas z pomocą przyszła mi książeczka św. Ludwika Marii Grignion de Montfort nosząca tytuł "Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny". W książeczce tej znalazłem poniekąd gotową odpowiedź na moje pytania. Tak, Maryja nas przybliża do Chrystusa, prowadzi nas do Niego, ale pod warunkiem, że przeżyjemy jej tajemnicę w Chrystusie (...) Zrozumiałem wówczas, dlaczego Kościół trzy razy w ciągu dnia odmawia "Anioł Pański", zrozumiałem też, jak bardzo kluczowe są słowa tej modlitwy (...) Wyrażają one zasadniczą treść największego wydarzenia, jakie dokonało się w dziejach ludzkości. Tu tłumaczy się pochodzenie owego Totus Tuus. Tak więc dzięki św. Ludwikowi zacząłem na nowo odkrywać wszystkie skarby dotychczasowej pobożności maryjnej, ale niejako z nowych pozycji: na przykład od dziecka słuchałem Godzinek o Niepokalanym Poczęciu NMP śpiewanych w kościele parafialnym, ale dopiero wówczas dostrzegłem, jakie bogactwo treści teologicznej oraz treści biblijnej jest w nich zawarte. To samo odnosi się poniekąd do pieśni ludowych, chociażby polskich kolęd na Boże Narodzenie, Gorzkich Żalów na Wielki Post, w których osobne miejsce zajmuje dialog duszy z Matką Bolesną. Wszystkie te doświadczenia duchowe wyznaczały jak gdyby szlak modlitewny i kontemplacyjny mojej drogi do kapłaństwa, a potem w kapłaństwie - aż do dnia dzisiejszego.
— tamże, s. 29-31[8].


Pozostałe czynniki

Do wymienionych wyżej elementów budujących przyszłą formację kapłańską, Jan Paweł II dodawał jeszcze postać świętego brata Alberta Chmielowskiego, doświadczenia II wojny światowej oraz męczeństwa wielu polskich duchownych podczas okupacji niemieckiej i sowieckiej.

W dziejach polskiej duchowości św. Brat Albert posiada wyjątkowe miejsce. Dla mnie jego postać miała znaczenie decydujące, ponieważ w okresie mojego własnego odchodzenia od sztuki, od literatury i od teatru, znalazłem w nim szczególne duchowe oparcie i wzór radykalnego wyboru drogi powołania(...). Na skutek wybuchu wojny zostałem oderwany od studiów i środowiska uniwersyteckiego. Straciłem w tym czasie mojego Ojca, ostatniego człowieka z mojej najbliższej rodziny. Wszystko to stanowiło także w znaczeniu obiektywnym jakiś proces oderwania do poprzednich własnych zamierzeń, poniekąd wyrywania z gleby, na której dotychczas rosło moje człowieczeństwo. Jednakże nie był to tylko proces negatywny. Równocześnie bowiem coraz bardziej jawiło się mojej świadomości światło: Bóg chce, ażebym został kapłanem. Pewnego dnia zobaczyłem to bardzo wyraźnie: był to rodzaj jakiegoś olśnienia. To olśnienie niosło w sobie radość i pewność innego powołania. I ta świadomość napełniła mnie jakimś wielkim wewnętrznym spokojem (...). Otóż w tym wielkim i strasznym theatrum II wojny światowej wiele zostało mi oszczędzone. Przecież każdego dnia mogłem zostać wzięty z ulicy, z kamieniołomu czy z fabryki i wywieziony do obozu. Nieraz nawet zapytywałem samego siebie: tylu moich rówieśników ginęło, a dlaczego nie ja? Dziś wiem, że nie był to przypadek. W kontekście tego wielkiego zła, jakim była wojna, w moim życiu osobistym jakoś wszystko działało w kierunku dobra, jakim było powołanie (...) Mówię zaś o tym dlatego, ażeby uwydatnić, że moje kapłaństwo właśnie na tym pierwszym etapie wpisywało się w jakąś olbrzymia ofiarę ludzi mojego pokolenia, mężczyzn i kobiet. Mnie te najcięższe doświadczenia zostały przez Opatrzność oszczędzone, ale dlatego mam tym większe poczucie długu, w stosunku do tylu znanych mi ludzie, a także jeszcze liczniejszych, owych bezimiennych, bez różnicy narodowości i języka, którzy swoją ofiarą na wielkim ołtarzu dziejów przyczynili się w jakiś sposób do mojego powołania kapłańskiego. W pewnym sensie wprowadzili mnie oni na tę drogę, w świetle ofiary ukazali mi prawdę - najgłębszą i najistotniejszą prawdę kapłaństwa Chrystusowego.
— tamże, s. 33-38[9].


Święcenia i prymicja

13 października 1946 roku kleryk Karol Wojtyła otrzymał święcenia subdiakonatu (przed Soborem Watykańskim II były to niższe święcenia kapłańskie, które zniesiono w wyniku posoborowych zmian liturgicznych), a wkrótce później diakonatu. Święcenia kapłańskie ks. Karola Wojtyły miały miejsce 1 listopada 1946 roku w prywatnej kaplicy Biskupów Krakowskich przy ulicy Franciszkańskiej 3. Udzielił ich kardynał Adam Stefan Sapieha. Święcenia kapłańskie przyszłego papieża odbyły się w trybie przyśpieszonym. Właściwym terminem dla wszystkich alumnów z roku, na którym studiował Wojtyła miała być dopiero Palmowa Niedziela 1947 roku. Z uwagi na wyjazd młodego księdza na dalsze studia do Rzymu, metropolita krakowski udzielił specjalnej zgody na wcześniejsze święcenia[10].

Jan Paweł II o swoich święceniach

Tak więc w tej kaplicy, w czasie śpiewu Veni, Creator Spiritus oraz Litanii do Wszystkich Świętych, leżąc krzyżem oczekiwałem na moment włożenia rąk. Jest to chwila szczególnie przejmująca. Później wielokrotnie sprawowałem ten obrzęd jako Biskup, a także jako Papież. Jest coś dogłębnie przejmującego w tej prostracji ordynandów: symbol głębokiego uniżenia wobec majestatu Boga samego, a równocześnie ich całkowitej otwartości, ażeby Duch Święty mógł zstąpić, bo przecież to On sam jest sprawcą konsekracji. Veni, Creator Spiritus, mentes tuorum visita, imple superna gratia quae Tu creasti pectora. Tak jak we Mszy św. jest On sprawcą przeistoczenia chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa, tak i w Sakramencie Kapłaństwa jest On sprawcą konsekracji kapłańskiej czy biskupiej.
— tamże, s. 43-44[11].


Prymicyjna Msza św. nowego kapłana archidiecezji krakowskiej odprawiona została następnego dnia, w Dzień Zaduszny 1946 roku. Zgodnie z obowiązującym do dzisiaj zapisem Kodeksu Prawa Kanonicznego, każdy kapłan obrządku łacińskiego może w tym dniu odprawić trzy Msze św. Ks. Wojtyła odprawił trzy Msze w Katedrze Wawelskiej w krypcie św. Leonarda. Niegdyś stanowiła ona część tzw. Hermanowskiej Katedry biskupiej, obecnie jest częścią grobów królewskich znajdujących się na Wawelu. Kolejne prymicje odprawione zostały także w kościele św. Stanisława Kostki na Dębnikach, kościele parafialnym p.w. Ofiarowania NMP w Wadowicach oraz przy Konfesji św. Stanisława BM w Katedrze Wawelskiej. Młody ksiądz odprawił również prywatną Mszę św. dla środowiska związanego z Teatrem Rapsodycznym oraz podziemnej organizacji Unia z którą Wojtyła związany był podczas okupacji[12].

Wspomnienie z prymicji

Odprawiając prymicyjną Mszę św. w krypcie św. Leonarda pragnąłem uwydatnić moją żywą więź duchową z historią Narodu, która na Wzgórzu Wawelskim znalazła swoją szczególną kondensację. Ale nie tylko to. Jest w tym fakcie także głęboki moment teologiczny (...). Ci ludzie, których sarkofagi znajdują się w Katedrze Wawelskiej, także czekają na zmartwychwstanie. Cała Katedra zdaje się powtarzać słowa Symbolu apostolskiego: "Wierzę w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny". A ludzie, którzy w niej spoczywają, są wielkimi "Królami-Duchami", którzy prowadzą Naród poprzez stulecia. Są to nie tylko koronowani władcy i ich małżonki, czy też biskupi i kardynałowie, są to także wieszczowie, wielcy mistrzowie słowa, którzy tak ogromne znaczenie posiadali dla mojej chrześcijańskiej i patriotycznej formacji. W tych wawelskich Prymicjach uczestniczyło niewiele osób. Pamiętam, że była obecna moja chrzestna matka, starsza siostra mojej rodzonej Matki, Maria Wiadrowska. Pamiętam też, że do Mszy św. służył mi Mieczysław Maliński. Był on znakiem łączności ze środowiskiem Jana Tyranowskiego, który wtedy był już ciężko chory. Jako kapłan, a później jako biskup zawsze nawiedzałem kryptę św. Leonarda z wielkim wzruszeniem.
— tamże, s. 46-47[13].


Lata rzymskie: 1946-1948

Studia w Wiecznym Mieście, które ks. Wojtyła zakończył obroną doktoratu dotyczącego problematyki wiary u św. Jana od Krzyża na papieskim uniwersytecie Angelicum, były - jak wspomniał po latach Jan Paweł II - okresem jego "uczenia się Rzymu". Zamieszkując w Kolegium Belgijskim skupiającym księży z krajów francuskojęzycznych, młody polski ksiądz nawiązał bliskie kontakty z ks. Josephem Cardijnem, twórcą ruchu Młodzi Robotnicy Chrześcijańscy (franc. JOC) i późniejszym kardynałem. Organizacja kładła duży nacisk na apostolstwo świeckich środowisk robotniczych, które w Europie Zachodniej od wielu już lat znajdowały się na pozycjach dalekich od Kościoła. "Zastanawiając się nad tymi problemami duszpasterskimi, odkrywałem coraz bardziej sens i wartość kapłaństwa służebnego" - stwierdził po latach Jan Paweł II[14].

Podczas wakacji letnich w 1947 roku ks. Wojtyła odwiedził Francję i Holandię. Podczas pobytu w Seminarium Polskim w Paryżu, przyszły papież zapoznał się także z dokonaniami popularnego wówczas we Francji i krajach Beneluksu ruchu "księży-robotników". Z bliska przyglądał się również pracy duszpasterskiej tzw. parafii misyjnych na obrzeżach Paryża, działających w ubogich środowiskach robotniczych i imigranckich. Wspominając swój pierwszy pobyt w Europie Zachodniej, papież pisał:

(...) dzięki pomocy moich kolegów, zwłaszcza rodziców nieżyjącego już ks. Alfreda Delme, mogliśmy wspólnie ze Stanisławem Starowieyskim spędzić 10 dni w Holandii. Uderzyła mnie niezwykle mocna struktura Kościoła i duszpasterstwa w tym kraju, prężne organizacje i żywotne wspólnoty kościelne. Tak więc z różnych stron odsłaniała mi się coraz bardziej Europa Zachodnia, Europa powojenna, Europa wspaniałych gotyckich katedr, a równocześnie Europa zagrożona procesem sekularyzacji. Dostrzegałem wyzwanie, jakie ta sytuacja stanowiła dla Kościoła, a także potrzebę wyjścia na spotkanie tego zagrożenia przez odpowiednie formy duszpasterstwa, otwarte na większą obecność świeckich.
— tamże, s. 54[15].


Wracając z wakacji, ks. Wojtyła odwiedził także Ars, miejsce działalności duszpasterskiej św. Jana Marii Vianneya. "Z zetknięcia z jego postacią wyniosłem przekonanie, że kapłan realizuje zasadniczą część swojego posłannictwa przez konfesjonał" - napisał kilkadziesiąt lat później papież-Polak[16].

Wikariat w Niegowici: 1948-1949

Po powrocie do Polski latem 1948 roku ks. Wojtyła został skierowany do parafii p.w. Wniebowzięcia NMP w Niegowici w gminie Gdów. Pełnił tam również obowiązki katechety. Wspominając trwający niecały rok pobyt w tej miejscowości, Jan Paweł II zwrócił uwagę:

Uczyłem religii w pięciu szkołach podstawowych, w wioskach należących do parafii w Niegowici, do których dowożono mnie wozem konnym lub bryczką. Zapamiętałem życzliwość tak ze strony grona nauczycielskiego, jak i parafian. Klasy były różne. Niektóre grzeczne i spokojne, inne zaś rozbrykane. Do dziś pamiętam ciszę i skupienie, jakie panowały w klasach, gdy w Wielkim Poście przeprowadzałem lekcję na temat Męki Pańskiej.
— tamże, s. 60[17].


Za czasów posługi duszpasterskiej ks. Wojtyły w Niegowici zadecydowano o budowie w tej miejscowości nowego, murowanego kościoła[18].

Parafia św. Floriana: 1949-1951

Po krótkim pobycie w Niegowici, ks. Wojtyła został na mocy decyzji kard. Sapiehy przeniesiony do krakowskiej parafii p.w. św. Floriana mieszczącej się przy ulicy Warszawskiej 1b. Prowadził katechizację w starszych klasach licealnych, jak również rozpoczął pracę duszpasterską wśród młodzieży akademickiej. W każdy czwartek wygłaszał w kościele konferencje dotyczące fundamentalnych zagadnień teologicznych: istnienia Boga, rozwoju duchowego, stosunku do ateizmu i chrześcijańskiej duchowości opartej na życiu sakramentalnym. Opiekował się również mieszanym chórem gregoriańskim oraz parami narzeczeńskimi, przygotowującymi się do przyjęcia sakramentu małżeństwa.

Na początku lat pięćdziesiątych, w czasach posługi w kościele św. Floriana, wokół przyszłego papieża zaczęło skupiać się grono młodych ludzi, studentów, młodzieży pracującej oraz młodych par narzeczeńskich i małżeńskich, nazwane później Środowiskiem lub "duszpasterstwem wujka" (jak żartobliwie nazywali Wojtyłę uczestnicy duszpasterstwa). Specyfiką pracy duszpasterskiej ks. Wojtyły było połączenie formacji religijnej i intelektualnej z pieszymi wycieczkami, obozami wędrownymi oraz spływami kajakowymi w różnych częściach Polski, najczęściej na Mazurach, w Tatrach oraz Beskidzie Sądeckim. Większość z zaangażowanych w grupę "Środowiska" utrzymywała bliski kontakt z Wojtyłą nie tylko do momentu wyboru na papieża, ale nawet do samej śmierci Jana Pawła II. Najbardziej znanymi wychowankami floriańskiego duszpasterstwa byli: Danuta i Jerzy Ciesielscy, Danuta i Stanisław Rybiccy, Zdzisław Heydel, Teresa Życzkowska, Piotr i Teresa Maleccy oraz Gabriel Turowski.

Rozpoczęcie pracy naukowej

W lecie 1951 roku arcybiskup Eugeniusz Baziak, który objął rządy w archidiecezji krakowskiej po śmierci kard. Sapiehy podjął decyzję o skierowaniu ks. Wojtyły do pracy naukowej na Uniwersytecie Jagiellońskim i przygotowania rozprawy habilitacyjnej z dziedziny etyki lub teologii moralnej. Jan Paweł II wspominał:

Wiązało się to z pewnym ograniczeniem zajęć duszpasterskich, do których tak bardzo rwało się moje serce. Kosztowało mnie to, ale odtąd moją ustawiczną troską było, aby oddając się nauce, studium teologii i filozofii nie tylko nie "zapomnieć" być kapłanem, lecz raczej by mi to pomagało być nim coraz pełniej.
— tamże, s. 62[19].


Jan Paweł II o kapłaństwie

Rozważając wielokrotnie istotę własnego powołania kapłańskiego oraz podejmując refleksję nad rolą duchownych w Kościele, Jan Paweł II podkreślał aspekt głębokiego uczestnictwa kapłanów w sprawowaniu najważniejszych tajemnic wiary chrześcijańskiej: celebrowaniu sakramentu Eucharystii, przekazywaniu prawd Ewangelii oraz uwrażliwiał na konieczność stałego upodobniania się duchownych do Chrystusa.

Kapłaństwo jest do samych korzeni kapłaństwem Chrystusa. To on składa w ofierze Bogu siebie samego, swoje Ciało i Krew, a tą właśnie Ofiarą dokonuje usprawiedliwienia w oczach Ojca całej ludzkości, a pośrednio całego stworzenia. Kapłan sprawując codziennie Eucharystię, zstępuje do głębi tego misterium, Dlatego sprawowanie Eucharystii powinno być dla niego najważniejszym i świętym wydarzeniem dnia i centrum całego życia.
— tamże, s. 73[20].


Przypisy

  1. Wydawnictwo św. Stanisława BM, Kraków 1996
  2. tamże, s. 11
  3. tamże, s. 14-15
  4. tamże, s. 22
  5. tamże, s. 24
  6. tamże, s. 26 Wątpliwości rozstrzygnął jednak Książę Kardynał Sapieha w sposób sobie właściwy, mówiąc krótko: "Trzeba najpierw dokończyć to, co się zaczęło.
  7. tamże, s. 27-28
  8. tamże, s. 29-31
  9. tamże, s. 33-38
  10. tamże, s.41
  11. tamże, s. 43-44
  12. tamże, s.48
  13. tamże, s. 46-47
  14. tamże, s. 53
  15. tamże, s. 54
  16. tamże, s. 56
  17. tamże, s. 60
  18. tamże, s. 61
  19. tamże, s. 62
  20. tamże, s. 73

Bibliografia

  • Jan Paweł II, Dar i Tajemnica. W pięćdziesiątą rocznicę moich święceń kapłańskich, Wydawnictwo św. Stanisława BM, Kraków 1996. ISBN 8370973248. W bibliotece.jpg
  • Mieczysław Maliński, Życiorys Karola Wojtyły, Michalineum, Warszawa-Kraków 1987. ISBN 8370190219. W bibliotece.jpg
  • George Weigel, Świadek nadziei. Biografia papieża Jana Pawła II, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2012. ISBN 8324022335. W bibliotece.jpg

Zobacz także